Co słychać u naszych rywali, czyli Hiszpania gotowa, aby wygrać Euro

Piłka nożna
Co słychać u naszych rywali, czyli Hiszpania gotowa, aby wygrać Euro
fot. PAP
Co słychać u naszych rywali, czyli Hiszpania gotowa, aby wygrać Euro

„Z tą drużyną Hiszpania pójdzie po mistrzostwo Europy” - najważniejsze sportowe media w Madrycie po spektakularnym zwycięstwie nad Niemcami w Lidze Narodów 6:0 są przekonane, że drużyna Luisa Enrique już latem skutecznie nawiąże do złotej ery Luisa Aragonesa i Vicente del Bosque.

Nas forma Hiszpanów interesuje wyjątkowo, bo to nasz najpotężniejszy rywal w fazie grupowej Euro 2021. Niestety, właśnie jesteśmy świadkami ulatywania złudzeń, że Hiszpanie wciąż znajdują się na zakręcie, wciąż są drużyną mającą swoje poważne kłopoty i to może być jakimś atutem ekipy Jerzego Brzęczka.

 

Taki stan rzeczy utrzymywał się jeszcze do początku listopadowego zgrupowania „La Roja”. Oto szósty zespół w rankingu FIFA w czterech wcześniejszych spotkaniach zdołał wbić tylko dwa gole, sensacyjnie przegrał z Ukrainą, cierpiąc na chroniczny brak środkowego napastnika, a trener w każdym meczu wystawiał tak odmienny skład, że nawet najlepiej poinformowane dotąd tytuły, nie były w stanie przewidzieć na kogo postawi Enrique. „As” przed meczem ze Szwajcarią zrobił osiem błędów typując pierwszą jedenastkę, „Marca” siedem...

 

Miało to świadczyć o jakimś jednak organizacyjnym rozgardiaszu i niepewności selekcjonera na wielu pozycjach. Nastroje radykalnie zmieniły się po zwycięstwie nad Niemcami. Hiszpanie naprawdę uwierzyli, że z tym trenerem ponownie drużyna narodowa może sięgnąć nieba. Zespół jest gotowy, ma przed sobą ekscytującą przyszłość, oczekuje się, że kolejne zespoły w drodze po odzyskanie tytułu z 2012 roku będzie rozjeżdżać walcem.

 

Ta drużyna ma nowoczesny plan, gra dużo szybciej niż będąc we wcześniejszych latach w tzw. okresie przejściowym i mimo bardzo przyzwoitej gry popadając w jakiś marazm. Można było odnieść wrażenie, że choć umiejętności poszczególnych zawodników wciąż były ogromne, gra była zbyt schematyczna, za bardzo trzymano się stylu wypracowanego przed laty. Teraz wciąż oczywiście Hiszpanie potrafią trzymać piłkę kilka minut bez straty i wymieniać mnóstwo podań, ale także zmienić tempo, przyspieszyć, dostać się pod bramkę rywala najprostszymi środkami, bez nadmiernego kombinowania, stosować futbol bardziej bezpośredni. Ustawić się wysoko i zagrywać właściwie tylko prostopadłe piłki. Nie do boku lub do tyłu. Zmieniła się też charakterystyka wielu coraz bardziej istotnych graczy.

Zobacz także: Skrót meczu Hiszpania - Niemcy

 

No i przede wszystkim za sterami znów siedzi charyzmatyczna postać. Enrique wracający do kadry po tragedii rodzinnej nie jest miły dla prasy. Mało tego, można śmiało powiedzieć, że gardzi mediami. Uważa, że większość dziennikarzy nie wie nic o piłce nożnej i postępuje jedynie koniunkturalnie. Dlatego też on sam nie ma dobrej prasy. Ale spoglądając za kulisy począwszy od kapitana drużyny po najmniej istotnego pracownika federacji „Lucho” jest po prostu uwielbiany. Elektryzujący, namiętny, charyzmatyczny, intensywny” - tylko takie przymiotniki można usłyszeć na jego temat z tego środowiska. A przecież ono jest najważniejsze, a nie samopoczucie przedstawicieli mediów.

 

Fakt, że tak mocno udało się zaktywizować zespół i znów są w nim emocje to wartość dodana, która została utracona po 2012 roku. Pojawiła się grupa głodnych, nienasyconych futbolem chłopaków, czego najlepszym przykładem jest zdobywca trzech goli z Niemcami Ferran Torres. 20-latek, który latem trafił z Valencii do Manchesteru City popełnia błędy, często traci kontrolę, za często wchodzi w drybling, albo źle ustawia się przy kryciu, ale ma tę niezbędną boiskową bezczelność, której szukał Enrique.

 

Selekcjoner nie chciał, aby ten zespół był zbyt perfekcyjny, ułożony i grzeczny w piłkarskim znaczeniu. Potrzebował trochę brudu, nieprzewidywalności, czegoś co wprowadzałoby pozytywny ferment. Dziennikarze „El Mundo” tłumacząc tę zmianę przywołali przykład ostatniego meczu, w którym Hiszpanie prowadzili już 3:0. Ich zdaniem, ekipa oparta wyłącznie na dawnych ugruntowanych nazwiskach, bawiłaby się w dalszej części gry, nie wysilając się zbytnio dowiozłaby fenomenalny wynik do końca. Ta obecna chciała zrobić z Niemcami to co oni zrobili z Brazylią w 2014 (8:1 na mundialu). Po każdym kolejnym golu, za wszelką cenę starając się pogrążyć rywala jeszcze mocniej, w swoisty sposób okazując mu swój szacunek. Skończyli gonić za wynikiem dopiero, kiedy sędzia gwizdnął po raz ostatni. To jest jednak w Hiszpanii ogromna nowość.

 

Enrique, aby dojść do obecnego stanu wykonał kawał roboty w każdej formacji. Po zakończeniu kariery reprezentacyjnej przez Pique, odrzuceniu Jordiego Alby obrona miała tylko Sergio Ramosa, jako stałą wartość. Selekcjoner przetestował aż dwunastu zawodników, w różnych meczach i różnych konfiguracjach, aby przekonać się, że jego partnerem będzie na stałe Pau Torres, 23-letni gracz Villarreal. Z lewej niepodważalny jest rok starszy Jose Gaya z Valencii, a choć w Niemcami na prawej świetnie grał Sergi Roberto (Barcelona), to będzie się zmieniał z weteranem Jesusem Navasem (Sevilla). Pod uwagę weźmie też Daniego Carvajala (Real).

 

Enrique zrobił też coś, co nazwano powrotem utraconego pokolenia. Chodzi o graczy, którzy w 2013 roku zdobywali mistrzostwo Europy do lat 21. Byli to m.in. De Gea, Inigo Martinez, Isco, Morata, Rodrigo, Koke, Carvajal, Nacho, Canales. Dziś mających po 27-28 lat. Koke i Morata czy Canales w sensie reprezentacyjnym już nieco zapomniani w tych ostatnich meczach pokazali, że mogą być potrzebni, aby być pomostem między nielicznymi starszymi, którzy się ostali (Ramos, Busquets, Navas), a bardzo młodymi (Torres, Olmo, Fati).

Zobacz także: FIFA wybierze Piłkarza Roku. Robert Lewandowski faworytem plebiscytu

 

Kluczowym pytaniem, na które nie było długo odpowiedzi i Enrique musiał swoją grę w tej kwestii zdefiniować była obsada środkowego napastnika. Próbował różnych wariantów, z dwoma z przodu lub trzema jak kiedyś Del Bosque, w tym wystawiał jednego fałszywego napastnika schodzącego do środka w razie potrzeby. I w końcu znalazł. Alvaro Morata, który odbudował się w Juventusie Turyn, wydaje się być dziś pewniakiem. A ten zawodnik wiedząc, że na zaufanie potrafi się odblokować. Obecnie na każdym froncie gra świetnie.

 

W spektakularny sposób selekcjoner rozwiązał też problem bramkarza. I De Gea, i przede wszystkim Kepa mieli problemy w swoich angielskich klubach (Manchester United, Chelsea). Obaj świetni, obaj kosmicznie drodzy, obaj w idealnym wieku. „Lucho”, wahał się, zmieniał, wysyłał sprzeczne sygnały, aż w końcu zdecydował. Będzie bronić Unai Simon. Debiutant z Athletiku Bilbao rozegrał trzy świetne mecze z Holandią, Szwajcarią i Niemcami. I problem zniknął...

 

Jednym z wątków, o które czepiano się Enrique było też bezwzględne stawianie na Busquetsa, który zwłaszcza w Barcelonie spuścił z tonu, ale i w kadrze nie był już sobą (zdobył z nią wszystko, choć ma dopiero 32 lata). No i tu też nie ma tematu. Rodri (Manchester City), który porusza się niemal identycznie jak Busquets, a nawet jest nieco fizycznie podobny do legendarnego środkowego pomocnika, zagrał z Niemcami genialnie.

 

Selekcjoner Hiszpanów ewidentnie zamknął usta krytykom, których wbrew pozorom nie brakowało. Znalazł odpowiedzi na wszystkie pytania i na pół roku przed turniejem ma ekipę, która jest gotowa do wielkich rzeczy.

 

Po rozbiciu Niemców w Sevilli z przyjemnością droczyły się z tymi, których tak nie lubi, czyli z dziennikarzami: „To teraz ja was zapytam. Wcześniej byliśmy tacy źli, czy teraz jesteśmy tacy dobrzy?”

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze