Sportowy rok w 10. punktach. Siedem mgnień 2020 według Iwańczyka

Inne
Sportowy rok w 10. punktach. Siedem mgnień 2020 według Iwańczyka
Fot. Cyfrasport
"Iga Świątek - być może urodziła nam się sportsmenka na miarę Lewandowskiego właśnie, dla której kolejne tytuły w turniejach wielkiego szlema będą czymś naturalnym i wynikającym ze skali talentu, a także zaplanowanej w detalach pracy".

Rok 2020 w dziesięciu punktach. O takie podsumowanie poprosiliśmy naszych dziennikarzy zajmujących się najpopularniejszymi dyscyplinami sportu. Nic więcej - pełna dowolność. Każdy mógł wybrać sobie sukcesy, klęski, ludzi, wydarzenia, a może wszystkiego po trochu - całkowicie autorskie podejście. A jak dowolność, to z dziesięciu zrobiło się... siedem. Siedem sportowych mgnień 2020 według Przemysława Iwańczyka.

Karkołomne zadanie stoi przed polskimi kibicami, którzy chcą odpowiedzieć na pytanie, jakie było ostatnie 12 miesięcy w sporcie. Z jednej strony chaos wywołany pandemią koronawirusa, przeniesione igrzyska i piłkarskie Euro, rozegrane w formach turniejów finały Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Druga strona medalu to bezprecedensowe historie triumfów indywidualnych i zespołowych Roberta Lewandowskiego oraz wejście na szczyt Igi Świątek.

 

1. Być może są już tacy, którym nudzą się kolejne rekordy Roberta Lewandowskiego. Co kolejka - czy to rozgrywki ligowe, czy pucharowe - można być pewnym, że Lewandowski strzeli gola lub więcej. I to nawet w sytuacji, gdy jego zespół traci gola pierwszy, okoliczności są przecież bez znaczenia. Lewandowski to uosobienie nowoczesnego pojmowania słowa „profesjonalizm”. Powtarzalność, poprawianie i tak niekwestionowanych umiejętności, boiskowa inteligencja, zresztą czy warto pisać o rzeczach tak oczywistych?

 

Dla mojego pokolenia, które wypatrywało w cotygodniowych raportach z Bundesligi choćby jednego gola polskiego piłkarza, to przywilej żyć świadomie w czasach, w których mamy najlepszego piłkarza na świecie. Nawet jeśli nie przekłada się to na sukcesy reprezentacji, być może w kategorii odległej historii nasze dzieci będą wspominać, że był kiedyś piłkarz, który pobił Leo Messiego i Cristiano Ronaldo. Tu właściwie nie ma nic do dodania. Przy świątecznych stołach, jeśli mowa będzie o sporcie, niemal każda dyskusja rozpocznie się od Lewandowskiego.

 

2. Ale narodowa debata dopiero się zacznie przy okazji plebiscytu Przeglądu Sportowego i Polsatu na sportowca roku. Jak zawsze na początku stycznia rozpoczną się dywagacje, czy to najlepszy, czy najpopularniejszy sportowiec zgarnie najcenniejszą statuetkę. Jak bowiem zważyć osiągnięcia Lewandowskiego i zestawić je z triumfem Świątek na Roland Garros? Pierwszy taki w niezwykle elitarnym sporcie, do czołówki którego Polacy mieli dotąd dostęp incydentalny.

 

Tego jeszcze nie wiemy, ale być może urodziła nam się sportsmenka na miarę Lewandowskiego właśnie, dla której kolejne tytuły w turniejach wielkiego szlema będą czymś naturalnym i wynikającym ze skali talentu, a także zaplanowanej w detalach pracy. O Idze powiedziano w 2020 roku wiele, ale rzadko wybrzmiewa w tej opowieści rola jej ojca, który do kariery córki wniósł tyleż serce i pieniądze niezbędne u progu tenisowych karier, co swoje doświadczenie sportowca-olimpijczyka. Zaryzykuję stwierdzenie, że i Lewandowski, i Świątek nie tylko sprawili, że rok 2020 był nieco radośniejszy w całym tragizmie, jaki nam przyniósł od wczesnej wiosny, ale to herosi, którzy w annałach zostaną zapamiętani jako jedne z kilku największych gwiazd polskiego sportu w ogóle.

 

3. Choć Polacy czytają coraz więcej, choć konkurencja wydawnicza jest coraz większa, a literatura sportowa zyskuje na popularności, ewenementem w skali Europy jest rozgłos, jaki zyskała biografia trenera Jerzego Brzęczka. Nie mam zamiaru pochylać się nad wartością literacką tej książki, niech pozostanie to domeną wykwalifikowanych recenzentów, spoglądam jednak na nią ze zdziwieniem, jak wielu ludzi podzieliło się swoją opinią na jej temat w ogóle nie czytając choćby kilkudziesięciu stron.

 

Możemy oczywiście utyskiwać na świat, w którym ograniczone do kilkuset znaków wpisy na Twitterze kształtują społeczną świadomość, ale „W grze” Jerzego Brzęczka i Małgorzaty Domagalik to studium przypadku, jak znaleźć publicznego wroga, w którego można bez żadnej odpowiedzialności wymierzać ciosy ad personam. W ogóle selekcjoner i huśtawka emocji, z jakimi uprawiano przez ostatni rok narrację wokół kadry, jest kolejnym dowodem na to, jak piłkarskie recenzje są konsekwencją partykularnych interesów środowiska. Nie wiem, jak nasi czytelnicy, ale mam wrażenie, że popartych merytorycznymi argumentami dyskusji wokół piłki jest w Polsce zbyt mało. Raczej balansowanie w opiniach od bandy do bandy, gdzie jeden mecz jest w stanie wywrócić wcześniejsze opinie do góry nogami.

 

ZOBACZ TAKŻE: Bokserskie naj, naj 2020 według Andrzeja Kostyry 

 

4. Skoro jesteśmy przy piłce nożnej, jednym z przyjemniejszych momentów tego roku było zakwalifikowanie się Lecha Poznań do fazy grupowej Ligi Europy i wypromowanie kilku naprawdę rokujących piłkarzy jak Jakub Moder, Kamil Jóźwiak, Tymoteusz Puchacz czy Michał Skóraś. To paradoks totalny, że taki sukcesik w całkiem nieźle radzącym sobie gospodarczo kraju wywołał aż taką radość. Nie Liga Mistrzów, a Liga Europy, w dodatku jeden zespół i to po pięciu latach przerwy. Początkowo była euforia, poczucie podniosłej chwili, a później jak to nad Wisłą, ze święta zrobiliśmy pogrzeb, kiedy ratując swój ligowy interes Kolejorz zupełnie zbagatelizował europejskie rozgrywki.

 

Ot, taka nasza natura – marzyć o czymś latami, a później zepsuć wszystko kilkoma niezrozumiałymi decyzjami. Może przy okazji świąt nie warto martwić się na zapas, ale lepiej nie będzie. Tylko jedna polska drużyna stanie od przyszłego roku do rywalizacji o Ligę Mistrzów lub Ligę Europy, jeśli pierwsza misja się nie powiedzie, reszta skazana jest na Conference League, czyli potyczki Europy powiatowej. I na razie wiele wskazuje na to, że nie będzie to Lech, który za rywalizację na wielu frontach zapłacił kiepską pozycją w ligowej tabeli. A i personalnie stracił, bo najlepsi konsekwentnie znajdują kluby zagranicą.

 

5. 25 listopada spadła na nas wiadomość o śmierci Króla Futbolu. Niby każdy wiedział, że Diego Maradona nie jest wzorem cnót wszelakich, co musiało odbijać się przez lata na jego zdrowiu, ale informacja ta dla całej społeczności piłkarskiej była prawdziwym ciosem. Nawet ci, którzy nie biegali po osiedlowych boiskach z namalowaną „10” na plecach, śledząc późną nocą mundial w Meksyku, przekonali się, że odszedł ktoś wyjątkowy, a jego miejsce w historii nie zamknie się jedynie w tomach piłkarskich.

 

Z Maradoną odeszły resztki wspomnień o futbolu nieprzesiąkniętym marketingiem, choć przy okazji odebraliśmy też lekcję, do czego prowadzi sport w rękach ludzi bez skrupułów. Czy to politycy, czy mafiosi, czy inni lawiranci, Maradona był instrumentem w ich rękach, neapolski rozdział jest także przestrogą, do czego prowadzą niekontrolowane przez specjalistów kariery wirtuozów. W zupełności zgadzam się z tym, że historię piłki nożnej należy dzielić na czas przed i po Maradonie. Nic dziwnego, przecież to postać mistyczna, w końcu to Bóg Futbolu.

 

6. Skoro sport i polityka, nie uciekniemy od wątku rosyjskich sportowców faszerowanych systemowym dopingiem w celu zaspokojenia pragnień satrapy. Rosjanie wygrali klasyfikację medalową na igrzyskach w Soczi, ale poza granicami kraju większość z tych osiągnięć jest nic nie warta, bo osiągnięta w sposób niegodny sportowca. Wyrok Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie, który zmniejszył karę wykluczenia rosyjskich sportowców z globalnych imprez z czterech do dwóch lat, jest niczym innym jak lawirowaniem między stronami sporu.

 

Jeśli i Rosja, której sportowcom pozwolono startować i tak po neutralną flagą, i WADA (Światowa Agencja Antydopingowa) ma poczucie satysfakcji, to znaczy, że mamy do czynienia z karą nieadekwatną do czynów, a w podtekście wszystkiego jest wielka polityka znaczona mocarstwami. Nieprzypadkowo we wszystko wtrącił się prezydent Donald Trump, przygarniając szefa moskiewskiego laboratorium jako skruszonego świadka oraz forsując ustawę pozwalającą FBI prowadzić śledztwa ponad kompetencjami WADA. Dla kibica przekaz jest prosty i bolesny – tam gdzie wielki sport, jego organizacja pochłaniająca gigantyczne kwoty, tam ustępstwa, układy i świat, w którym sportowiec jest jedynie marnym trybikiem.

 

7. Jesteśmy i jeszcze długo będziemy świadkami serialu z pogranicza kryminału i obyczajów, w których główne role obsadzili najlepszy polski piłkarz i jego niedawny menedżer. Starcie RL9 z Cezarym Kucharskim, nie wartościując, która ze stron ma rację, nie obejdzie się bez strat wizerunkowych. Nie tylko dla nich samych, ale i środowisk, które reprezentują. Jeszcze raz podkreślę, nie wynikając w istotę sprawy, wielu obserwatorów wyjdzie z tej historii w poczuciu, że nie można zaufać ani sportowcom z najwyższej półki, bo a nuż użyją narzędzi, których nie używają ludzie mający w relacjach między sobą szczere intencje, ani menedżerom, którzy zabezpieczą swój interes co do złotówki bardzo często kalkulując pod siebie, a nie w imię dobrostanu swojego klienta. Szkoda, ale nieuniknionym jest poczucie niesmaku z każdym odcinkiem tego serialu. Byle nie skończyło się tym, że odbiorcy sportu dojdą do wniosku, że nieskazitelnych idoli po prostu nie ma.

Przemysław Iwańczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze