Heller: Z Covidem nie wygrasz (Pucharu Świata)?

Zimowe
Heller: Z Covidem nie wygrasz (Pucharu Świata)?
fot. PAP
Na zdjęciu: Kamil Stoch

Choć rubryka "polskie zwycięstwa na skoczni Rukatunturi" wciąż pozostaje pusta, drugi weekend Pucharu Świata okazał się dla naszych skoczków znakomity. W sobotę – adekwatnie do scenerii w dalekiej, zimowej i mroźnej Laponii - wręcz bajkowy.

W pierwszym konkursie, w narciarskim kurorcie Ruka, nasi reprezentanci w komplecie zameldowali się w serii finałowej i zdobyli w sumie aż 224 punkty w klasyfikacji Pucharu Narodów. W konkursie indywidualnym to ich największy dorobek od 3 lutego 2019 roku, kiedy to na mamucim obiekcie w Oberstdorfie – jeszcze pod wodzą Stefana Horngachera - uzbierali okrągłe 250.

 

Michal Doleżal, trener połączonych przed tym sezonem kadr A i B, o swoim osobistym rekordzie zapewne nie wie. Czecha bardziej cieszą za to trzy polskie miejsca na podium oraz rosnąca konkurencja w drużynie. Dawid Kubacki – odpowiednio trzeci i drugi - wraca z Finlandii jako trzeci zawodnik Pucharu Świata. Piotr Żyła jest w tej klasyfikacji piąty. W niedzielę wyraźnie się rozregulował, ale dzień wcześniej przegrał tylko z rewelacyjnym Marcusem Eisenbichlerem i po raz trzynasty w karierze wskoczył na pucharowe podium. Na kole podbiegunowym błysnęli również młodzi Andrzej Stękała i Paweł Wąsek oraz niespełnione, cudowne dziecko polskich skoków czyli Klemens Murańka. Kto wie czy dwudziestosześcioletni już zakopiańczyk nie jest u progu swojego najlepszego sezonu w karierze? Wreszcie Kamil Stoch. Na razie przyczajony i nieco w cieniu, ale historia podpowiada, że o trzykrotnego mistrza olimpijskiego nie powinniśmy się przesadnie martwić.

 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Kamil Stoch (@kamilstochofficial)

 

Martwić – jak w każdej dziedzinie życia – możemy się za to o trwającą pandemię koronawirusa, która już znacząco odciska piętno na pucharowej karuzeli. Jest wielce prawdopodobne, że po Kryształową Kulę w sezonie 2020/21 sięgnie zawodnik, który nie tylko będzie permanentnie oddawał dwa równe skoki, ale przede wszystkim będzie zdrowy. "Coś w tym jest" - przyznaje dla polsatsport.pl Adam Małysz.

 

ZOBACZ TAKŻE: Trzecie miejsce Dawida Kubackiego. Triumf Halvora Graneruda

 

Puchar Świata to nie PlusLiga, tu strat i załegłości nie da się odrobić. Na razie przekonuje się o tym przede wszystkim, broniący trofeum Stefan Kraft. Po indywidualnym niepowodzeniu w Wiśle i trwającej kwarantannie, jego straty do liderującego Eisenbichlera sięgają już kilkuset punktów, a po rywalizacji w Niżnym Tagile, będą jeszcze większe. "Co innego gdy zawodnik nie pojedzie na zawody zgodnie z planem trenerów, a co innego gdy nie pojedzie tam z powodu zarażenia koronawirusem. To zupełnie inna sytuacja. W tym drugim przypadku narusza się cały system przygotowań i traci tak niezbędną w tej dyscyplinie pewność siebie. Wtedy skoczek może to odebrać zupełnie inaczej" - dodaje Małysz.

 

Dyrektor PZN ds. skoków narciarskich i kombinacji norweskiej nawiązuje tym samym do najbliższych planów kadry. Do Rosji – zgodnie z wytyczonym planem Doleżala - nie lecą Kamil Stoch, Dawid Kubacki oraz Piotr Żyła. Naszą eskadrę - w pełnym składzie – zobaczymy dopiero 10 grudnia, kiedy to w Planicy rozpoczną się zaległe mistrzostwa świata w lotach. Do tego czasu dużo się jednak może wydarzyć. Wszystkim, nie tylko skoczkom, wypada zatem życzyć dużo zdrowia. Bo nie ma nic ważniejszego.

Bartosz Heller, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze