Dziekanowski: Labbadia chce inaczej niż poprzednicy, a to zły znak dla Piątka

Piłka nożna
Dziekanowski: Labbadia chce inaczej niż poprzednicy, a to zły znak dla Piątka
fot. PAP
Dziekanowski: Labbadia chce inaczej niż poprzednicy, a to zły znak dla Piątka

Dariusz Dziekanowski jest pod wrażeniem gry Borussii Dortmund w derbach zagłębia Ruhry. BVB rozbiło Schalke 04… 4:0. Świetny występ zanotował też klub Krzysztofa Piątka Hertha Berlin. W Hoffenheim wygrał 3:0. Niestety, udział Piątka w tym sukcesie był żaden. Co teraz musi zrobić polski napastnik?

Gdy w piątek rozmawialiśmy z ekspertem Polsatu Sport Dariuszem Dziekanowskim o sytuacji Piątka i Lewandowskiego przed restartem Bundesligi, były napastnik m.in. Legii, Celtiku i reprezentacji Polski zażartował, że „Lewy” ma dziewięć kolejek na to, by strzelić 16 goli i pobić legendarny rekord Gerda Mullera, a Piątek dokładnie tyle samo by zdobyć choć jedną bramkę z gry.

 

Wtedy wydawało się, że to tylko niewinny żarcik. Po sobotnim meczu Herthy wcale już to żart nie jest, a i naszemu napastnikowi na pewno nie jest do śmiechu. Oczywiście cieszy się jak wszyscy w klubie, bo berlińczycy wygrali ważny mecz na wyjeździe z drużyną, która jak oni, musi walczyć, by nie spać na miejsce barażowe.

 

Piątek nie wyszedł jednak na boisko w podstawowym składzie. W 11-stce Zastąpił go 35-letni Vedad Ibisevic, który zdobył gola na 2:0. Piątek pojawił się na boisku dopiero po tym, jak Cunho strzelił na 3:0. Nowy trener Herthy, były świetny napastnik Brudno Labbadia, zdecydował się od razu na trzy zmiany w formacji ofensywnej. Piątek niczego wielkiego nie zdziałał. Asystował przy strzale Arne Maiera w 93 minucie, po którym piłka trafiła w słupek.

 

- Teraz Krzysztof Musi uzbroić się w cierpliwość. Niestety, często bywa tak, że nowy trener chce grać zupełnie inaczej niż jego poprzednik. Piątek był wielkim, głośnym, najdroższym w historii Herthy, transferem. To nie Labbadia go ściągał do Berlina. Teraz może chce coś udowodnić. Pozostaje nam trzymać kciuki, by Krzysiek wygrał rywalizację, ale nie będzie to łatwe, jeśli zespół w pierwszym meczu pod wodzą nowego trenera wygrywa tak efektownie – ocenia Dziekanowski, którego poprosiliśmy o wrażenia z sobotniej, pierwszej po powrocie kolejki.

 

- Jak wszyscy jestem pod wrażeniem gry Borussii Dortmund. Cztery bramki w derbach to jest coś. Cieszę się, że dobry mecz rozegrał Łukasz Piszczek. Brał udział w jednej z bramowych akcji. Mecze nie są takie, jak w „normalnych” kolejkach. Widać, że piłkarze mieli przerwę, że za nimi dopiero kilka treningów z pełnym kontaktem, ale da się to oglądać, o co się trochę obawiałem. Z drugiej strony widać, jak ważna jest publiczność, ile daje dla widowiska piłkarskiego. Może jak wrócimy do normalności to i w naszej lidze zacznie się cenić kibiców, dbać o nich. Bo mnie strasznie irytuje, jak słyszę, że nieważne jak się grało, ważne, że się wygrało. I potem ludzie nie chcą przychodzić na stadiony – mówi „Dziekan”, którego zapytaliśmy też o to, jak poradzi sobie Robert Lewandowski który wraca nie tylko po przerwie spowodowanej koronawirusem, ale też kontuzją.

 

- Nie zdziwię się, gdy rekord Mullera, o którym wszyscy mówią, Robert pobije wcześniej niż w dziewięciu kolejkach. Pewnie, że będzie mu na początku trochę trudniej, ale choć brzmi to paradoksalnie, dobrze, że ta kontuzja przytrafiła mu się teraz. Wszyscy wracają po przerwie, więc nie powinno być widać, że on miał trochę dłuższą – kończy Dziekanowski.

 

Bayern gra w niedzielę na wyjeździe z broniącym się przed spadkiem Unionem Berlin, którego bramki broni Rafał Gikiewicz.

B, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze