Wichniarek o Pucharze Niemiec: Tym razem to dobrze, że „Kopciuszek” Kwasnioka przegrał

Piłka nożna
Wichniarek o Pucharze Niemiec: Tym razem to dobrze, że „Kopciuszek” Kwasnioka przegrał
Fot. PAP

Półfinały Pucharu Niemiec za nami i tym razem obyło się bez niespodzianek, których przecież w tych rozgrywkach nigdy nie brakowało, nie brakuje i brakować nie będzie. Jednak już sam układ par półfinałowych aż tak oczywisty nie był.

To, że w jednej parze byli finaliści sezonu 2017/2018, czyli Bayern Monachium i Eintracht Frankfurt, dziwić nikogo nie powinno, ale już druga para to mega niespodzianka. Nieczęsto bowiem się zdarza, aby tak daleko zaszedł zespół z niższej ligi. Po raz pierwszy w historii była to drużyna z 4 ligi, bo w tej właśnie klasie rozgrywkowej na co dzień gra FC Saarbrucken.

 

W sezonie 1992/1993 do finału tych rozgrywek awansowała drugi zespół Herthy Berlin, który podobnie, jak teraz Saarbrucken, zmierzył się z Bayerem Leverkusen. Berlińczycy przegrali wtedy pechowo 0:1. Wtorek zakończył się gładką wygraną 3:0 i po raz pierwszy od 2009 roku zespół Aptekarzy zameldowali się w finale DFB Pokal.

 

Piłkarze z Saarbrucken prowadzeni przez trenera Lukasa Kwasnioka, który urodził się w Polsce, na Śląsku i w wieku 7 lat z rodzicami wyjechał do naszych zachodnich sąsiadów, pokonali w drodze do półfinału dwóch pierwszoligowców (Koeln, Dueseldorf) oraz dwóch drugoligowców (Regensburg i KSC), wywołując sensację i zyskując mnóstwo uwielbienia w całych Niemczech.

 

Zespół ten sukcesy ligowe, które zakończyły się awansem do 3 ligi, przenosił na mecze pucharowe. Niestety, mecz z Leverkusen obnażył wszystkie braki półamatorów i nie pozostawił złudzeń kto powinien być w finale. Ewenementem byłoby, gdyby nowo upieczony trzecioligowiec awansował do finału i grał w nim z przyszłym mistrzem Niemiec, jakim bez wątpienia będzie w tym sezonie Bayern Monachium i - nawet pomimo porażki - wystąpiłby w fazie grupowej Ligi Europy. Dlatego z czysto sportowych powodów trzymałem kciuki za podopiecznych trenera Bosza, aby jednak zespół „trochę” lepszy reprezentował niemiecką piłkę na arenie międzynarodowej.

 

Z kolei w drugim półfinale wygrał zespół lepszy, dojrzalszy i bardziej wyrachowany. Robert Lewandowski, który strzelił decydującą bramkę na 2:1, poprowadził swój zespół do zwycięstwa nad Eintrachtem. Frankfurt starał się, doprowadził nawet w 69 minucie do remisu 1:1, ale z przebiegu całego spotkania nie zasłużył na finał. Bawarczycy cały czas mogą więc zdobyć potrójną koronę, gdyż naprawdę złapali pod wodzą trenera Flicka wiatr w żagle. 

 

Finał, które zostanie rozegrany 4 lipca, jak zawsze na Stadionie Olimpijskim w Berlinie, będzie rewanżem za mecz z ostatniego weekendu, w którym „Lewy” i spółka pokonali Aptekarzy 4:2.

Artur Wichniarek z Berlina, seb, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze