Kowalski: Prezes Legii zmienił się? Jego ostatnie pociągnięcia wydają się sensowne

Piłka nożna
Kowalski: Prezes Legii zmienił się? Jego ostatnie pociągnięcia wydają się sensowne
Fot. Cyfrasport
W minionym sezonie, który zakończył się szczęśliwym, aczkolwiek najgorszym w historii miejscem Legii w Ekstraklasie – 10, pracowało z drużyną trzech trenerów. Od 2017 roku kiedy ster Legii objął Dariusz Mioduski dokonał on dziewięciu zmian na tym stanowisku.

Najbardziej gorący stołek w polskiej piłce klubowej już obsadzono. Kosta Runjaic, były trener Pogoni, obywatel Niemiec, został trenerem Legii Warszawa. Szkoleniowca przedstawiono na konferencji prasowej, na której jak zwykle polano trochę wody i zapewniono, że teraz to już będzie w Legii wszystko grało.

Ktoś, kto zachłystuje się możliwością pracy na tym stanowisku w teoretycznie najbogatszym polskim klubie, albo jest niepoprawnym optymistą, albo nie zna najnowszej historii klubu. Nie ma w nim nic bardziej trwałego niż zmiany trenerów. Owszem, zarabiają oni świetnie, pracują w luksusowych warunkach w podwarszawskich Książenicach, mają zapewnione świetne przygotowania zimowe w Dubaju albo innych tego typu zakątkach świata, ale trwa to wszystko z reguły bardzo krótko.

 

Nawet jeśli zapewnienia się, że „tym razem to już trener na lata”, a wizja jest „długofalowa” lub „jemy małymi łyżeczkami, aby robić systematyczny postęp”, to za chwilę koncepcja się przewraca.

 

Czasem odsunięty trener wraca i pełni rolę ratownika, tak jak było ostatnio w przypadku Aleksandara Vukovica. A gdy misja ratunkowa się udaje, znów jest żegnany. Albo przygotowuje się wszystko pod trenera, który ma przyjść z Częstochowy i wyprzedzająco zatrudnia jego ludzi, by jednak wziąć trenera ze Szczecina.

 

W minionym sezonie, który zakończył się szczęśliwym, aczkolwiek najgorszym w historii miejscem Legii w Ekstraklasie – 10., pracowało z drużyną trzech trenerów. Od 2017 roku kiedy ster Legii objął Dariusz Mioduski dokonał on dziewięciu zmian na tym stanowisku.

 

Zmieniały się koncepcje i kierunki skąd napływały fale zawodników, którzy przepłacani często traktowali klub jak bankomat. A to dominowała linia bałkańska, a to portugalska, a to ukraińska. Najbardziej absurdalnym zjawiskiem był fakt, że przez długi czas dyrektor sportowy nie porozumiewał się z kolejnymi trenerami w kwestii zatrudnianych zawodników. Tzw. sekretariat techniczny brał takich jakich uważał za stosowne, a trenerzy byli stawiani przed faktem dokonanym. O czasu do czasu przepychali swoich wybranków wbrew dyrektorowi sportowemu. Ale to była rzadkość. Już po zwolnieniu właściwie każdy z nich mówił o tym zjawisku publicznie, w trakcie pracy tylko po cichu.

 

Stało się jasne już wiele miesięcy temu, że problemy sportowe Legii wynikają z błędów strukturalnych. Klub nie jest biznesową korporacją, tu potrzeba czegoś więcej. Albo kogoś. Przede wszystkim fachowców, którzy znają się na piłce. I to najlepiej takich, którzy identyfikują się z klubem, są z nim związani nie tylko kontraktem, ale także emocjonalnie.

 

Przez dość długi czas można było mieć nadzieję, że właściciel klubu, człowiek światły i mający doświadczenie w zarządzaniu, nauczy się futbolu i zacznie to procentować. Później już raczej wypadało liczyć na to, że nieco się przesunie i pozwoli zarządzać swoim pracownikom. Da im w miarę wolna rękę i nie będzie w kotle mieszać.

 

Oba założenia okazywały się płonne. Nigdy nie należy jednak tracić nadziei. Bolesne doświadczenia minionego właśnie sezonu prawdopodobnie mocno wpłynęły na postrzeganie piłki przez Dariusza Mioduskiego. Dość powiedzieć, że jego ostatnie ruchy personalne wydają się sensowne. Jacek Zieliński w roli dyrektora sportowego jest odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu. Ponoć dostał zapewnienie, że będzie realnie decydować.

 

Wybór Runjaica ma być jego pomysłem. Mało tego. Jedyną tak naprawdę konkretną rzeczą, której dowiedzieliśmy się podczas wspomnianej prezentacji, było to, że trener wreszcie będzie miał wpływ na wybór zawodników, których Legia zatrudnia.

 

Pilną potrzebą jest też prawdziwe otwarcie Akademii Legii. Niby ono już jakiś czas temu nastąpiło, ale pożytku w postaci kadr, które mogłyby napłynąć stamtąd w bliższym bądź bardziej odległym terminie brak. Legia nie wychowuje i nie kreuje. Właściwie tylko kupuje lub zatrudnia wolnych graczy korzystając z tzw. okazji. Runjaic i Zieliński, używając terminologii młodzieżowej, mogliby ten temat ogarnąć. Obaj jak ulał pasują do tej słynnej roboty długofalowej, tyle, że już bez znaczącego cudzysłowu.

 

Pytanie, czy prezes Mioduski wytrzyma? Czy pozwoli przetrwać jakieś zakręty, kryzysy czy porażki, które na pewno się pojawią?

 

Nowy sztab ma ułatwione zadanie, bo nie musi myśleć o europejskich rozgrywkach. Projekt nie zostanie szybko realnie zweryfikowany, będzie czas, aby spokojnie wszystko ułożyć.

 

Owszem, w związku z brakiem startu w Europie budżet zwykle mający w założeniu wpływy z pucharów wynikające uszczupli znacząco możliwości manewrów. Z drugiej strony Legia nie jest bankrutem. Budżet na płace jest wciąż spory. Z kilku znaczących kontraktów trzeba będzie zejść (zapowiedziano odejście dziesięciu zawodników), jest doskonała okazja aby pokazać klasę. Trochę pokombinować, wykazać się wyczuciem i okiem do piłkarzy. Ugrać coś sposobem, a nie zebrać ekipę za grube pieniądze i uważać, że wszystko jest gotowe.

Cezary Kowalski/Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie