Co wiemy po meczach siatkarzy? „Gdybym był złośliwy, powiedziałbym, że nie wszystko jest w porządku”

Siatkówka
Co wiemy po meczach siatkarzy? „Gdybym był złośliwy, powiedziałbym, że nie wszystko jest w porządku”
fot. Cyfrasport
Co wiemy po meczach siatkarzy? „Gdybym był złośliwy, powiedziałbym, że nie wszystko jest w porządku”

Mamy najsilniejszą reprezentację na świecie. Nawet Rosjanie, w czasach swej największej potęgi nie mieli takiego wyboru siatkarzy – uważa mistrz świata i olimpiady, były trener kadry Ryszard Bosek. Dlaczego więc mówi, że być może nie wszystko w kadrze jest w porządku?

Robert Małolepszy: Jakie wnioski po zakończeniu tego dziwnego, okrojonego sezonu reprezentacyjnego?

 

Pierwszy i najważniejszy, że mamy najsilniejszą, najliczniejszą i najbardziej perspektywiczną reprezentację na świecie. Nawet Rosjanie w czasach swej największej potęgi nie mieli tak szerokiej i równej kadry, jaką my teraz posiadamy. To jest zespół nie tylko na medal najbliższych igrzysk, ale też kolejnych. Teraz tylko trener Heynen musi tym mądrze pokierować. Szansa na olimpijskie złoto, bo nie ma co się oszukiwać, że to jest cel tej drużyny, jest bardzo duża.

 

Czy problem bogactwa nie stanie się zarzewiem jakiś konfliktów, napięć?

 

Mam nadzieję, że nie. Zwłaszcza, że chyba wszyscy zdają sobie sprawę, że tak naprawdę 10 miejsc jest już zajętych. Teraz rola doświadczonych zawodników jest taka, by tych młodszych nie zrazić. Ci doświadczeni, jak Kubiak, Drzyzga, czy Kurek powinni być katalizatorem tych ewentualnych napięć. Ale słychać z kadry, że wszyscy chcą i atmosfera ponoć jest świetna.

 

Ponoć?

 

Jak bym był złośliwy, to bym się zastanawiał czemu trener nie pozwolił zawodnikom na takie pełne przeżywanie akcji podczas tych dwóch, wewnętrznych sparingów. Jakby trochę krzyknęli, czasem z siebie zażartowali, to adrenalina poszłaby jeszcze w górę i mecze mogłyby się rozkręcić na 100%.

 

No to czemu nie pozwolił?

 

Może bał się, że ta skorupka jednak pęknie. Może więc, ale powtórzę, przy dużej dozie złośliwości, aż tak dobrze wewnątrz nie jest, że nie wszystko jest w porządku.

 

Ma Pan jakieś przecieki?

 

Absolutnie nie i wierzę, że rzeczywiście wszystko jest w porządku. Ale z drugiej strony pamiętam moje czasy w kadrze Wagnera – na sparingach dawaliśmy sobie łupnia, żartowaliśmy z siebie, ale jakoś nikt się nie pobił.

 

Jednym słowem trener Vital Heynen trochę zepsuł nam zabawę.

 

Ale tylko trochę. Drugi sparing stał na naprawdę wysokim poziomie.

 

Poproszę by wytypował Pan swoją 12-tkę na igrzyska na dziś. Zaczynamy od rozgrywających.

 

Tu nie ma żadnych wątpliwości. Fabian Drzyzga i Grzegorz Łomacz.

 

Łomacz był chyba w najwyższej formie podczas meczów kontrolnych kadry.

 

Fajnie się prezentował. Ale trzeba pamiętać, że tacy zawodnicy jak Drzyzga, czy Kurek musza mieć cel, stawkę i adrenalinę. Wtedy grają najlepiej.

 

Marcin Komenda na dziś jednak odstaje od tej dwójki.

 

Ale w drugim wewnętrznym sparingu grał o niebo lepiej niż w pierwszym. On ma czas, tak jak paru innych młodszych zawodników na tej pozycji. Mając Komendę możemy być spokojni o przyszłość.

 

W ataku – wiadomo Bartek Kurek. Ale kto numerem dwa?

 

Bartek, jak wspomniałem, nie grał wielkiej siatkówki w tych meczach, ale to jest zawodnik stworzony do wielkich celów. Ja nawet potrafię sobie wyobrazić, że podczas igrzysk w meczach grupowych też może mieć ciut słabsze chwile, ale jak przyjdą najważniejsze spotkania, pokaże pełnię swojego potencjału. Udowodni, że jest najlepszy na świecie.

 

Kto jego zmiennikiem?

 

Muzaj zrobił gigantyczny postęp od ubiegłego roku. Ale to wciąż siatkarz, który może zagrać i na 110% mocy, ale równie dobrze na 10%. Konarski jest mniej spektakularny, ale równy, solidny. Oczywiście jak jest w formie. Ja gdybym miał wybierać, zabrałbym „Konara”.

Na przyjęciu?

 

Wiadomo, że jedzie Michał Kubiak – tak mówi sam trener. Michał to zawodnik, który jak nawet nie będzie grał, to będzie miał wpływ na drużynę. On jest jej przywódcą. Kubiak nie schodzi poniżej poziomu – gra dobrze albo bardzo dobrze, co było widać podczas tych sparingów.

 

Wilfredo Leona trener Heynen nie wymienia, ale to chyba oczywiste, że też jest pewniakiem.

 

Wilfredo ma miejsce w szóstce, to wiedzą wszyscy.

 

Potrafi Pan sobie wyobrazić, że obok Wilfredo w pierwszej szóstce znajdzie się Bartosz Bednorz?

 

Jeśli będzie w 12-tce, to czemu nie. Kubiak może być takim Pawłem Zagumnym z mistrzostw świata w 2014 roku, co wchodzi przy 20:20 ogarnia grę i prowadzi nas do zwycięstwa.

 

Sądzi Pan, że Bednorz wciąż nie może być pewnym miejsca w 12-tce.

 

Postęp zrobił ogromny. Ale pamiętajmy, że w 2014 Bartek Kurek nie pojechał na mistrzostwa świata nie dlatego, że był słaby, ale dlatego, że nie mógł się dogadać z trenerem i częścią drużyny.

 

Bednorz wciąż może mieć ten problem?

 

Tego nie wiemy. Wiemy za to, ja to wiem, bo znam go z czasów, gdy miał 16 lat i grał w Częstochowie, że charakter ma trudny, bywał „sobkiem”. Jeśli jego deklaracje, że najważniejsza jest drużyna, że może się dla niej poświęcić, schować swoje ambicje, są prawdziwe, a mam nadzieję, że tak jest, wtedy potrafię sobie wyobrazić nawet to, że stanie obok Leona. Zresztą Vital już udowodnił, że u niego nie ma pierwszej szóstki, że jest co najmniej pierwsza ósemka. Że skład jest dobierany pod taktykę i przeciwnika. Poza tym igrzyska to jest turniej – warto zmieniać skład, szykować zawodników pod konkretne mecze. Na pewno Bednorz bardzo się rozwinął we Włoszech. Sądzę, że również mentalnie. Zwłaszcza w pierwszym sezonie, gdy pracował pod skrzydłami Julio Velasco, wiele zrozumiał.

 

Mamy zatem trójkę – Kubiak, Leon, Bednorz. Kto czwarty na przyjęciu?

 

Jeśli trener postawi na tę trójkę, to tym czwartym musi być ktoś, kto ma bardzo dobre przyjęcie. Z kandydującej trójki – Kwolek, Śliwka, Szalpuk, jak postawiłbym na tego pierwszego. Prezentuje się obecnie najlepiej w każdym z elementów. Ma i przyjęcie i zagrywkę i atak. W Warszawie jest prawdziwym liderem.

 

Na środku?

 

Numer jeden to Piotr Nowakowski. Bardzo mi się podoba od czas zeszłorocznego finału w Chicago Karol Kłos. Jak utrzyma formę i zdrowie, ma duże szanse. Poprawił nawet zagrywkę, którą miał dość słabą, a teraz wali bomby, że hej. Pewniak to Mateusz Bieniek. Wiadomo jaki ma potencjał w ataku i zagrywce. Kochanowskiego nie widzieliśmy, bo jak „Bieniu”, miał kontuzję, ale też będzie brany pod uwagę. Przy trójce środkowych, na dziś u mnie by nie pojechał.

 

A Huber, który był chyba małym objawieniem meczów polsko-polskich?

 

To chłopak na przyszłość. Środowy bloku to pozycja bardzo trudna, wymagająca doświadczenia. Nie sądzę, by Heynen chciał zaryzykować z zawodnikiem młodym i niesprawdzonym w wielu poważnych bojach.

 

Została pozycja libero…

 

Dla mnie wciąż bezdyskusyjnym numerem jeden jest Paweł Zatorski. Myślałem, że już mnie niczym nie zaskoczy, a zaskoczył. Grał tak, jakby nie miało dla niego znaczenia, czy jest prawo, czy leworęczny. Z każdej strony brał wszystko. Dodam jednak, że Wojtaszek jest słabszy może o parę procent.

 

Coś w tej pięknej maszynie może się zaciąć?

 

Nie sądzę. My mamy w tej chwili zawodników nie na dwa, a na trzy równe składy. Naprawdę zazdrości nam cały świat.

Robert Małolepszy

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze