Agnieszka Radwańska: Nigdy nie byłam stworzona do morderczego treningu

Tenis
Agnieszka Radwańska: Nigdy nie byłam stworzona do morderczego treningu
Fot. PAP
- Nigdy nie byłam stworzona do zawodowego sportu, do morderczego treningu - ocenia Agnieszka Radwańska.

- Nigdy nie byłam stworzona do zawodowego sportu, do morderczego treningu. Mnie to kosztowało dwa razy więcej wysiłku niż tenisistki, które miały lepsze warunki fizyczne. Teraz dopiero wszystko ze mnie wychodzi! Kręgosłup, kolana, barki, wszystkie stawy. Czasem mam problemy z otwieraniem butelki. Dłonie mnie bolą tak, że nie jestem w stanie odkręcić słoika. Taka jest smutna prawda o moim organizmie po latach zawodowej kariery - powiedziała w wywiadzie specjalnie dla Interii Agnieszka Radwańska.

Michał Białoński, Interia: Nieprzypadkowo spotykamy się na kortach warszawskiej Mery - nadal ciągnie wilka do lasu, w pierwszym wywiadzie, jakiego udzielasz po urodzeniu Jakuba. Gratulacje, bo pewnie jedno z marzeń się spełniło?

 

Agnieszka Radwańska: Na pewno tak. Założenie rodziny po zakończeniu kariery od zawsze było moim marzeniem. Teraz się spełniło. Nie ukrywam, że bardzo bym chciała teraz mieć córeczkę!

 

Z mężem Dawidem zapowiadaliście, że postaracie się, aby syn poszedł w wasze ślady. Z tego co wiem, to twój tata Piotr Robert już przebiera nogami, wrócił do trenowania, by małego Kubusia przyuczać do rakiety. Jakub jest skazany na karierę tenisisty?

 

- Na pewno będzie grał w tenisa, będziemy go uczyć. Czas pokaże, czy zdecyduje się na karierę zawodową. Pokażemy mu też inne sporty. Zobaczymy, w którym będzie sobie radził najlepiej. Nie da się ukryć, że tenis jest nam najbliższy. Gdyby w niego grał, bardzo byśmy się cieszyli.

 

Po zakończeniu kariery miałaś pewnie zamiar odpocząć dłużej. Tymczasem macierzyństwo pewnie wymaga sporo energii i poświęcenia. Jak się czujesz w roli młodej matki?

 

- Faktycznie, od zakończenia kariery minęły dopiero dwa lata, a już mam półrocznego synka. Miałam spokojny rok, gdy mogłam podróżować bez rakiet, nacieszyć się beztroskim życiem, z mniejszym nawałem obowiązków. Ale macierzyństwo jest piękne. Daje dużo radości, na nie się czekało. Dlatego nie zwlekałam z zajściem w ciążę.

 

ZOBACZ TAKŻE: Wyjątkowa moc Lewandowskiego i Świątek

 

Gdyby przyszło ci zagrać dzisiaj, to jak wyglądałaby twoja forma tenisowa?

 

- Ręka jest i myślę, że zawsze już będzie. Gorzej ze stawami, niestety. Po powrocie na kort będę grać delikatnie. Bez sensu się szarżować, żeby potem przez kolejne pół roku nie móc wyjść na kort. Raz, z tego powodu, że mam za sobą ciążę, po której ciało się zmieniło, a po drugie, przez dwa lata od zakończenia kariery nie miałam regularnych treningów, więc mięśnie szybko "zapomniały". Moje stawy to jedno wielkie permanentne zapalenie, które mnie dręczyło przez ostatnie lata kariery. Dlatego trzeba uważać. Dokładnie zdaję sobie sprawę z tego, na ile mogę sobie pozwolić. Na pewno nie na granie na punkty, chyba że w debla.

 

Mam nadzieję na powrót do sparingowej gry na punkty za kilka miesięcy, jak poradzimy sobie z pandemią i będzie można już trenować.

 

Gdy wstajesz rano, to zatęsknisz czasem do kariery zawodowej? Nie brakuje podróży, meczów?

