Romański w Energa Basket Lidze: Kto pasuje do Włocławka?

Koszykówka
Romański w Energa Basket Lidze: Kto pasuje do Włocławka?
fot. PAP
Rozczarowanie na początku sezonu. Trener Anwilu Włocławek stracił pracę po porażce z Kingiem Szczecin

Kto przyjdzie do Anwilu w miejsce zwolnionego trenera Dejana Mihevca? Kto patrzy nerwowo na telefon? Komu kończą się ćwiczenia treningowe? – między innymi o tym można przeczytać po szóstej kolejce Energa Basket Ligi w sezonie 2020/2021 w tekście Adam Romańskiego, komentatora Polsatu Sport. Oto przegląd najważniejszych wydarzeń pierwszej połowy tygodnia w EBL.

Najważniejsza informacja tygodnia: Mihevc zwolniony z Anwilu

To był dziwny wieczór. W środę 30 września w Szczecinie Anwil Włocławek znów nie wyglądał jak drużyna. Grał powoli, nie wykorzystywał przewag, bazował praktycznie wyłącznie na odważnych, na granicy szaleństwa akcjach Ivana Almeidy i Deishauna Bookera. Wykorzystania przewag pod koszem nie było, kilku graczy dotąd mocno eksponowanych grało zaskakująco krótko, stylu nie było widać. Po porażce 71:80 w meczu, w którym King prowadził z niedawnym mistrzem Polski przez 37,5 minuty, los trenera Dejana Mihevca został przesądzony. Dzień później został zwolniony i podpisał porozumienie o rozwiązaniu kontraktu z klubem.


Przyjście Mihevca do Włocławka dziwiło mnie od początku, bo to jest trener zupełnie inaczej pracujący niż poprzednik, Igor Milicić. Nie eksploduje nowoczesnymi pomysłami, raczej bazuje na swojej wiedzy z lat poprzednich i choć pewne rzeczy zmieniał, to jednak bardzo źle kontrolował przebieg meczu. Hasło „nie pasował do Anwilu” raczej przykrywa właściwą treść niż coś wyjaśnia. Włocławianie, mając zawodników z wysokiej półki, nową drużynę i wiele kontuzji (teraz wypadł Przemysław Zamojski) potrzebowali człowieka kreatywnego i działającego impulsywnie, a także mającego dobry kontakt z zawodnikami, którzy często mają ogromne ego. Mihevc na tych wszystkich polach poległ, podobnie jak poległ pod presją kreatywności taktycznej Igora Milicicia w finałach Energa Basket Ligi w 2019 roku, kiedy prowadził Polski Cukier Toruń w rywalizacji z osłabionym kontuzjami Anwilem. Przegranie wtedy mistrzostwa przy stanie 3:2 było bardzo złym znakiem. Nie odczytał go prezes Arkadiusz Lewandowski, uznając przed obecnym sezonem Słoweńca za dobrego kandydata do pracy we Włocławku.

 

ZOBACZ TAKŻE: Stelmet Enea BC Zielona Góra wciąż niepokonany


Kibice Anwilu chcą powrotu Milicicia, ale w taki ruch wątpię. Wiadomo, że głównym kandydatem do pracy we Włocławku jest Przemysław Frasunkiewicz z Asseco Arki Gdynia, który jako zawodnik grał dwa sezony w Anwilu, a jako trener myśli i pracuje podobnie jak poprzedni szkoleniowiec włocławian. Prezes Lewandowski w oficjalnych wypowiedziach wymieniał gdynianina jako trenera przyszłości w swoim klubie. Osiągnięcia Frasunkiewicz ma daleko mniejsze niż zdobywca dwóch złotych medali w ostatnich pięciu latach, ale też większe niż miał Milicić przychodząc do Włocławka. To trener na pewno nowoczesny, umiejący korzystać z narzędzi analitycznych, kochający wyzwania i nie chowający się za mitycznym systemem, tylko prący do sukcesu. Pasuje do Włocławka, jakkolwiek to brzmi. Czy będzie oficjalna propozycja dla Frasunkiewicza? Czy będzie zgoda Asseco Arki na przedwczesne odejście trenera, który zapewne i tak pracuje ostatni sezon w Gdyni? To zagadki najbliższych dni.


Sensowną opcją wydaje się też być pozostawienie na stanowisku szefa wieloletniego asystenta trenerów Marcina Woźniaka, który w sobotę poprowadzi Anwil w meczu z Legią. Zdolny trener i pracowity analityk już kiedyś bez powodzenia prowadził włocławian, ale wiele nauczył się w ostatnich pięciu latach w klubie i reprezentacjach (młodzieżowej i seniorów), jest miejscowy, ma dobry kontakt z kibicami i nic do stracenia. Włocławianie nie muszą się spieszyć, bo ważne mecze i najważniejsze decyzje zapadną za kilka miesięcy. Obie opisane wersje wydają się być dobre dla klubu. Ale kto wie, czy nie wygra jakaś inna opcja.

Postać tygodnia: Michał Sokołowski, Legia Warszawa

Trener Legii Warszawa Wojciech Kamiński nerwowo każdego dnia spogląda na telefon, czekając na informację od agenta Sokołowskiego o treści „mamy dla niego klub za granicą, dziękujemy ci za opiekę nad graczem”. Skrzydłowy reprezentacji Polski ma bowiem w umowie z Legią możliwość odejścia w każdej chwili i bez odpłatności, jeśli zgłosi się z ofertą klub spoza Energa Basket Ligi. Na razie nic takiego nie nastąpiło, a Kamiński cieszy się z możliwości korzystania z umiejętności „Sokoła”. Ten po fatalnym początku sezonu gra teraz koncertowo i ma wielki wpływ na to, że Legia wygrała 5 z 6 meczów. Pomógł też znacząco w meczu z PGE Spójnią Stargard, która przegrała w Warszawie 73:77 i ma na koncie pięć porażek z rzędu. Jak pisałem przed tą kolejką, taka seria nie zdarzyła się nigdy w PLK trenerowi Spójni Jackowi Winnickiemu, najstarszemu szkoleniowcowi ligi. Nerwów w Stargardzie jest coraz więcej, mimo że gra zespołu nie wygląda źle. Słabe są tylko wyniki, ale także dlatego, że tak klasowego zawodnika jak Sokołowski w Spójni nie ma. Nawet na chwilę.

Moment kolejki: Nadleciał Dominik

Decyzja o powierzeniu pozycji pierwszego środkowego polskiemu zawodnikowi grającemu w ostatnich pięciu latach w trzech różnych amerykańskich szkołach wyższych, została przyjęta ze zdziwieniem. Po miesiącu grania wygląda na to, że Trefl Sopot zrobił na takim pomyśle na Dominika Olejniczaka znakomity interes. 24-letni reprezentant Polski gra mądrze i cierpliwie, notuje 12,7 pkt. i 7,2 zbiórki na mecz, a to wszystko przy 73-procentowej skuteczności z gry i 100-procentowej z wolnych (6/6). Trefl wygrał cztery z sześciu meczów i prezentuje efektowną koszykówkę.


We wtorkowym meczu z Argedem BMSlam Stalą Ostrów Wlkp. za dużo walki o zwycięstwo nie było, bo Trefl łatwo odskoczył i pielęgnował przewagę (wynik końcowy 82:66). Olejniczak zagrał najlepszy mecz w sezonie, zdobył 18 punktów i miał 11 zbiórek, ale najbardziej zaimponował chyba wsadem w kontrze Dominika Olejniczaka, przed którym dwutakt zaczął baaaardzo daleko od kosza. Można to zobaczyć TUTAJ

Liczba kolejki: 35

Tyle punktów – co jest nowym rekordem sezonu w Energa Basket Lidze – rzuciło w szóstej kolejce dwóch zawodników. Pierwszy z nich to środkowy Stelmetu Enei BC Zielona Góra Geoffrey Groselle. W meczu z MKS Dąbrowa Górnicza nie miał w środę pod koszami godnego rywala, trafił 13 z 18 rzutów z gry i 9 z 14 wolnych. Zielonogórzanie (jedyni niepokonani) zwyciężyli MKS (jedyny bez zwycięstwa) 95:79.


35 punktów w ostatniej kolejce rzucił też dzień później Corey Sanders z Enei Astorii Bydgoszcz, który jednak swojego meczu nie wygrał. Astoria rzuciła w Toruniu 102 punkty, ale przegrała (bez dogrywki!) różnicą aż 10. Sanders miał też świetne 10 asyst, ale torunianie mieli zespołowo aż 32 asysty i wygrywając przyćmili znakomity dzień Sandersa. Który zresztą większość swoich punktów zdobył w bardzo podobny sposób (z półdystansu po koźle). Imponujący był w to czwartkowe popołudnie powrót do gry zespołu Polskiego Cukru, który na samym początku drugiej kwarty przegrywał różnicą 20 punktów.

Warte pochwały: King Szczecin

Najbardziej niedocenianym trenerem Energa Basket Ligi jest bez wątpienia Łukasz Biela z Kinga Szczecin. W momencie kiedy kilku weteranów i celujących w mistrzostwo już żegna się z posadami lub drży o przyszłość, 40-latek ze Szczecina świętuje bilans 5-1, a w ostatnich dwóch meczach ograł w dobrym stylu Jacka Winnickiego i jego PGE Spójnię Stargard na wyjeździe oraz Anwil Włocławek u siebie. Oba te mecze praktycznie bez pomocy najlepszego strzelca Clevelanda Melvina (nie grał w Stargardzie, grał słabo z Anwilem), który wyjeżdżał do USA na pogrzeb ojca.

 

ZOBACZ TAKŻE: Najlepsze akcje, MVP i drużyna 5. kolejki wybrane


Oprócz dobrego przygotowania do meczu, zmyślnej taktyki i coraz lepszego wykonania pomysłów trenera, na sukcesy Kinga spory wpływ miał przyjazd nowego zawodnika, skrzydłowego Michaela Fakuade. Amerykanin długo był wybierany przez Bielę, ale idealnie pasuje do wszystkich innych graczy wysokich. Gra odważnie, rzutem lub podaniem, uruchamia cały zespół. King po operacjach kolan stracił na co najmniej pół sezonu Jakuba Parzeńskiego i Pawła Kikowskiego, ale jak widać nie stracił marzeń o miejscu powyżej szóstego.

Do poprawy: Ostrowskie dyskusje

Arged BMSlam Stal Ostrów Wielkopolski to klub innowacyjny i wcale nie mówię tego ironicznie dlatego, że pokazał jak można rozgrywać mecze Energa Basket Ligi w niewielkiej szkolnej hali. Zresztą przeprowadzka do miejskiego trzytysięcznika ma nastąpić już za miesiąc, więc temat będzie nieaktualny. Myślę o szerokim programie wideo na YouTube, który od kilku sezonów prezentuje obecny prezes klubu Bartosz Karasiński, przed i po każdym meczu Stali występujący nadal w roli dziennikarza.


Co prawda czasami jest przed kamerą nieco dziwnie, kiedy prezes stawia jakąś tezę, a rozmówca, na przykład asystent trenera albo zawodnik się z nim nie zgadza i twierdzi swoje, ale nie ma lepszego kompendium wiedzy niż pogaduszki przedmeczowe i pomeczowe między szefem klubu i częstym, gadatliwym gościem, jakim jest trener Łukasz Majewski. Zwłaszcza kiedy – jak na przykład we wtorek po meczu w Sopocie (przegranym z Treflem 66:82), trener Stali jest po prostu zły i rozżalony. Nieco wbrew koszykarskim zwyczajom Majewski przez długi czas w pomeczowym studiu „jechał ostro” po swoich podopiecznych, gasząc czasami prowadzącego/prezesa, który próbował niektórych z nich chwalić. „Ile razy można pewne rzeczy powtarzać, mi już kończą się ćwiczenia”. „Robimy tyle błędów, że mi nie starcza przerw na żądanie w czasie meczu, żeby wszystko poprawiać, nie wezmę ich przecież trzydziestu”. Takie mniej więcej sformułowania padały w Sopocie prosto z parkietu, co można wysłuchać TUTAJ.


W każdym razie, panowie, nie przestawajcie rozmawiać. Nawet jeśli nieprawdą są plotki o coraz intensywniejszym poszukiwaniu nowego trenera (ponoć rozpatrywane są najbardziej nazwiska dotąd w Energa Basket Lidze nieznane), to dyskusje po ostrowsku niech trwają. Doceniamy i pamiętamy. Z ostatniej audycji zwłaszcza słowa trenera Majewskiego (skierowane akurat przez niego do zawodników), żeby każdy w pomeczowej analizie zaczął przede wszystkim od siebie.

Co dalej?

Siódma kolejka Energa Basket Ligi będzie rozgrywana od soboty do środy. Z czterech meczów transmitowanych w Polsacie Sport Extra znakomicie zapowiadają się… wszystkie! Jak zawsze jest wiele pytań. Czy Anwil z nowym (tymczasowym?) trenerem zagra lepiej ze świetną ostatnio Legią? Czy Trefl podtrzyma dobrą serię swoim dobrym atakiem wobec świetnej obrony Startu? Czy King może zaskoczyć kolejnego rywala na wyjeździe, tym razem w Gdyni? Czy wreszcie Polski Cukier może powtórzyć swoje szaleństwa w ataku wobec najlepszej obrony ligi z Zielonej Góry? Warto oglądać i się dowiedzieć!


Plan transmisji 7. kolejki Energa Basket Ligi:

 

sobota 3 października, godz. 17.30, Polsat Sport Extra: Anwil Włocławek - Legia Warszawa
niedziela 4 października, godz. 17.30, Polsat Sport Extra: Trefl Sopot – Pszczółka Start Lublin
poniedziałek 5 października, godz. 17.30, Polsat Sport Extra: Asseco Arka Gdynia – King Szczecin
środa 7 października, godz. 17.30, Polsat Sport Extra: Polski Cukier Toruń – Stelmet Enea BC Zielona Góra


Pozostałe mecze tej kolejki EBL:

 

niedziela 4 października, godz. 17.30: PGE Spójnia Stargard – MKS Dąbrowa Górnicza
niedziela 4 października, godz. 18.00: Arged BMSlam Stal Ostrów Wlkp. – Śląsk Wrocław
niedziela 4 października, godz. 20.00: GTK Gliwice – Polpharma Starogard Gdański
środa 7 października, godz. 19.30: HydroTruck Radom – Enea Astoria Bydgoszcz

Adam Romański, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze