Wilfredo Leon: Lekarz powiedział, że gdybym przyjechał dwie godziny później, byłoby po mnie

Siatkówka
Wilfredo Leon: Lekarz powiedział, że gdybym przyjechał dwie godziny później, byłoby po mnie
Fot. Cyfrasport
Wilfredo Leon od 24 lipca 2019 roku jest reprezentantem Polski.

Reprezentacja Polski czekała na niego kilka lat. W ubiegłym roku ze znakomitym skutkiem w niej zadebiutował. Został wybrany MVP turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk olimpijskich w Tokio, sięgnął po brąz mistrzostw Europy i srebro Pucharu Świata. Teraz ma doprowadzić Biało-Czerwonych do złota igrzysk w 2021 roku. Przez wielu jest uznawany za najlepszego zawodnika globu. By jednak osiągnąć taki status, pochodzący z Kuby siatkarz musiał wiele poświęcić.

– Ćwiczyłem do upadłego. Raz nawet dosłownie. Mając 12 lat trenowałem ze starszymi. Potrafiłem pójść na swoje zajęcia, a później dołączyć jeszcze na trening 15- czy 16-latków. Mój trener powtarzał mi, że się wykończę, ale mnie rozpierała energia. Pewnego dnia spędziłem na treningach jakieś sześć godzin. Szkoleniowiec widział, że coś ze mną jest nie tak, więc po zajęciach dał mi wodę i postanowił odprowadzić do domu. Do wejścia do mieszkania prowadziły schodki. Kiedy wkraczałem na ostatni stopień, zobaczyła mnie moja mama. Wtedy to się stało. Powieki mi się otworzyły i zamknęły dwa razy, oczy przeleciały z góry na dół. Zemdlałem. Tę sytuację znam tylko z opowieści mamy, bo nie byłem świadomy, co się ze mną dzieje. Reakcja była szybka. Mama pobiegła po wujka, ten zawiózł mnie do szpitala. Lekarz powiedział, że byłem bardzo odwodniony i gdybym przyjechał dwie godziny później, byłoby po mnie. Spędziłem trzy dni w szpitalu podłączony do kroplówek i doszedłem do siebie. Trener był czerwony ze złości, jak się dowiedział, do czego doprowadziło przedawkowanie treningów. Ale ja już taki byłem, że musiałem iść do przodu, niezależnie od tego, co się działo – podzielił się przyjmujący w rozmowie z "Przeglądem Sportowym".

 

Najlepszy siatkarz na świecie usłyszał od mamy ultimatum: "albo nauka, albo siatkówka". Wybrał to drugie.

 

– Mając 6–7 lat i zaczynając treningi, myślałem raczej o tym, że chcę w wolnym czasie robić coś, co sprawia mi radość. Pamiętam jedną z późniejszych rozmów z mamą. Powiedziała mi, że mam dwie opcje: albo stawiam na naukę i idę w tym kierunku, albo zostaję sportowcem. Wybrałem to drugie i ciągłe treningi zamiast wakacji. Tak wyglądało moje dzieciństwo – stwierdził.

 

Zobacz także: Leon: Zżyliśmy się jako drużyna. Rozmawiamy nie tylko o siatkówce

 

Kubańczyk rozpoczynał siatkarskie treningi od zajęć z dziewczynkami.

 

– Siatkówka pojawiła się w moim życiu, bo mama uznała, że jako dziecko, które ma tyle energii w sobie, powinienem uprawiać sport. Początkowo grałem na ulicy z moimi przyjaciółmi w baseball. Problem polegał na tym, że miałem sześć czy siedem lat, a oni byli ode mnie nawet dwa razy starsi. Sąsiedzi przestrzegali moich rodziców, że to niebezpieczne, bo może mi się coś stać, a poza tym naszym placem gry była ruchliwa ulica. Mama, która też grała w młodości w siatkówkę, spytała swojego byłego trenera, czy mógłby mnie dołączyć do swojej grupy. „Ok, spróbujemy. Przyprowadź syna, tylko jest jeden problem. Ja prowadzę żeńską grupę” – powiedział. Trafiłem tam. Początkowo na treningu były tylko techniczne elementy, bez atakowania czy obron. Mieliśmy najpierw nabrać siły. Zanim trafiłem do reprezentacji, miałem w klubach aż siedmiu trenerów - podsumował.

 

Według Leona Alberto Gorguet miał na jego rozwój największy wpływ.

 

– Gorguet jako zawodnik był leworęczny i ocierał się o kadrę, ale nie udało mu się do niej dostać na stałe. Powtarzał mi, że mam dobre warunki fizyczne i dużo siły, a brakuje mi lepszej kontroli nad piłką. „Nie chodzi o to, byś po prostu mocno uderzył piłkę, ale nadał jej konkretny kierunek. To, co masz w głowie przełóż na ciało, na swoje ruchy” – powtarzał. Cały czas pracował nade mną. W jednych zawodach dotarliśmy do finału, ale nie zdołaliśmy się przeciwstawić rywalom. Zdobyliśmy srebro, a ja z płaczem przyjechałem do domu. Mama powtarzała mi, że to przecież dobry wynik, tym bardziej dla chłopaka, który ma 10 lat, a gra w drużynie z dwunastolatkami. Nie do końca to do mnie docierało. Zostawałem wtedy po każdym treningu, żeby wykonać jeszcze więcej zagrywek, więcej razy zaatakować. Trener pytał mnie, dlaczego to robię, a ja odpowiadałem, że chcę się poprawić. Później zdobywałem indywidualne wyróżnienia dla najlepiej punktującego gracza czy MVP całej imprezy. Widziałem, jak takie zaangażowanie procentuje i do dziś jestem sportowcem, który chce wyłącznie złota. Srebro czy brąz to nie są medale, ale dowód udziału w turnieju. W siatkówce jest jak w piłce nożnej – w geście triumfu puchar wznosi tylko zwycięzca. Pokazujesz wtedy wszystkim: „Tak, mamy to!” - powiedział przyjmujący.

 

W kubańskiej kadrze debiutował jako czternastolatek w Lidze Światowej. W meczu z Rosją nalegał, by trener wpuścił go na parkiet.

 

– Jeszcze przed Ligą Światową byłem z drużyną i zadebiutowałbym wcześniej, ale zacząłem odczuwać drobny ból w ramieniu. Trener powiedział, że mam odpocząć i poddać się rehabilitacji. Zgodziłem się, ale dalej trenowałem. Dołączyłem do zespołu na drugą rundę Ligi Światowej, bo jeden z zawodników skręcił kostkę. Z Rosją przegrywaliśmy 0:2. Stwierdziłem, że nie mogę dłużej na to patrzeć i powiedziałem trenerowi, że jestem w składzie, a nie dostaję szansy.

 

I przyszedł dzień decyzji o opuszczeniu Kuby...

 

– Musiałem przejść całą procedurę dla ważniejszych osób w kraju. Jako reprezentant Kuby w siatkówce miałem nieco inny status niż pozostali obywatele, ale wciąż musiałem prosić o zgodę na wyjazd. Czekałem dziewięć miesięcy, żeby dostać paszport. Musiałem zdecydować się na ten krok, bo chciałem być blisko mojej przyszłej żony – Małgosi, którą wcześniej poznałem w Polsce. Tamten okres był bardzo trudny dla mojej rodziny. Odszedł mój wujek, babcia, a po moim wyjeździe zmarł jeszcze dziadek. Szczególnie bolesne było to dla moich rodziców, którzy poza stratą bliskich osób musieli pogodzić się jeszcze z moim wyjazdem. Miałem w głowie, że te wszystkie trudności są po to, by nas umocnić. W życiu trzeba być silnym – zaznaczył.

 

Kubańczyk od 24 lipca 2019 roku jest reprezentantem Polski.

 

– Urodziłem się i wychowałem na Kubie. Tego się nie wyzbędę. Zawsze będę się czuł Kubańczykiem, ale nigdy nie będę ukrywał, jak mocno jestem związany z Polską – zakończył Leon.

 

Zobacz także: Zacięta walka i zaskakujący wynik w wewnętrznym sparingu reprezentacji siatkarzy

NP, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze