"Lazy Sunday" przy Bułgarskiej. Remis w meczu Lecha z Legią

Piłka nożna
"Lazy Sunday" przy Bułgarskiej. Remis w meczu Lecha z Legią
fot. PAP
Spotkanie zwane szumnie "Derbami Polski" pod względem widowiskowości pozostawiło wiele do życzenia.

Lech Poznań zremisował bezbramkowo na własnym boisku z przewodzącą tabeli Legią Warszawa w ramach 24. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Spotkanie idealnie wkomponowało się w atmosferę leniwego niedzielnego popołudnia, a niejednemu kibicowi pomogło z pewnością w ucięciu sobie drzemki. Sytuacji bramkowych było bowiem jak na lekarstwo i żadna z drużyn nie stworzyła tak naprawdę żadnej stuprocentowej okazji do przechylenia szali zwycięstwa na swoją stronę.

Do Poznania Legia pojechała w roli zdecydowanego faworyta, choć wiadomo że w polskiej lidze przegrana lidera z jedenastą drużyną w tabeli nie byłaby raczej niczym niezwykłym. Jednak tym razem nie tylko dorobek punktowy przemawiał za drużyną ze stolicy - Lech stał bowiem w rozkroku między zwolnieniem Dariusza Żurawia a przejęciem sterów przez Macieja Skorżę i nie wiadomo było, jak gospodarze zaprezentują się w okresie swoistego bezkrólewia. Legioniści stali z kolei przed szansą, by w przypadku zwycięstwa utrzymać dziesięciopunktowe prowadzenie nad drugą w tabeli Pogonią Szczecin.

 

ZOBACZ TAKŻE: "Zwolniłbym Dariusza Żurawia już wcześniej"

 

Powiedzieć, że pierwsza połowa nie zapisała się złotymi zgłoskami w historii, nawet nie polskiej piłki, a tego sezonu, to nic nie powiedzieć... Obie drużyny idealnie wkomponowały się w klimat leniwego niedzielnego popołudnia i pierwsze 45 minut pozostało hitem kolejki tylko z nazwy.

 

Wystarczy powiedzieć, że legioniści oddali w ich trakcie jeden strzał, natomiast lechici pięć, a żadna z drużyn nie stworzyła realnego zagrożenia i do otwarcia wyniku nie było nawet blisko. Z tej części meczu odnotować można właściwie strzał Mikaela Ishaka obroniony bez problemu przez Artura Boruca, czy dwie akcje duetu Tomas Pekhart - Luquinhas, którym także nie udało się sprawić wiele problemów bramkarzowi "Kolejorza".

 

W drugiej odsłonie tempo nieco wzrosło, czego dowodem była akcja z 54. minuty zakończona przez Tomasa Pekharta, którego strzał obronił Mickey van der Hart. Z drugiej strony Lech próbował za sprawą Ishaka i Daniego Ramireza, jednak na posterunku cały czas był Boruc.

 

Piłka wpadła ostatecznie do siatki gospodarzy w 73. minucie, jednak okazało się, że przewodzący klasyfikacji strzelców Pekhart był na spalonym i arbiter Bartosz Frankowski słusznie podniósł rękę do góry. Przebywający na trybunach Maciej Skorża mógł więc odetchnąć z ulgą, podobnie jak arbiter, który przed meczem znalazł się w centrum uwagi. Legia prosiła bowiem, by nie wyznaczać go na jej mecze, zarzucając mu stronniczość, wobec czego PZPN... wyznaczył go na rozjemcę spotkania nazywanego "Derbami Polski".

 

ZOBACZ TAKŻE: Maciej Skorża trenerem Lecha Poznań

 

Do końca meczu nie wydarzyło się nic, co mogłoby podnieść ciśnienie u osób oglądających to "widowisko". Po 93 minutach arbiter zagwizdał po raz ostatni, a na tablicy wyświetlał się cały czas wynik 0:0. Przewaga Legii nad Pogonią zmalała zatem do ośmiu punktów, natomiast "Kolejorz" pozostał na jedenastym miejscu, kontynuując marazm, w jaki popadł w tym sezonie.

 

Lech Poznań - Legia Warszawa 0:0

 

Lech: Mickey van der Hart - Ľubomír Šatka, Bartosz Salamon, Antonio Milić - Jakub Kamiński (61' Michał Skóraś), Nika Kwekweskiri, Jesper Karlström, Dani Ramírez (80' Jan Sýkora), Pedro Tiba, Tymoteusz Puchacz - Mikael Ishak.

 

Legia: Artur Boruc - Artur Jędrzejczyk, Mateusz Wieteska, Artem Szabanow (57' Paweł Wszołek) - Josip Juranović, Bartosz Slisz, André Martins, Bartosz Kapustka, Luquinhas, Filip Mladenović - Tomáš Pekhart.

 

Żółte kartki: Kamiński, Salamon, Karlström - Mladenović.

 

Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).

AŁ, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze