Bito mocno w Kalifornii. Andy Ruiz Jr na deskach, ale zwycięski

Sporty walki
Bito mocno w Kalifornii. Andy Ruiz Jr na deskach, ale zwycięski
fot. Polsat Sport

Cios za cios, dramatyczny początek walki w Kalifornii z byłym mistrzem świata i zdecydowanym faworytem bo to Andy Ruiz Jr był na deskach po ciosie Chrisa Arreoli. Ostatecznie, po ringowej wojnie wygrał lepszy - “Niszczyciel” Ruiz Jr, a gala “Premier Boxing Champions” nie zawiodła: zobaczyliśmy prawdziwych wojowników wagi ciężkiej, a także wiele nowych, dużych talentów. Co działo się na ringu w Carson?

Andy Ruiz Jr/USA (34-2, 22 KO) wygrywa jednogłośnie na punkty z Chrisem Arreolą/USA (38-7, 33 KO)

 

Miał być wojna i była, ale jej początek był inni niż się wszyscy spodziewali. Po rozpoznawczych trzech minutach, to Arreola zdał sobie sprawę, że jest w stanie dosięgnąć ciosami szybkiego, ale stojącego tuż przed nim Ruiza Jr. Po jednym z nich, w drugiej rundzie, Ruiz Jr jest nawet liczony, w trzeciej rundzie podobnie - dwa mocne uderzenia "Koszmaru" i dwukrotnie były mistrz świata chwieje się na nogach. Wśród komentatorów konsternacja, promotor Ruiza Jr Tom Brown ocierał pot z czoła, ale Ruiz Jr wiedział, że przegrana z 40-letnim Arreolą to koniec jego poważnej kariery. Uspokoił boks, trafiał coraz częściej, choć tylko w jednym przypadku Arreola sprawiał wrażenie naruszonego po ciosach. Tak naprawdę, przestał być poważnym zagrożeniem dla Ruiza jr, kiedy odniósł kontuzję lewego ramienia, przez ostatnie cztery rundy praktycznie nie używając lewej ręki. Co prawda sam umniejszał znaczenie tej kontuzji ("dostałem cios w bark, zabolało. Ale nie róbmy z tego wielkiej sprawy, to boks"), ale widać było wyraźnie, że zadawane przez niego ciosy nie mają ani tej samej siła, ani dynamiki jak wcześniej. - Na początku czułem się trochę zardzewiały, do tego zbyt pewny siebie. Przyjąłem dobry prawy Arreoli, niepotrzebnie opuściłem rękę. Chwała dla niego, ale wiedziałem, że muszę ciągle atakować, iść do przodu. Starałem się kontratakować, bić ciosy na korpus. I to wychodziło - powiedział po ogłoszeniu jego jednogłośnego zwycięstwa Ruiz Jr. Dwóch sędziów punktowych dało Arreoli tylko dwie wygrane rundy, co bardzo wzburzyło czterdziestolatka. Najpierw powiedział kilka słów niespecjalnie nadających się do zacytowania, a później dodał, że "jest gotowy walczyć z Ruizem po raz kolejny". Na rewanż nie ma co jednak liczyć, bo walkę przegrał, tutaj kontrowersji nie było.

Skrót walki Andy Ruiz Jr - Chris Arreola:

 

Mistrzostwo WBA wagi średniej (wersja regularna): Erislandy Lara/Kuba (28-3, 16 KO) nokautuje Thomasa "Cornflake" Lamanne/USA (30-5, 12 KO) - pierwsza runda KO

 

Czasami fatalne walki na papierze są takie same, kiedy obaj pięściarze wyjdą na ring. Kibice boksu wiedzieli co się święci, kiedy - przynajmniej w teorii - najważniejsza walka wieczoru w Carson, gdzie stawką był tytuł mistrza świata WBA (drugiej kategorii, ale zawsze) była poza kartą płatnego pay-per-view. Erislandy Lara ma już 38 lat, ciągle mówi o tym, że chciałby walczyć o wielkie trofea, ale przyznanie mu walki o pas z pięściarzem, który do tej pory obijał zawodników gdzieś około 400 miejsca w rankingu, było nieporozumieniem. Lamanna, który ma raczej niecodzienny dla "macho" sportu przydomek "Płatek Kukurydzy", jest poza pierwsza setką, z nikim znaczącym w karierze nie nawiązał nawet wyrównanej walki i szybko okazało się, że w ringu był przypadkiem. Po kilkudziesięciu sekundach Lara wiedział, że ma do czynienia z rywalem pięć klasy gorszym, a w 80 sekundzie, przepuszczając nieudolną próbę zadania ciosu przez rywala, trafił go lewą w okolice ucha. Sędzia nawet nie próbował liczyć Lamanny, od razu wzywając lekarza zawodów. Co dalej z Larą? Ma teraz opcje walk zarówno w wadze średniej, jak lekko średniej, ale czy zobaczymy go wreszcie z kimś, kto ma pięściarski puls?

 

Jesus Ramos/USA (16-0, 14 KO) wygrywa z Javierem Molina/USA (22-4, 9 KO), jednogłośnie na punkty

 

Ramos ma zaledwie 20 lat, ale są tacy, którzy już uważają, że jest w stanie walczyć z czołówką. W Carson bił się z 31-letnim olimpijczykiem, który reprezentował USA na igrzyskach w 2008 roku, ale na ringu nie było widać ani doświadczenia Moliny, ani faktu, że 31-latek miał dwa razy więcej walk niż Ramos. Dla tego ostatniego liczy się tylko ciągła presja, a kiedy zorientował się, że bije dużo mocniej niż Molina, wiadomo było, że tylko on może wygrać walkę. Molina był zbyt doświadczony, żeby przegrać przez KO (choć Ramos próbował), a statystyka uczciwie pokazywała, kto wygrywał prawie każdą rundę: w trafionych mocnych ciosach, było aż 107 do 62 dla dwudziestolatka.

 

Sebastian Fundora (17-0, 12 KO) pokonuje Jorge Cota/Meksyk (30-5, 27 KO) przez TKO w czwartej rundzie

 

- Nie chcę wymieniać żadnego nazwiska, nikogo wywoływać do walki, ale jestem dziesiąty w rankingu "Ringu", więc z każdym wyżej mogę się bić - powiedział mierzący 195 centymetrów wzrostu przy niespełna 70 kilogramach wagi Sebastian Fundora. Amerykanin z kubańsko-meksykańskimi korzeniami pokonał przez TKO, w czwartej rundzie, walecznego Jorge Cota, ale działo się to w nieco kontrowersyjnych okolicznościach. To Fundora trafiał częściej i mocniej, trafiał seriami i był lepszy ale sędzia zatrzymał walkę nie kiedy Cota był w opałach, ale kiedy zadał celny cios. Czy dla Fundory następnym rywalem będzie zwycięzca mistrzowskiej walki Charlo-Castano? Chyba na to jeszcze za wcześnie - nawet jak się przewyższa rywali o przynajmniej 25 centymetrów.

 

Abel Ramos/USA (27-4, 21 KO) pokonał Omara Figueroa/USA (28-2, 19 KO) przez TKO w 6 rundzie

 

Po pierwszej rundzie komentatorzy Premier Boxing Champions, w tym były mistrz świata Shawn Porter zaczęli się zastanawiać...co robi na ringu Figueroa. - To są jakieś wygłupy, ale to musi go boleć, bo Ramos trafia kiedy chce - takie komentarze pojawiały się coraz częściej. I słuszie, bo Ramos trafiał silne ciosy z prawie pięćdziesięcioprocentową skuteczności i to się nie mogło dobrze skończyć. Po szóstej rundzie, kiedy Figueroa zaczął pluć krwią, jego trener Joel Diaz powiadomił sędziego, że trzeba przerwać walkę. Ramos pozostaje w grze o mistrzowskie walki, a były champion musi się zastanowić, czy chce jeszcze walczyć.

Przemek Garczarczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze