Sztuka wyboru. Właściwe decyzje Vukovicia

Piłka nożna
Sztuka wyboru. Właściwe decyzje Vukovicia
fot. Cyfrasport
Legia Warszawa pokonała Miedź Legnicę w ćwierćfinale Pucharu Polski

„Życie to sztuka wyboru. Nierzadko bardzo trudna, ale i tak lepiej jest mieć wybór, niż go nie mieć.” Słowa Łukasza Maciejewskiego z książki „Flirtując z życiem” idealnie oddają codzienny los piłkarskiego trenera. Szczególnie takiego, który pracuje w klubie formatu Legii Warszawa

Jeszcze nie doszło do pierwszego kopnięcia piłki po wymuszonej pandemią przerwie, a już personalne decyzje Aleksandara Vukovicia poddawane były pod dyskusje. Dlaczego - skoro w dwóch kolejnych meczach Ekstraklasy Legia będzie musiała zagrać bez zawieszonego za czerwoną kartkę ze spotkania z Piastem Gliwice Jose Kante - nie wypróbować wreszcie w większym wymiarze ściągniętego do Warszawy zimą byłego reprezentanta Czech Tomasa Pekharta?Czy w związku z tym, że w Poznaniu zabraknie również Pawła Wszołka – też cierpiącego za nadmiar kartek – nie przeegzaminować innego wariantu skrzydłowych? Czy nie oszczędzać tak ważnego piłkarza, jak Michał Karbownik? Przecież na lewej obronie spokojnie można by wystawić wszechstronnego Artura Jędrzejczyka, z którego w tej roli z powodzeniem korzystał selekcjoner Adam Nawałka.


„Vuko” postąpił jednak bardzo logicznie. Z Kante nie będzie mógł korzystać w dwóch ligowych kolejkach, więc pozostawienie go poza składem nie miałoby żadnego sensu. Najlepszego napastnika Legii wyłączyłoby to z trzech pierwszych po restarcie spotkań. Pekhart mógł wejść na boisko - w odpowiednim momencie - i to nie jako zmiennik Gwinejczyka, ale jego partner. Wiadomo jednak, jak po czerwonej kartce ułożyła się meczowa sytuacja.

 

Zobacz też: Vuković – z chaosu w... zarządzanie, jak się patrzy!

 

Gdy w przerwie rozmawiałem z Pawłem Golańskim, nasz ekspert zastanawiał się, czy w przypadku „bezpiecznego” rezultatu dla legionistów Serb z polskim paszportem sięgnie po zabraną ze sobą na Dolny Śląsk młodzież. Na ławce miał przecież Ariela Mosóra, Piotra Pyrdoła czy już bardziej ogranego Mateusza Praszelika. Pytanie jednak, jaki wynik uznajemy za bezpieczny? Trafienie Mateusza Cholewiaka na 2-0 na początku drugiej połowy i dotychczasowy przebieg meczu niejednego szkoleniowca skusiłby do takiego rozwiązania. W perspektywie wyjazd na Bułgarską, potem do Krakowa, można by kombinować. Ale nic z tych rzeczy. Na boisko zostali wpuszczeni nominalnie gracze podstawowego składu: Luquinhas, a potem Jędrzejczyk – na prawą obronę – za bardziej ofensywnie usposobionego i świetnie prezentującego się we wtorkowy wieczór Marko Veśovicia. Co dzieje się później? Czerwona kartka dla Lewczuka zmienia przebieg i tworzy dramaturgie spotkania. Miedź strzela kontaktową bramkę i atakuje. Przy większym szczęściu i precyzji Jakuba Łukowskiego Legii groziłaby dogrywka, a może i karne. Tego nikt w zespole ze stolicy nie chciał.


Vuković swoimi decyzjami o brak „czarnego scenariusza” doskonale zadbał. Inteligentny trener musi pewne rzeczy przewidywać i być na nie przygotowany. Zbyt duża liczba mniej doświadczonych graczy mogłaby się w takich okolicznościach pogubić. Widzieliśmy jak zaledwie jedna błędna decyzja debiutującego w bramce i broniącego przez długi czas pewnie Wojciecha Muzyka wpłynęła na jego kolejne zachowania. Legia - mimo że grała w „dziesiątkę” - oddaliła grę od własnego pola karnego i potrafiła długo utrzymywać się przy piłce. „Miedzianka” próbowała coś zrobić, ale już nie zdążyła. A ciągle młody i jeszcze przecież nieposiadający dużego bagażu doświadczeń trener Legii znów udowodnił, że ta praca absolutnie go nie przerasta.


W kolejnych tygodniach poprzeczka pójdzie dla niego o kilka stopni wyżej. Wyjazdowe spotkania z Lechem oraz Wisłą Kraków, potem Arka u siebie i znów delegacja – tym razem do Zabrza. Ze świadomością, że nie wszyscy ważni podopieczni będą do jego dyspozycji. Po tym, co zobaczyliśmy wczoraj, warszawski kibic może jednak spać spokojnie. Nie tylko dlatego, że po Legii nie było widać, że miała ponaddwumiesięczną przerwę. Jest świetnie przygotowana fizycznie, w piłkę grać też nie zapomniała. Potwierdziło się też, że za sterami ma człowieka, który potrafi właściwe zarządzać meczem i zasobami ludzkimi. A to, żeby nie popełnić błędów poprzedniego sezonu, może być dla klubu z Łazienkowskiej kluczowa sprawa.

Bożydar Iwanow, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie