Jermell Charlo - Brian Castano o cztery pasy. Świetna walka, ale znowu skandal! (WIDEO)

Sporty walki
Jermell Charlo - Brian Castano o cztery pasy. Świetna walka, ale znowu skandal! (WIDEO)
fot. YouTube
Stephen Espinoza, szef “Showtime”, którego stacja wydała miliony na walkę unifikacyjną pomiędzy Jermellem Charlo i Brianem Castano, nazwał skandaliczny werdykt jednego sędziów “nie do obronienia”, a w świecie pięściarskim jest wielkie oburzenie.

Stephen Espinoza, szef "Showtime", którego stacja wydała miliony na walkę unifikacyjną pomiędzy Jermellem Charlo i Brianem Castano, nazwał skandaliczny werdykt jednego sędziów "nie do obronienia", a w świecie pięściarskim jest wielkie oburzenie. To słuszne, ale i smutne, że znowu nieudolność jednego człowieka poza ringiem, z kartą punktową przyćmiewa tych, którzy stworzyli świetne widowisko na ringu.

Jermell Charlo/USA (34-1, 18 KO) - Brian Castano/Argentyna (17-0, 12 KO, walka unifikacyjna o pasy WBA, IBF, WBC i WBO; remis

 

Czy skandaliczny werdykt punktowy jednego sędziego powinien przyćmić walkę w której obaj zawodnicy dali z siebie wszystko, pokazując przez 36 minut znakomite pięściarskie widowisko? Patrząc na punktację Nelsona Vasqueza, sędziego walki Carlo - Castano odpowiedź brzmi niestety TAK. Więcej o tym kolejnym skandalu sędziowskim za chwilę, bo miało być o nocy wielkiego boksu i przez sporą część walki tak właśnie było.

 

Kiedy tylko zapowiedziano walkę unifikacyjną było wiadomo, że pojedynek Castano - Charlo może mieć tylko dwa oblicza - w półdystansie przewaga należeć będzie do mistrza świata WBO, czyli Castano, a jeśli będzie prowadzony na środku ringu, gdzie Charlo, mistrz IBF, WBA i WBC, będzie miał czas i miejsce, by zadawać mocne ciosy, to on będzie faworytem. Dokładnie tak było, tylko pewnie nikt nie mógł przypuszczać, że do dziesiątej rundy ciosy Charlo nie będą robiły wrażenia na Castano, który łatwo omijał ciosy proste faworyta i spokojnie lokował całe serie uderzeń na opierającym się na linach Amerykaninie. Castano był szybszy, bardziej agresywny i więcej trafiał, a Charlo był zmuszony zamiast do prowadzenia walki, tylko reagowania na to, co robi jego rywal.

 

Charlo nie pomógłby nawet sędzia Vasquez, gdyby w dziesiątej rundzie Castano nie nadział się na cios z lewej ręki. Jermall, zawsze charakterny, poszedł za ciosem, trafił kilka razy mocno Argentyńczyka, który już do końca walki tylko momentami był tak agresywny i skuteczny jak przez pierwsze dziewięć rund. Gdyby dwójka pozostałych sędziów dała choć jedną z ostatnich trzech rund Castano, to on byłby dziś niekwestionowanym mistrzem świata. Skończyło się na kontrowersyjnym remisie, niżej podpisany widział nieznaczne zwycięstwo Castano, ale nawet szef promującego pojedynek "Showtime" nazwał punktację 117-111 dla Charlo "niemożliwą do obronienia", były mistrz Andre Ward określił ją "nie błędem, tylko ignoranctwem", a spora część dziennikarzy nazwała ją po prostu "kryminalną". Nie ma innej opcji niż natychmiastowy rewanż, ale to boks, więc nie ma rzeczy oczywistych. Bo jeśli można dać tylko trzy wygrane rundy Castano (jak zrobił to Vasquez), pomimo, że Argentyńczyk trafił Amerykanina 66 mocnymi ciosami więcej, to znaczy, że wszystko można.

 

 

Zobacz także: Krzysztof Włodarczyk wrócił na ring po długiej przerwie i wygrał


Rolando Romero/USA (14-0, 12 KO) - Anthony Yigit/Szwecja (24-2, 8 KO) - Romero przez TKO w 7 rundzie.

 

Zaraz po wygranej przez nokaut walce Rolando Romero zaczął wyzywać na pojedynek mistrza świata Gervonta Davisa, co nie tylko kibice, ale nawet obsługa komentatorska "Showtime" przyjęła ze sporym zdziwieniem. Na tle Yigita, który - przypominam - stracił szansę na drugorzędny tytuł WBA, pojawiając się na ważeniu z prawie dwukilogramową nadwagą, wyglądał nieźle, ale porównań między Davisem i Szwedem... nie ma żadnych. Zanim w piątej rundzie Romero wykorzystał swoją okazję, wielokrotnie przyjmował mocne ciosy Yigita, który ma karierze tylko osiem nokautów i pewnie bije ze trzy raz słabiej od "Tanka". Napisałem, że Amerykanin "wykorzystał swoją okazję", bo pierwszy nokdaun na Yigicie i wszystko co działo się później był spowodowanym faulem (uderzenie po komendzie stop) Romero, za który zresztą odjęto mu punkt. Widać było wyraźnie, że cios z prawej ręki zrobił wrażenie na Szwedzie, który chyba za szybko podjął decyzję, że może dalej boksować. Najwyraźniej nie mógł bo już po kilku następnych uderzenia Romero był dwukrotnie na deskach, zanim sędzia ringowy zdecydował się przerwać walkę w połowie siódmego starcia. Rzadko się zdarza, by Amerykanin, który odniósł zwycięstwo przez nokaut, był wygwizdywany we własnym kraju, ale tak było w San Antonio - publiczność w Teksasie "nagrodziła" swojego pięściarza buczeniem nie tylko za bicie po komendzie, ale także nieprzepisowe używanie łokci w sposób, z którego Mairis Briedis byłby dumny.

Przemek Garczarczyk, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze

Przeczytaj koniecznie