Jach: Real Madryt i Inter Mediolna mogą przeżyć szok w Tyraspolu!

Piłka nożna
Jach: Real Madryt i Inter Mediolna mogą przeżyć szok w Tyraspolu!
Fot. PAP
Jarosław Jach (z prawej) grał w Tyraspolu w 2019 roku

Kiedy reprezentowałem barwy Sheriffa to nie była to ekipa, która byłaby w stanie walczyć na równi z takimi markami jak Dinamo Zagrzeb czy Crvena Zvezda Belgrad. Wydaje mi się, że musiało się tam wydarzyć coś fajnego, zdecydowany progres na wielu płaszczyznach i dzisiaj - zaskakując wszystkich - są w fazie grupowej Ligi Mistrzów i radzą sobie w niej do tej pory bardzo dobrze - skomentował historyczny awans Sheriffa Tyraspol do tych elitarnych rozgrywek były piłkarz tego klubu, Jarosław Jach.

We wtorek Sheriff w swoim drugim meczu fazy grupowej Ligi Mistrzów zmierzy się na wyjeździe z Realem Madryt.

 

Grzegorz Michalewski: W swoim historycznym występie w fazie grupowej Ligi Mistrzów Sheriff Tyraspol pokonał Szachtar Donieck 2:0. Ten wynik zapewnił im zajęcie pozycji lidera w swojej grupie przed Realem Madryt i Interem Mediolan. To dla Pana duże zaskoczenie?

 

Myślę że tak, gdyż jest to kopciuszek nie tylko tej grupy, ale i całej fazy grupowej Ligi Mistrzów. Teoretycznie najsłabszy klub w tej stawce, w dodatku grający po raz pierwszy w tych rozgrywkach. Zaczęli fantastycznie pokonując znanego rywala, który regularnie występuje na tym poziomie Ligi Mistrzów. Duże zaskoczenie, mogą się szczycić że są w tabeli przed tak uznanymi markami jak Real czy Inter. Oczywiście zdaję sobie sprawę że jest to pierwsza kolejka, ale i tak jest to duże osiągnięcie dla tego klubu.

 

Mistrz Mołdawii w pierwszych dwóch rundach eliminacyjnych pokonał drużyny z Albanii i Armenii. Prawdziwe schody rozpoczęły się od trzeciej rundy, gdzie Sheriff rywalizował z Crveną Zvezdą Belgrad oraz Dinamem Zagrzeb i okazał się od nich lepszy.

 

Widać że klub musiał dokonać zdecydowany progres od tego momentu gdy ja w nim byłem. Wydaje mi się, że kiedy ja miałem okazję reprezentować barwy Sheriffa to wówczas nie była to ekipa, która byłaby w stanie walczyć na równi z takimi markami jak Dinamo Zagrzeb czy Crvena Zvezda Belgrad. Absolutnie nie! Wydaje mi się, że musiało się tam wydarzyć coś fajnego, zdecydowany progres na wielu płaszczyznach i dzisiaj - zaskakując wszystkich - są w fazie grupowej Ligi Mistrzów i radzą sobie w niej do tej pory bardzo dobrze.

 

Jak to się stało, że wiosną 2019 roku Jarosław Jach trafił - dla większości Polaków - do tak egzotycznego klubu.

 

To był dość spontaniczny ruch wynikający z tego, że tamto okienko transferowe zbliżało się coraz szybciej do końca. Tak naprawdę mogłem być skazany na siedzenie na ławce w Turcji lub pójść gdziekolwiek żeby grać. W tamtym momencie było niewielkie zainteresowanie moja osobą, w większości krajów okienka transferowe były już zamknięte i ten ruch wydawał się wówczas jedynym sensownym. Oczywiście sama liga nie była jakaś atrakcyjna, natomiast perspektywa grania w europejskich pucharach już trochę bardziej. Dlatego zdecydowałem się na taten ruch. Nie był on z tych priorytetowych i ekskluzywnych, natomiast w tamtym momencie byłem lekko pod ścianą i wybrałem to niższe niż powiedzmy egzotyczne wakacje w Turcji.

 

Wracając do europejskich pucharów to z Sheriffem nie udało się wówczas przejść kolejnych rund eliminacyjnych Ligi Mistrzów, ale w trzeciej rundzie kwalifikacji do Ligi Europy waszym rywalem był szwedzki zespół AIK Solna, który w dwumeczu okazał się od was lepszy o jedną bramkę.

 

Myślę że to spotkanie ze Szwedami w Sztokholmie było takie dosyć mocno otwarte i pamiętam, że mieliśmy w samej końcówce szansę aby strzelić gola i doprowadzić do dogrywki. Nie udało się, ale myslę, że nie zasługiwaliśmy wtedy na awans, bo tamten zespół w którym grałem nie był mocny i na tyle ułożony oraz nie miał konkretnego planu na naszą grę. W tamtym momencie to był po prostu taki zlepek zawodników, którzy zostali zakontraktowani do Sheriffa i nie do końca zostali odpowiednio przygotowani do gry na europejskiej arenie. Dla mnie jako zawodnika sam wynik może nie był zaskoczeniem, być może dla włodarzy klubu i kibiców owszem, natomiast zdecydowanie nie byliśmy gotowi na tak mocne wyzwania. Nie będę ukrywał, że jestem zaskoczony obecną postawą Sheriffa, że w kilka lat zrobili aż tak duży progres i grają dużo lepszą piłkę niż my wtedy.

 

Nie miał Pan obaw przed przyjazdem do Mołdawii? Miasto Tyraspol nie jest prężnie rozwijającym się ośrodkiem. Wręcz przeciwnie - pamięta jeszcze czasy komunizmu. Nie było takiego zwątpienia i zapytania gdzie ja trafiłem?

 

Wszystko działo się na tyle szybko, że tak naprawdę te sprawy -powiedzmy pozapiłkarskie - zeszły na drugi plan i nie braliśmy ich pod uwagę. Atrakcyjność kraju czy miasta w którym miałem grać nie miało tutaj dla mnie większego znaczenia. Skupiłem się na tych aspektach czysto piłkarskich i dlatego podjąłem właśnie taką decyzję. W tamtym momencie nie zwracałem na to absolutnie uwagi i później oczywiście byłem delikatnie zaskoczony, ale to nie było tak, że leciałem tam zupełnie w ciemno i nie wiedziałem na co się piszę. Ale nie da się ukryć, że byłem trochę zaskoczony tym co się działo na terenie całego Naddniestrza i miasta Tyraspol.

 

Z drugiej jednak strony Sheriff miał nowoczesną bazę treningową, której mogły mu pozazdrościć praktycznie wszystkie kluby grające w polskiej Ekstraklasie.

 

Absolutnie tak. Baza jest fantastyczna, kompleksowa i ma wszystkie rzeczy, które powinna mieć kompletna baza piłkarska. Jest tam wiele boisk i nawet mam wrażenie, że jest ich po prostu za dużo, bo nawet nie ma tam tylu grup młodzieżowych, aby zajmować te wszystkie boiska. Niektóre z nich mogą być nieużywane, bo kilka z tych boisk były zajmowane przez grupy zewnętrzne, najczęściej były wynajmowane przez amatorów czy jakieś pobliskie kluby. Być może dla Sheriffia to była nawet za duża baza treningowa. Są tam dwa duże stadiony, jest balon ze sztuczną nawierzchnią, z trybunami. Do tego hotel dla zawodników i stołówka. Na terenie tego obiektu znajduje się również przychodnia w której były wykonywane na szybko różne badania. Kiedy ktoś nabawił się jakiegoś urazu, czy potrzebne były badania krwi, to właśnie tam na miejscu można było to zrobić. Na terenie ośrodka były też korty tenisowe czy boisko do kosza, więc tych atrakcji było całkiem sporo i cała ta baza robiła naprawdę duże wrażenie. Nie ma co szukać takiej bazy w Polsce, bo wtedy takiej się nie doczekaliśmy. Ta w Tyraspolu była naprawdę nowoczesna i chyba nawe za duża jak na potrzeby tego klubu. 

 

Takim paradoksem było również to, że Sheriff większość swoich meczów ligowych rozgrywał na swoim starym stadionie i tylko te w europejskich pucharach czy najważniejsze konfrontacje w lidze odbywały się na tym większym i nowoczesnym obiekcie.

 

Zgadza się. Wszystkie mecze w europejskich pucharach były rozgrywane na tym dużym stadionie, typowo piłkarskim. Większość spotkań ligowych odbywały się na tym mniejszym obiekcie z bieżnią lekkoatletyczną dookoła i trochę mniej atrakcyjnym dla oka i dla kibica. Absolutnie nie było takiej potrzeby, aby te mecze rozgrywać na tym większym stadionie, ponieważ ilość kibiców była na tyle mała, że ten mniejszy obiekt był w zupełności wystarczający. Ten stary stadion nie był jakiś zły, takie obiekty ma w Polsce kilka klubów w pierwszej lidze, czy nawet w Ekstraklasie. 

 

Kadra Sheriffa zmieniła się bardzo mocno w porównaniu do nie tak odległych czasów, gdy grał Pan w tym zespole. Na palcach jednej ręki można policzyć tych zawodników, którzy są w tym klubie do dzisiaj.

 

Kilku starszych zawodników pozostało w klubie na stanowiskach trenerskich w Akademii czy jako asystenci w pierwszej drużynie. Tych którzy dalej grają w Sheriffie jest naprawdę kilku. Bramkarz Celeadnic, prawy obrońca Belousov i lewy obrońca Cristiano, który zresztą błyszczał w tym pierwszym meczu Ligi Mistrzów z Szachtarem. Reszta zawodników odeszła. Często tak było, że ta wymiana zawodników w Sheriffie następowała, natomiast z klubu odchodzili zazwyczaj zawodnicy spoza Mołdawii. Z tego co zauważyłem, to nie ma tam obecnie wielu zawodników pochodzenia mołdawskiego. Wydaje mi się, że delikatnie zmieniły się też przepisy w lidze mołdawskiej. Pamiętam, że w czasie mojej gry w Sheriffie był wymóg gry w meczu ligowym trzech zawodników z paszportem mołdawskim i czwartym zawodnikiem musiał być młodzieżowiec, a więc de facto na boisku musiało być czterech piłkarzy z Mołdawii. Sprawdzając ich ostatnie mecze w lidze to zauważyłem, że w składzie pojawiał się tylko jeden krajowy zawodnik, więc te przepisy prawdopodobnie się zmieniły i dlatego wielu mołdawskich piłkarzy odeszło do innych klubów w kraju, albo wyjechało za granicę. Tym samym klub mógł sobie pozwolić na ściągnięcie większej liczby obcokrajowców. Być może to wpłynęło też na jakość zespołu i właśnie dzięki temu osiągają dzisiaj takie sukcesy. Często Ci mołdawscy zawodnicy - oczywiście nic im nie ujmując - zdarzało się, że grali na siłę. Na ich pozycje byli lepsi zawodnicy, ale ze względu na ten przepis w zasadzie mieli z urzędu zapewnione miejsce w podstawowym składzie.

 

Co Pan zapamiętał - może poza kwestiami czysto piłkarskimi - ze swojego pobytu w Mołdawii?

 

Na pewno w pamięci utkwiły mi te piękne krajobrazy czy choćby ta cała infrastruktura pamietająca czasy komunizmu. Te zabudowy, stare bloki czy mieszkania, które były nazywane mieszkaniami po remoncie, a w rzeczywistości były mieszkaniami o bardzo niskim standardzie. Standard życia w Mołdawii jest zdecydowanie niższy niż w zachodniej Europie. Taką rzeczą niespotykaną wcześniej było to wojsko, które było w Mołdawii wszechobecne praktycznie na każdym kroku: czy to na granicach Naddniestrza czy jeżdżące opancerzonymi samochodami ulicami miasta czy żołnierze stojący z bronią na warcie. To dla mnie też było coś zupełnie innego.

 

Miał Pan osobisty kontakt z właścicielem klubu Victorem Gusanem, bo podobno jest to postać bardzo tajemnicza.

 

Nie, nigdy osobiście nie spotkałem się z właścicielem klubu. Kilka razy rozmawiałem na ten temat z zawodnikami, którzy byli już dłużej w klubie i oni stwierdzili, że tak naprawdę to nikt go nie zna i nikt go nie widział, a on tutaj się w zasadzie nie pokazuje. Podobno gdyby usiadł sobie na trybunach, to nikt by go nie poznał. Ktoś kiedyś pokazał mi jedno jego zdjęcie krążące w internecie, ale tak naprawdę nikt do końca nie wiedział czy to jest ta właściwa osoba. Chodziły takie głosy, że być może on przebywa gdzieś w Rosji i nie ma go nawet w Mołdawii. Naprawdę nie jestem w stanie powiedzieć nic konkretnego na ten temat, bo też ludzie będący bliżej i dłużej w tym klubie nie przekazali mi żadnej konkretnej informacji na ten temat.

 

Czy piłkarze Realu Madryt i Interu Mediolan mogą przeżyć taki szok kulturowy gdy wylądują na lotnisku w Kiszyniowie i stamtąd pojadą do Tyraspola?

 

Myślę, że tak i to może być dla nich duże zaskoczenie, gdy jadąc do Tyraspola zobaczą wojsko na ulicach, czy choćby te standardy w jakich tutaj żyją ludzie oraz ten inny, starszy świat którego być może nigdy nie widzieli, to mogą się lekko zdziwić. Na pewno to nie wpłynie na ich grę na samym stadionie, bo to nie będzie najważniejsze, ale ten duży szok kulturowy mogą przeżyć.

 

 

Transmisja na żywo meczu Real Madryt - Sheriff Tyraspol we wtorek 28 września od 20:15 w Polsacie Sport Premium 3 i na Polsat Box Go.

 

Transmisje wszystkich meczów Ligi Mistrzów w kanałach Polsat Sport Premium i na Polsat Box Go.

Grzegorz Michalewski, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze

Przeczytaj koniecznie