 

- Nie, nie tęsknię...

 

Zbyt dobrze pamiętasz, z jakimi się to wiązało wyrzeczeniami?

 

- Dokładnie. Harówka była straszna. Życie na walizkach cały czas. Ja cały czas byłam spakowana, wymieniałam tylko rzeczy. W niektórych miejscach było trochę cieplej, w innych trochę zimniej. Czasem brałam jedną kolekcję sukien, innym razem - trzy. Ciągle w głowie miałam kolejny turniej, następny mecz. Bez wytchnienia. Bez żadnych przerw na odpoczynek fizyczny, o tym psychicznym nie wspominając. Sezon tenisowy jest bardzo długi, po nim następuje chwila wakacji, w trakcie których planujesz przygotowania do następnego sezonu. W święta Bożego Narodzenia już się wylatywało do Australii. Ciągła gonitwa. I tak rok po roku. Kumulacja tego spowodowała u mnie uczucie przesytu.

 

Gdy oglądałaś Rolanda Garrosa, w którym świat zachwyciła Iga Świątek, nie miałaś nutki sentymentu: "Szkoda, że mi się nie zdarzył turniej wielkoszlemowy, na którym cała światowa czołówka by się wykruszyła, bądź przyjechała w formie dalekiej od optymalnej"?

 

- Nie, nie miałam, bo to są sprawy, na które nie mam wpływu. Rzeczywiście, w poprzednim sezonie wiele zawodniczek z topu nie prezentowało wysokiej formy, jakby brakowało im motywacji, by odpowiednio przygotować się do turniejów rozgrywanych podczas pandemii. Niepewność, przesuwane terminy, puste trybuny, ryzyko zakażenia - to wszystko ich odstraszało. Turnieje były odwlekane, nadal nie ma kalendarza na rok 2021. Jeszcze rok temu, gdyby w styczniu nie był znany kalendarz, uznano by to za absurd!

 

Australian Open nie będzie rozegrany w styczniu - to jest nie do pomyślenia! Te niewiadome powodują, że wielu tenisistów nie trenuje na pełną moc, brakuje im motywacji. Wychodzą z założenia, że nie ma sensu się przemęczać, skoro następny turniej może być np. dopiero za rok. Widać, że czołówka nie podchodzi do grania w czasach COVID-19 na 100 procent. Drugą rzeczą jest to, że teraz w WTA panuje bezkrólewie. Epoka Szarapowej, Sereny Williams, jej siostry Venus, dobiegła końca. Ich już nie ma. Wprawdzie Serena jeszcze gra, ale to już nie ta sama zawodniczka, co pięć, dziesięć lat temu. Nie wspominając już o Kim Clijsters, Calorine Wozniacki, Angelice Kerber, Ivanović, Kuźniecowej, Janković, Azarence. Niektóre ciągle jeszcze walczą, ale to już nie jest to, co kiedyś. To był tak mocny czub, pierwszych 10-15 miejsc w rankingu, który był nie do ruszenia. Żaden wielki szlem bez nich w drugim tygodniu nie mógł się obejść. Wiadomo, jak to w sporcie, zdarzały się niespodzianki, ale czub rządził. I trzeba było z trzema-czterema zawodniczkami z topu sobie poradzić, jeśli chciało się wygrać cały turniej. Dziewczyny, które zajmują dziś czołowe miejsca nie mają takiej powtarzalności jak ich poprzedniczki, stąd dużo zaskakujących wyników.

 

ZOBACZ TAKŻE: Beata Kozidrak po mistrzowsku odpowiedziała na wpis Igi Świątek! Piosenkarka spełniła marzenie tenisistki

 

Gdy oceniasz grę Igi, to co byś z jej atutów wzięła do swojego tenisa? Warunki fizyczne, dające znacznie mocniejsze uderzenie?

 

- Iga ma niesamowity power w ręce i to bym od niej pożyczyła natychmiast. To już jest taka siła uderzenia, że przy tych warunkach, które były w Paryżu, przy zimnie i mocnych podmuchach wiatru, wciąż dawała piorunujący wręcz efekt. Inne dziewczyny z trudem dobijały piłkę do siatki czy na drugą stronę, a Iga się przebijała przez ten wiatr. W zimnie masz wrażenie, że piłka prawie w ogóle nie leci, a Iga nie miała z tym żadnego problemu. Jej ręka jest naprawdę niesamowita. To widać gołym okiem, a więcej będę mogła powiedzieć, gdy Iga rozegra jeszcze przynajmniej dwa pełne sezony.

 

Twój tata ładnie skomentował jej zwycięstwa we Francji: "Polski czołg jedzie i miażdży wszystko, co napotka na swej drodze".

 

- Z taką siłą się człowiek rodzi! Tego nie można wytrenować, czy wymyślić. Tego nie zastąpisz taktyczną grą. To jest talent, połączony z mocą uderzenia, która jest w ręce. Trzeba to wykorzystać, kontrolując piłkę. Tak naprawdę to jest coś, co Iga dostała od Boga. Właśnie w takich warunkach i przy takich okazjach powinna to wykorzystywać, bo to jest ta przewaga, jaką może sobie wypracować.

 

Od kilku lat mieszkasz na stałe w Warszawie. Wychodzisz już na dwór czy jeszcze na pole?

 

- Jestem krakuską, więc wychodzę na pole. Nie da się ukryć, że tu faktycznie brzmi to śmiesznie...

 

Dlatego pewnie wychodzisz na zewnątrz?

 

- (śmiech) Dokładnie tak i to zamyka dyskusję. Ja nie mogę się przemóc z wychodzeniem na dwór. Nigdy na niego nie wychodziłam. To dla mnie co najmniej dziwne, więc idę na zewnątrz.

 

Sądząc po tej rozmowie, bardziej prawdopodobne jest przyjście na świat siostry Kubusia niż twój powrót do zawodowego grania?

 

- Do zawodowego grania na pewno nie wrócę. Nie tęsknię za nim. Mam świadomość stanu, w jakim jest moje ciało, które po karierze jest w kawałeczkach. Organizm jest wyniszczony, przemęczony. To nawet za mało powiedziane. Kilkanaście lat zawodowego grania pozostawiło w moim ciele spustoszenia. Z tego się już nie wychodzi.

 

Plecy, barki? Co doskwiera najbardziej?

 

- Kręgosłup, układ nerwowy po tylu latach napięć też mocno dostał po tyłku.

 

Musisz być poddawana zabiegom terapeutycznym?

 

- Cały czas o to dbam. W ciąży było to ograniczone przez pandemię Po każdym większym wysiłku fizjoterapeuta jest mile widziany, ale to też za sprawą tego że wypadłam z regularnego treningu.

 

Mówią, że sport to zdrowie.

 

- I owszem, ale nie w zawodowym wydaniu. Nigdy nikt nie będzie zdrowy po karierze profesjonalisty. To na pewno. Zwłaszcza gdy przebijałam się do czołówki światowej, pomimo drobnej figury, jaką mam. Nigdy nie byłam stworzona do zawodowego sportu, do morderczego treningu. Mnie to kosztowało dwa razy więcej wysiłku niż tenisistki, które miały lepsze warunki. Teraz dopiero wszystko ze mnie wychodzi! Kręgosłup, kolana, barki, wszystkie stawy. Czasem mam problemy z otwieraniem butelki. Dłonie mnie bolą tak, że nie jestem w stanie odkręcić słoika. Taka jest smutna prawda o moim organizmie po latach zawodowej kariery.

 

Wagę musisz kontrolować, pilnujesz diety?

 

- Nie muszę. Do swej wagi wróciłam bardzo szybko, tydzień po porodzie. Mam dobrą przemianę materii, odżywiam się zdrowo. Dbam o siebie cały czas. Zależy mi na tym nie tylko jako byłej sportsmence, ale też jako kobiecie.

 

Cała rozmowa z Agnieszką Radwańską w portalu Interia.pl.

Michał Białoński, Interia.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze