NBA: Williamson wrócił, zaś Sabonis opuścił ośrodek w Orlando

Koszykówka
NBA: Williamson wrócił, zaś Sabonis opuścił ośrodek w Orlando
Fot. PAP/EPA
Zion Williamson uchodzi za jednego z najbardziej utalentowanych koszykarzy młodego pokolenia.

Po kilkudniowej nieobecności, spowodowanej sprawami osobistymi, Amerykanin Zion Williamson (New Orleans Pelicans) wrócił do ośrodka w Orlando, gdzie kluby ligi NBA przygotowują się do wznowienia sezonu. Z Florydy wyjechał zaś kontuzjowany Litwin Domantas Sabonis (Indiana Pacers).

Williamson został wybrany w ubiegłorocznym drafcie z numerem 1., a wielu ekspertów wróży 20-letniemu koszykarzowi wielką karierę. Do momentu przerwania rozgrywek z powodu koronawirusa miał na koncie 19 meczów (ponad 40 wcześniejszych opuścił ze względu na kłopoty zdrowotne) i bardzo dobre statystyki - średnio 23,6 pkt, 6,8 zbiórki i 2,2 asysty.

 

Młody gwiazdor „Pelikanów” opuścił drużynę 16 lipca, aby zająć się „pilną sprawą rodzinną”. Klub z Nowego Orleanu poinformował, że Williamson w okresie nieobecności codziennie był testowany na koronawirusa, a wyniki za każdym razem były negatywne.

 

Nie ujawniono, co dokładnie było przyczyną jego wyjazdu z Orlando. Czeka go teraz czterodniowa kwarantanna, ale jak zaznaczono jest szansa, że 30 lipca wystąpi w meczu ligowym z Utah Jazz. Opuści tylko ostatnie gry sparingowe. Zespół Pelicans obecnie zajmuje 10. miejsce w Konferencji Wschodniej.

 

Zobacz też: Kibice wracają do hal sportowych! Nowe rozporządzenie

 

Williamson jest znów w „bańce” w parku rozrywki Disney World w Orlando, a z kolei zamknięty ośrodek opuścił narzekający na uraz lewej stopy Sabonis (Pacers).

 

Na razie nie wiadomo, kiedy 24-letni Litwin powróci na Florydę i czy w ogóle będzie mógł uczestniczyć w decydującej fazie sezonu 2019/2020.

 

W 62 spotkaniach zanotował średnio 18,5 pkt, 12,4 zbiórek oraz 5 asyst. W lutym zagrał w Meczu Gwiazd NBA.

MTu, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze