Obcokrajowcy to kozły ofiarne? "Na początku obchodzi się z nami jak z jajkiem, ale..."

Siatkówka
Obcokrajowcy to kozły ofiarne? "Na początku obchodzi się z nami jak z jajkiem, ale..."
fot. PAP/EPA

Afera związana z grą Bartosza Bednorza rozbudziła siatkarski świat. Czy trener Władimir Alekno słusznie oskarżył polskiego zawodnika? Czy rzeczywiście obcokrajowcy powinni błyszczeć w każdym meczu? Jakie podejście mają włodarze w innych ligach i sami zawodnicy? "Bednorz Gate" odsłoniła ciekawe fakty i porównania.

Zenit Kazań doskonale rozpoczął nowy sezon Superligi, wygrywając mecz za meczem i zapisując na swoim koncie triumf w starciu o Superpuchar kraju.


Problemy zaczęły się w drugiej połowie grudnia, kiedy rosyjski gigant zaczął ponosić kolejne porażki i to z - wydawałoby się - dużo słabszymi ekipami. Trzy mecze zakończyły się w zaledwie trzech setach.


Trener Alekno winnym całej sytuacji uznał... Bednorza. Szkoleniowiec Zenita nie powstrzymał się przed publiczną krytyką polskiego przyjmującego. Warto zauważyć, że w ekipie tylko on i Francuz Earvin N’Gapeth to obcokrajowcy.


– Nic nie funkcjonuje. Nie pomagają Maksimowi Michajłowowi. Bednorz gra obrzydliwie. Nie wiem, co się z nim stało. Myślę, że potrzeba więcej mojej pracy z nim, bo z takim zawodnikiem niczego nie wygramy – powiedział dziennikarzom po porażce z ekipą Dinama Moskwa.

 

ZOBACZ TAKŻE: Szok! Bartosz Krzysiek stracił miejsce w koreańskim klubie


Zachowanie rosyjskiego szkoleniowca oburzyło Wojciecha Drzyzgę. - Zachował się jak słoń w składzie porcelany. Nie słyszałem, żeby Alekno powiedział N'Gapethowi, że ciągnie jego zespół na dno - grzmiał ekspert Polsatu Sport. Warto zaznaczyć, że swoją grą w ostatnich tygodniach bronił się jedynie Maksim Michajłow, reszta grała poniżej swych umiejętności. Nie zabrakło też analiz i komentarzy w magazynie siatkarskim #7strefa.


Czy faktycznie obcokrajowcy to kozły ofiarne? Jak na tę sprawę zapatrują się sami zawodnicy rywalizujący w ligach zagranicznych?


Nieco światła na tę sprawę rzucił Bartosz Krzysiek, który sam ostatnio stracił posadę, choć był jednym z najlepiej punktujących w całych rozgrywkach.


- Na początku obchodzi się z nami jak z jajkiem, skacze się dookoła. Jak jest dobrze, to jest dobrze, ale jak zaczynają się schody, jako pierwszy jest obwiniany właśnie obcokrajowiec - mówił polski atakujący,który niedawno znalazł zatrudnienie w jednej z drużyn w Omanie.

 

ZOBACZ TAKŻE: Drzyzga skrytykował trenera Bednorza! "Zachował się jak słoń w składzie porcelany"


- Na obcokrajowcach jest większa presja, trzeba się z tym liczyć. Ty musisz brylować w każdym meczu. Jeżeli tak nie jest, to znaczy, że nie jest to miejsce dla ciebie - dodał 30-letni zawodnik.

 

Z jego słowami zgodził się Zbigniew Bartman, który również zmienił ostatnio barwy z plusligowej Stali Nysa na dubajski Al-Nasr. Atakujący to prawdziwy obieżyświat. Występował między innymi we Włoszech, Chinach, Turcji czy Argentynie.


- W większości klubów, w których grałem, obcokrajowiec ma bardzo duże wymagania i nie ma skrupułów, aby go wymienić w momencie jego słabości czy niezadowolenia działaczy z poziomu sportowego. Z mojej perspektywy ma zawsze dużo wyżej postawioną poprzeczkę i nie może sobie pozwalać na rzeczy, które robią rodzimi zawodnicy.


Na przykład?


- Każdy Polak może potwierdzić, że w Turcji jak się wygrywa, jest się najfajniejszym, a jak przegrywa - jest się głównym winnym porażki, nawet jak zagrało się genialne spotkanie - mówił Bartman. - Tak samo ze spóźnianiem się na trening. Jak zrobi to Turek, to nie ma problemu, jak obcokrajowiec - problem jest bardzo duży - opowiadał.


Mimo wszystko zdaniem polskiego zawodnika "to uczciwe podejście".


- Skoro ściągamy człowieka zza granicy i zajmuje miejsce rodzimemu siatkarzowi, to nie może być równy. Jeżeli jest równy, to po co nam taki zawodnik - podsumował.

Agata Bednarczuk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze