Jerzy Mielewski: Mój drugi dom

Inne
Jerzy Mielewski: Mój drugi dom
fot. Polsat Sport
Jerzy Mielewski obchodzi 18. rocznicę pracy w Polsacie Sport

Ten dzień zmienił moje życie. Połowa lutego 2002 roku. Po kilku tygodniach starań, wreszcie dyrektor Polsatu Sport Marian Kmita w ferworze przygotowań do piłkarskich mistrzostw świata Korea-Japonia 2002 znalazł chwilę, by spotkać się z młodym studentem… zarządzania nieruchomościami.

Oprócz wielkiej pasji do sportu nie dysponowałem żadnym argumentem, by zostać członkiem redakcji. Dostałem jednak szansę. Trzy dni później nasz producent Jakub Radecki zabrał mnie na pierwszą transmisję. Przed debiutanckim wywiadem nie spałem całą noc. W myślach bez chwili przerwy powtarzałem trzy te same pytania.

 

Kolejne tygodnie to nauka wszystkiego, co było związane z dziennikarstwem i telewizją. W stacji spędzałem po kilkanaście godzin. Poznawałem wszystko i wszystkich. Bożydar Iwanow, Mateusz Borek, Krzysztof Wanio to wówczas były już wielkie telewizyjne osobistości. Każda rozmowa, spotkanie i zwyczajna wymiana kilku zdań dodawała skrzydeł i zapału do dalszej pracy. Bożydar pewnie do dziś nie zdaje sobie sprawy, ile znaczyło dla mnie jedno zdanie rzucone w dniu jego wylotu do Korei: „dasz radę młody”. To tylko tyle i aż tyle. Wszyscy zaangażowani byli w jeden projekt – piłkarskie mistrzostwa świata w Korei i Japonii.

 

Trzy miesiące po dołączeniu do redakcji usłyszałem od szefa: „będzie pan jednym z prowadzących studio podczas mundialu”. Nie mogłem w to uwierzyć. W zasadzie dopiero podczas pierwszego meczu dotarło do mnie, że to się naprawdę dzieje. Wśród gości między innymi Dariusz Dziekanowski. Ten sam Dziekan, którym kilka lat wcześniej sam byłem na podwórku, kopiąc piłkę z rówieśnikami.

 

Wszyscy wtedy robiliśmy wszystko. Po zakończeniu meczowego dnia montowaliśmy materiały na kolejny. Tłumaczyliśmy wywiady, przygotowywaliśmy boiskowe sytuacje do analizy taktycznej trenera Jacka Gmocha. Na miesiąc nasza ówczesna baza w Piasecznie stała się drugim domem, a szef Marian Kmita stał się naszym telewizyjnym ojcem. My byliśmy jeszcze dzieciakami i to zarówno życiowo jak i zawodowo. Krystian Sobierajski, Paweł Mularczyk, Marcin Muras – czasami się zapominaliśmy, urządzając równolegle z wydarzeniami w Azji piłkarski turniej strzelania piłką do przewróconych koszy na śmieci. Mundial 2002 dał nam wszystkim dużo zawodowej satysfakcji. Choć zespół Jerzego Engela świata nie podbił, my jako team daliśmy radę. Wszyscy wiedzieliśmy jednak, że to dopiero początek wielkich wyzwań.

 

Zaprawieni w boju z wielką radością przyjmowaliśmy informacje o kolejnych imprezach, do których prawa nabywał Polsat Sport. Mistrzostwa świata w Niemczech w 2006 roku, mistrzostwa Europy w Austrii i Szwajcarii w 2008. Wielkie imprezy to wielkie możliwości, a ja dalej czułem się jak dziecko spacerujące po Legolandzie. Nie sposób zachować wszystkiego w pamięci, ale są chwile, które utrwalają się w niej na zawsze. Jak ta z Dortmundu w 2006 roku przed meczem Niemcy – Polska. Mam przed oczami uśmiechniętą twarz Franza Beckenbauera, który zgodził się udzielić krótkiego wywiadu na antenę Polsatu Sport. Po jego zakończeniu byłem w euforii, krzyczałem w duszy – „rozmawiałem z Cesarzem!”. Właśnie takie chwile wypełniały wtedy moje życie.

 

Nauka zawodu trwała jednak dalej. Moją największą sportową miłością była i jest siatkówka. W 2006 roku pierwszy raz ruszyłem w świat. Siatkarskie mistrzostwa świata w Japonii. Ponad 25 dni poza domem. Praca w terenie, tworzenie materiałów do serwisów informacyjnych, a także reporterska obsługa naszej reprezentacji. Na koniec wielka i nie do końca oczekiwana nagroda. Polscy siatkarze zostają wicemistrzami świata. Po złocie Andrzeja Niemczyka i jego dziewczyn w mistrzostwach Europy w 2003 roku był to drugi medal polskiego sportu zespołowego, który transmitowaliśmy na naszej antenie. Kolejne sypały się jak z rogu obfitości. W sumie było ich 16 z dwoma złotymi medalami mistrzostw świata.

 

Siatkówka stała się sztandarową dyscypliną naszego kanału. Tak, „naszego”, gdyż cały czas jedno pozostawało bez zmian. Ludzie. Byliśmy starsi i bardziej doświadczeni. Zmieniała się technologia produkcji. Pojawiały najnowocześniejsze wozy transmisyjne i komputerowe zestawy montażowe. Ale przychodząc do pracy, dalej spotykam te same uśmiechnięte twarze pasjonatów sportu.

 

W tym roku obchodzę 18. rocznicę pracy w Polsacie Sport. Tysiące serwisów informacyjnych, skomentowanych meczów, przeprowadzonych wywiadów. To wszystko już za mną, a ja nadal nie chcę opuszczać mojego drugiego domu. Przychodząc do Polsatu Sport, byłem niemal dzieckiem. Teraz sam mam dwóch synów i żonę, którą poznałem podczas jednej z telewizyjnych transmisji. Ten jeden lutowy dzień w 2002 roku miał decydujący wpływ na całe moje życie.

 

TEKST POCHODZI Z TYGODNIKA PIŁKA NOŻNA I POWSTAŁ WE WSPÓŁPRACY Z TĄ REDAKCJĄ

Jerzy Mielewski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze