Tomasz Kędziora: Bruggia to zdecydowanie wyższa półka niż Gent

Piłka nożna
Tomasz Kędziora: Bruggia to zdecydowanie wyższa półka niż Gent
Fot. Cyfrasport
Fot. CyfraSport

- Obie drużyny jesienią grały w fazie grupowej Ligi Mistrzów i teraz szansę na awans do kolejnej rundy w Lidze Europy zarówno my jak i Bruggia mamy podobne - mówi w rozmowie z Polsatsport.pl przed czwartkowym meczem rewanżowym z Bruggią w 1/16 finału Ligi Europy obrońca Dynamo Kijów i reprezentacji Polski, Tomasz Kędziora.

Grzegorz Michalewski: Pierwsze starcie z Bruggią zakończyło się remisem 1:1. Rezultat osiągnięty w Kijowie to dobra zaliczka przed czwartkowym rewanżem?

 

Tomasz Kędziora: Nie da się ukryć, że po tym meczu pozostał niedosyt. Grając u siebie, mieliśmy więcej z gry i wypracowaliśmy sobie kilka okazji bramkowych. Jedną z nich wykorzystaliśmy. Belgowie ich wielu nie mieli, ale po naszym błędzie w kryciu zdołałali wyrównać. Wynik z pierwszego meczu w żadnym wypadku nie zamyka nam drzwi do awansu. 

 

Na trybunach pojawili się kibice, co w obecnej sytuacji nie jest czymś zupełnie oczywistym.

 

Trybuny mogły być wypełnione bodajże w trzydziestu procentach. Zresztą decyzję o wpuszczeniu kibiców na to spotkanie władze Kijowa podjęły w dniu meczu. Poza tym to spotkanie - ze względu na prognozowane bardzo niskie temperatury - zostało przeniesione na wcześniejszą porę i rozgrywano je o godzinie siedemnastej (godz. 16:00 czasu polskiego przyp. red.). Niestety, nie wszystkie miejsca przeznaczone dla kibiców były zajęte, bo wielu ludzi w tym czasie pracowało.

 

ZOBACZ TAKŻE: Liga Europy. „Zszywany” kucharz pokona Lisy?

 

Naprawdę było tak zimno?

 

Prognozy się nie sprawdziły, bo w porze rozgrywania meczu zapowiadano w Kijowie nawet oseimnastostopniowe mrozy, a w rzeczywistości było maksymalnie osiem stopni ponizej zera. Więc nie było aż tak źle.

 

W rewanżu zagracie już przy dużo wyższej temperaturze. Wasz pomysł na grę będzie też inny?

 

Wszelkie detale taktyczne poznany na przedmeczowej odprawie, ale wszyscy zdajemy sobie doskonale sprawę, że aby awansować będziemy musieli strzelić przynajmniej jednego gola. Obie drużyny jesienią grały w fazie grupowej Ligi Mistrzów i teraz szansę na awans do kolejnej rundy Ligi Europy zarówno my jak i Bruggia mamy podobne.

 

Jesienią w decydującej rundzie eliminacyjnej zdołaliście dwukrotnie pokonać inny belgijski klub - KAA Gent. Widzi Pan w tych dwóch konfrontacjach jakieś podobieństwa?

 

Chyba tylko takie, że oba kluby są z Belgii. Bruggia jest zdecydowanym liderem tabeli i ma aż piętnaście punktów przewagi nad drugą Antwerpią. To bardzo dużo. Zresztą nasz aktualny przeciwnik to zdecydowanie wyższa półka i zdajemy sobie z tego doskonale sprawę.

 

W ostatnim meczu ligowym Dynamo Kijów zremisowało na wyjeździe z Desną 1:1. Mecz rozgrywany był w Kijowie na starym stadionie Dynama, a Pan zagrał na środku obrony. Czym była spowodowana ta zmiana pozycji?

 

To był trzeci mecz rozegrany na tym boisku i na tak zniszczonej murawie grało się naprawdę ciężko. Rywal skupił się do obrony własnej bramki. W całym meczu oddał jeden celny strzał, który dał mu bramkę. Mimo ogromnej przewagi nie zdołaliśmy wygrać tego spotkania. Faktycznie zagrałem na środku obrony zastępując na tej pozycji Popowa, który miał problem z łydką.

 

ZOBACZ TAKŻE: Liga Europy: Tottenham Hotspur jako pierwszy w 1/8 finału. Piękny gol Dele Alliego

 

To nie była dla Pana chyba taka zupełna nowość...

 

W żadnym wypadku, przecież do szesnastego roku życia grałem na środku obrony. W tym sezonie również. Latem gdy trenerem zespołu został Mircea Lucescu zdarzyło mi się grać już na tej pozycji. Zresztą w pierwszym meczu ligowym oraz w spotkaniu o Superpuchar Ukrainy również wystąpiłem na środku obrony. Podobnie było w obu meczach ligowych rozegranych w tym roku.

 

Z Bruggią wróci Pan na swoją nominalną pozycję?

 

Prawdopodobnie tak, ale niczego nie można wykluczyć. Zależy jaka będzie sytuacja w drużynie i jaki pomysł na to spotkanie będzie miał trener.

 

Pod koniec roku w mediach ukraińskich pojawiła się informacja, że Pana dziewczyna miała koronawirusa. Pan też zmagał się z Covidem?

 

Nie. Przed wylotem na zimowy urlop musieliśmy zrobić obowiązkowe testy i wtedy okazało się, że moja dziewczyna miała pozytywny wynik, a ja negatywny. Przez dwa dni miała drobne dolegliwości, a tak poza tym żadnych poważniejszych objawów. Gdyby nie ten test, to pewnie nie wiedzielibysmy, że przez to przechodziła. W klubie jestem testowany przez cały czas, więc to dla mnie rzecz zupełnie normalna.

 

Jak Pan zareagował na wiadomość o zmianie selekcjonera kadry. Był już jakiś kontakt z Paulo Sousą?

 

Nie da się ukryć, że byłem zaskoczony tą decyzją. A z nowym selekcjonerem każdy z nas miał już okazję się poznać poprzez wideokonferencje z udziałem Paulo Sousy i członków jego sztabu. Dostaliśmy do wyboru kilka terminów i każdy z nas zapisywał się w dogodnym dla siebie terminie.

Grzegorz Michalewski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze