Wichniarek: Jeśli Lewandowski dalej będzie tak strzelał, tym razem może pobić rekord Mullera

Piłka nożna
Wichniarek: Jeśli Lewandowski dalej będzie tak strzelał, tym razem może pobić rekord Mullera
Fot. PAP
W zeszłym sezonie się nie udało, może uda się w tym? Po ledwie siedmiu kolejkach Robert Lewandowski ma na koncie już 11 goli. Nikt w Bundeslidze nie miał jeszcze takiego wyniku na tym etapie. Rekord Gerda Mullera wynosi 40 goli.

Piłkarski weekend w Niemczech w cieniu „Der Klassiker” - starcia gigantów. Borussia Dortmund, która marzy o detronizacji Bayernu Monachium podejmowała podopiecznych Hansi Flicka na Signal Iduna Park. Znów się nie udało i znów w jednej z głównych ról wystąpił Robert Lewandowski, który po zaledwie siedmiu meczach ma już 11 goli strzelonych w nowym sezonie Bundesligi!

Kibice nie tylko obu zespołów ostrzyli sobie zęby na ten mecz. Oczekiwania były ogromne. Spotkanie z wieloma podtekstami, pojedynki najskuteczniejszych napastników ligi. Hummels, którego pozbyto się z Monachium bez uronienia nawet jednej łzy, młodzież BVB z Sancho, Reina czy Belinghausen, kontra również młodzi, ale jakże utytułowani Goretzka, Kimmich, Gnabry czy Coman i Sane.

 

Robert Lewandowski chciał pokazać Erlingowi Haalandowi kto jest i będzie „królem polowania” o tytuł najlepszego strzelca sezonu 20/21. "Lewy" chciał również poprawić swoją wspaniałą serię 10 bramek w 6 kolejkach i dalej pisać nowoczesną historię Bundesligi. Postronni obserwatorzy trzymali kciuki za oba zespoły, aby sprostały nadziejom wszystkich na niezapomniany wieczór w Dortmundzie. Każdy czekał na piłkarski spektakl z udziałem najlepszych zawodników i ich trenerów.

 

I po ostatnim gwizdku sędziego chyba nie ma w Niemczech i w piłkarskiej Europie nikogo, kto mógłby powiedzieć, że się sobotniego popołudnia nudził. "Der Klassiker" spełnił swoje oczekiwania. W tym meczu było wszystko, co w nowoczesnym futbolu jest najważniejsze. Od bardzo dobrze przygotowanych taktycznie zespołów, po wspaniałe akcje i bramki oraz zmiany tempa gry, które było od początku do końca spotkania było bardzo wysokie. Niestety, poważna kontuzja Kimmicha rzuca trochę cienia na ten spektakl. 

 

BVB otworzyło wynik w pierwszej części po pięknej akcji Guererro i jeszcze ładniejszym strzale, ostatnio bardzo mocno krytykowanego Reusa. Jak na kapitana przystało uciszył krytyków nie komentarzami w gazetach, ale bardzo dobrym występem. Mógł być bohaterem, bo przy wyniku 2:2 uderzył pięknie z woleja, ale niestety lekko nad poprzeczką.

 

Kilkanaście minut wcześniej "Lewy" strzelił po dośrodkowaniu Gnabrego, ale był na minimalnym spalonym. Podopieczni Favre nie utrzymali jednak prowadzenia do przerwy, gdyż Alba w 45. minucie z rzutu wolnego doprowadził do remisu. Mecz jak i wynik bardzo wyrównany. Druga część spotkania jeszcze lepsza. Maszyna do strzelania bramek, jak nazywa się Roberta, już w 48. minucie strzelił piękną bramkę głową, uprzedzając swojego byłego kolegę klubowego z czasów BVB i Bayernu, Hummelsa.

 

ZOBACZ TAKŻE: "Brak powołania dla Puchacza to poważne niedopatrzenie Brzęczka"

 

To 11 bramka w siódmym meczu sezonu naszego reprezentanta. Jeszcze nikt nie miał tylu bramek po tylu spotkaniach. Jeżeli dalej kapitan reprezentacji będzie z taką łatwością strzelał, to rekord Gerda Mullera 40 bramek jest zagrożony. Bardzo dobre dośrodkowanie w tej akcji i asystę zaliczył Hernadez. Te dwa ciosy zadane przez Monachijczyków lekko zamroczyły żółto-czarnych, ale ostatniego słowa nie powiedział jeszcze Haaland, który chciał przecież pokazać, że nie jest gorszy od swojego konkurenta w walce o „koronę”.

 

Norweg miał swoje okazje, ale zanim nadszedł jego czas, Bayern dokonał, podobnie jak BVB, kilku zmian. Na placu gry pojawił się, podobnie jak w meczu Ligi Mistrzów w Salzburgu, Leroy Sane. Zawodnik, za którego umiejętności Bawarczycy zapłacili 49 milionów euro. Podobnie jak w tamtym meczu i tym razem reprezentant Niemiec szybko po wejściu pokazał za co zapłacono tak dużo pieniędzy Manchesterowi City. Zwód, zejście do środka, strzał lewą noga nie do obrony. 3:1 w 80 minucie.

 

Kiedy wszyscy myśleli, że jest już po meczu, swoją klasę pokazał 20-letni Norweg. W sytuacji sam na sam z Neuerem pięknie ominął bramkarza i zrobiło się tylko 3:2 i jak się okazało jeszcze prawie 15 minut gry. Z „tylko” 3;2 zrobiło się jednak „aż”, bo Bayern nie pozwolił odebrać sobie zwycięstwa i pozycji lidera po siedmiu kolejkach 

 

Ten mecz po raz kolejny pokazał moc Bayernu i niemoc BVB. Jak mówił kiedyś Gary Lineker „wszyscy grają, a na końcu i tak wygrywają Niemcy”, w tym przypadku można lekko zmienić i zamiast Niemcy powiedzieć Bayern.

Artur Wichniarek z Berlina, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze