Magiera: Stanicki - idol, wirtuoz, inspiracja...

Siatkówka
Magiera: Stanicki - idol, wirtuoz, inspiracja...
Fot. Marcin Lepa
Dariusz Stanicki, wychowanek Rakowa Częstochowa, mistrz Polski z częstochowskim AZS-em i wielokrotny reprezentant Polski. Od lat pracuje w Turcji

Za nami turniej Ligi Mistrzów w Bełchatowie. Wyniki znamy. ZAKSA zrobiła swoje i zameldowała się w kolejnej rundzie. Skra też powinna się zameldować, ale z gratulacjami musimy się wstrzymać do zakończenia rywalizacji w pozostałych grupach.

W tym tygodniu do rywalizacji w decydujących turniejach przystępują panie. Trzymamy kciuki głównie za Chemika i ŁKS, ale nie zapominajmy o Developresie. Rzeszowianki nie mają już szans na awans do kolejnej rundy, ale odbierając punkty swoim przeciwniczkom mogą wyraźnie pomóc drużynom z Polic i Łodzi. Transmisje na sportowych antenach Polsatu. 


Dzisiaj chciałem jednak napisać o czymś innym, w zasadzie to o kimś, kto był dla mnie siatkarską inspiracją i dzięki komu zakochałem się w siatkówce. Dariusz Stanicki, mój krajan z Częstochowy, wychowanek Rakowa Częstochowa, mistrz Polski z częstochowskim AZS-em i wielokrotny reprezentant Polski. Darek jest ode mnie trochę starszy, ale znamy się dość dobrze. Wychowaliśmy się w jednym klubie uprawiając wprawdzie inne dyscypliny, ale to nie ma znaczenia. Każdy kto należał do rakowskiej rodziny, klubu który w tym roku obchodzi przepiękny jubileusz stulecia istnienia był dla siebie kimś więcej niż tylko kolegą z ulicy Limanowskiego, czy wcześniej ulicy Obraniaka.


Dariusz Stanicki dzisiaj jest dyrektorem sportowym Fenerbahce Stambuł. Był ze swoją drużyną w Bełchatowie. Nie będę ukrywał, że sprawił mi dużą frajdę, kiedy zadzwonił i zwyczajnie zapytał co słychać, bo ostatni raz widzieliśmy się i rozmawialiśmy kilka lat temu podczas pogrzebu trenera Andrzeja Niemczyka.


Na boisku był prawdziwym wirtuozem. Siatkówką zajmuje się zawodowo już trzydzieści lat, ale przyznaje szczerze, że nigdy nie widziałem tak wspaniale wyszkolonego technicznie siatkarza jak on. Był rozgrywającym. Sposób w jaki odbijał piłkę, z niebywałą łatwością i lekkością był czymś absolutnie wyjątkowym. Szkoda, że w swojej karierze trafił akurat na taki, a nie inny czas w polskiej siatkówce, bo gdyby było inaczej, to dziś z pewnością należałby do najbardziej utytułowanych zawodników w historii polskiej siatkówki.

 

ZOBACZ TAKŻE: Sensacja! Pierwsza porażka ZAKS-y!

 

Na początku lat 90-tych Stanicki wyemigrował do Turcji. Ściągnął go tam nie kto inny tylko sam Hubert Jerzy Wagner, który prowadził Halkbank Ankara. Obaj panowie znali się ze zgrupowań reprezentacji Polski. Podczas nich Stanicki miał dodatkowe zadanie zlecone przez trenera... piłkarskiej młodzieży Rakowa, wychowanka wielu pokoleń świetnych piłkarzy, reprezentantów Polski - od Jerzego Brzęczka poprzez Jacka Magierę na Mateuszu Zacharze kończąc - mianowicie miał spisywać wszystkie treningi prowadzone przez legendarnego trenera. Część z nich Dobosz wykorzystywał w swojej pracy szkoleniowej, a kiedy była okazja i Darek przyjeżdżał do Częstochowy, to na prośbę trenera Dobosza sam prowadził zajęcia z młodziutkimi piłkarzami.


Kibice w Częstochowie pamiętają jednak inny jego przyjazd do rodzinnego miasta. Był wtedy zawodnikiem Netasu Stambuł, a jego ówczesny klub trafił w eliminacjach Pucharu Europy na AZS Częstochowa. Stanicki zadzwonił do trenera Stanisława Gościniaka i zapytał czy jego turecki klub może przyjechać do Częstochowy dziesięć dni wcześniej, żeby wspólnie potrenować i w miarę możliwości trochę posparować, bo w Turcji ze względu na późniejszy start ligowego sezonu to niemożliwe.

 

Gościniak się zgodził, Turcy przyjechali, w tygodniu poprzedzającym eliminacyjny mecz drużyny zagrały cztery sparingi, wszystkie wygrał AZS, nie stracił w nich ani jednego seta. To najważniejsze spotkanie wygrał jednak Netas 3:1, a Darek był najlepszy na boisku. Ciszę jaka zapanowała wówczas w hali „Polonia” pamiętam do dzisiaj. Trwała ona dobrą chwilę aż wreszcie poniosło się po całym obiekcie gromkie skandowanie „Darek Stanicki”, a później „Bania, Bania” bo właśnie taki pseudonim boiskowy nosił Stanicki.


Tak się składa, że oprócz Darka miałem przyjemność poznać także jego rodziców, ludzi silnie związanych z Rakowem Częstochowa. Mama, pani Teresa, przez lata dbała o klubowy magazyn ze sprzętem sportowym. Zawsze elegancka i uśmiechnięta, choć czasami potrafiła też ustawić do pionu co mniej subordynowanych piłkarzy.

 

Tata był trenerem młodzieżowych grup siatkarskich, przez jakiś czas prowadził też Raków w trzeciej lidze. Ponadto był licencjonowanym spikerem PZPN na meczach piłkarskiego Rakowa. Miał charakterystyczny tubalny głos i cechowało go znakomite poczucie humoru. Podczas drugoligowego meczu Rakowa z Elaną Toruń w ciągu dwóch minut Grzegorz Skwara zdobył dwa gole - jednego prawą, drugiego lewą nogą. Grał wtedy w żółtych butach. Chwilę później w dogodnej sytuacji przestrzelił uderzeniem z głowy. Z głośników na trybunach natychmiast odezwał się pan Józek: - Noooo, panie Grzegorzu, przydałaby się panu jeszcze żółta czapka.


Dzisiaj siatkarskie tradycje rodziny Stanickich kontynuuje syn Darka - Bora Józef Stanicki. Gra w Fenerbahce na pozycji przyjmującego. W tym roku skończy 20 lat. Zobaczymy jak daleko zajdzie...

Marek Magiera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze