Bożydar Iwanow: "Legijna melodia", która staje się nie do zniesienia

Piłka nożna
Bożydar Iwanow: "Legijna melodia", która staje się nie do zniesienia
fot. PAP
Marek Gołębiewski podczas treningu.

W życiu zawsze przyda się odrobina szczęścia i nowy trener Legii Warszawa, Marek Gołębiewski, nawet jeśli używa się w jego przypadku terminu "tymczasowy", na "dzień dobry" może z niego skorzystać. Kalendarz po zwolnieniu Czesława Michniewicza ułożył się w ten sposób, że jego debiut przypada na rywalizację z zespołem z czwartego poziomu rozgrywek, więc nawet mając na uwadze wpadkę Lechii Gdańsk w Nowym Dworze Mazowieckim, nic złego mistrzom Polski nie powinno się dziś przydarzyć.

Potem do Warszawy przyjeżdża Pogoń Szczecin, rywal może nie najłatwiejszy, ale taki, który zazwyczaj w stolicy przegrywa. Od czekającej nas za tydzień konfrontacji z Napoli nikt za wiele nie oczekuje. "Nowa Legia" w najbliższych tygodniach ma więcej do zyskania niż straty. W kraju gorzej już być nie mogło, a w pucharach, jeżeli nie przegra się w grudniu u siebie ze Spartakiem Moskwa, grać będzie można i w przyszłym roku, nawet jeżeli przy słowie "Liga" pojawi się już nie "Europa", ale "Konferencja".

 

ZOBACZ TAKŻE: Marek Papszun w Legii Warszawa? Wymowne słowa prezesa Rakowa Częstochowa


Historia pokazuje, że Legia gdy zmieniała trenera na kogoś z wewnątrz klubu (Aleksandar Vuković) lub trenera mocno z nim związanego (Jacek Magiera) zawsze reagowała pozytywnie. Nie trzeba było wielkich zabiegów by np. po Besniku Hasim czy Ricardo Sa Pinto jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki drużyna nagle przypominała sobie jak grać w piłkę i więcej biegać. Ten sam scenariusz możemy zobaczyć więc i teraz. Piłkarze odsunięci wrócą do drużyny, będą chcieli udowodnić, że ktoś się mylił nie widząc ich w kadrze. Poza tym bynajmniej nie "kurtuazyjna" wizyta kibiców po przyjeździe z Gliwic też da piłkarzom właściwy impuls. Przecież tak też bywało i wcześniej - po takich mało przyjemnych dla zawodników "spotkaniach" Legia zawsze odnosiła wygrane i wychodziła z dołka. Nie jest to może miła konstatacja ale takie są fakty. Tak przy okazji, byłem zdania, że to właśnie "Vuko" mógł przejąć zespół na kilka ostatnich tygodni tego roku. Z prostego powodu. Zna ciągle wielu piłkarzy tego zespołu, którzy stawili się za nim, gdy Dariusz Mioduski się z nim rozstał, jest "legionistą" z krwi i kości, poza tym ciągle pobiera pensję, bo umowa kończy mu się z upływem czerwca przyszłego roku. W naszej piłce jednak rzadko kto odważyłby się na taki ruch – byłoby to w jakimś sensie przyznanie się do błędu, poza tym nie wiadomo, jak zareagowałby kibic – nie wiem czy jest zachwycony tym, że "Vuko" cały czas "monetyzuje" Legię, mimo, że ma przecież to tego pełne prawo. Nie zmuszał on przecież nikogo, żeby przedłużać z nim kontrakt.


Normalnie w takich sytuacjach drużynę przejmuje jeden z asystentów, ale sytuacja z Przemysławem Małeckim jest powszechnie znana. Michniewicz tak mocno przetrzebił sztab od pracujących w Warszawie od lat osób, że poza Krzysztofem Dowhaniem i Panem Lucjanem Brychczym nie została w nim praktycznie żadna osoba związana mocno z Legią Warszawa. Jan Mucha i Łukasz Bortnik pożegnali się klubem w mało przyjemnych okolicznościach, wcześniej "na swoje" poszedł Marek Saganowski, w drugiej drużynie też ostatnio nie trafiano z zatrudnieniem właściwego trenera. Gołębiewski dostał w niej dwa lata czasu na zbudowanie drużyny, która ma awansować na szczebel centralny i nawet nie w 1/4 drogi do tego celu już mu się wyznacza inne zadania. Czy ktoś sobie wyobraża, by wrócił on do trzeciej ligi, skoro spróbuje innego upieczonego z lepszych produktów chleba? Całą koncepcję drużyny rezerw trzeba więc budować znowu od zera. Pewnie, że ona nie jest w tej chwili najważniejsza, ale to przecież przy Łazienkowskiej od jakiegoś czasu jest mocna "napinka" na to, żeby w drugiej lidze wzorem Lecha i Śląska znalazła się i stołeczna "rezerwa". To jednak wątek, którego nie ma sensu rozwijać tu i teraz.


Jeżeli w Polsce często narzekamy na jakość skautingu, jeżeli chodzi o piłkarzy, to co można powiedzieć na temat doboru i właściwej weryfikacji trenerów? Jednym z wyjątków jest Michał Świerczewski, właściciel Rakowa Częstochowa, który – jak pewnie wszyscy wiemy – dokładnie i z każdej strony prześwietlił Marka Papszuna, który w CV miał nie reprezentację do lat 21, ale Legionowię, Łomianki i Targówek, a dziś jest marzeniem właśnie Legii Warszawa. Czy jest to normalne, że w klubie, który w ostatnim okresie zdobywa najwięcej laurów przez dziesięć minionych sezonów, zmiana na stanowisku pierwszego trenera następowała dwunastokrotnie? Coś tu nie gra. Jeżeli ktoś nie wyciągnie z tego właściwych wniosków, jesienią przyszłego roku ta stara, zdarta już mocno płyta znów może zostać położona na "legijny" gramofon. Melodia, która pojawia się cały czas powoli staje się nudna. A nawet nie do zniesienia.

Bożydar Iwanow, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze

Przeczytaj koniecznie