Falstart. Strach ma oczy "Skorupa"?

Falstart. Strach ma oczy "Skorupa"?
fot. PAP
Na pierwszą konferencję prasową w poniedziałkowe popołudnie zaproszony został Ben Lederman.

Pierwsze zgrupowanie reprezentacji Polski pod wodzą portugalskiego selekcjonera Fernando Santosa zaczęło się od falstartu. Na pierwszą konferencję prasową w poniedziałkowe popołudnie zaproszony został Ben Lederman.

Absolutny debiutant w kadrze, piłkarz z Ekstraklasy, która otrzymała na dwa marcowe spotkania całe dwie nominacje. Chłopak urodzony w Los Angeles w Kalifornii, posiadający trzy paszporty, bo także ten izraelski, mówiący co prawda dość sprawnie w naszym języku, ale umówmy się – dziś to melodia przyszłości, z niewielką nadzieją na granie w dwóch pierwszych spotkaniach.

 

ZOBACZ TAKŻE: Fernando Santos bez pożegnania z Grzegorzem Krychowiakiem i bez rozmowy z Markiem Papszunem

 

Również dlatego, że nieprzypadkowo nie zagrał on w sobotę w ligowym spotkaniu Raków Częstochowa – Cracovia. Nie jest w pełni zdrowy. A nawet jeśli by był, to i tak jeżeli miałby się pojawić na boisku w marcu z orzełkiem na piersi, to raczej przy rozstrzygniętym, bezpiecznym wyniku. Po to, żeby pokazać, że jest nowa, inna wizja konstrukcji narodowego zespołu. Nie może być to jednak w tej chwili piłkarz, który kandyduje do pierwszej jedenastki czy miana pierwszego czy drugiego zmiennika. Nawet jeśli nadmiaru jakości na pozycji nr 6 za dużego nie ma.


Nie chcę używać mocnych słów, że to lekka kpina z polskich dziennikarzy, ale co młody Ben miał dziś opowiedzieć, skoro nie porozmawiał jeszcze nawet z selekcjonerem kadry, co zresztą szczerze powiedział? Nie spotkał się też ze zbyt dużą grupą kadrowiczów, nie tylko dlatego, że część z nich jeszcze podróżowała. Tak bardzo obawiano się pytań o głośny wywiad Łukasza Olkowicza z Onetu z Łukaszem Skorupskim, iż nie chciano, aby spotkanie z mediami przebiegło tak, jak debiutancka konferencja witająca Czesława Michniewicza? Może na liście akredytowanych dziennikarzy znów pojawiło się nazwisko Szymona Jadczaka?

 

Dmuchać na zimne powinno się zawsze, to prawda, ale temperatura obniżona została zdecydowanie za mocno. Przecież zaczyna się czuć wiosnę. Szkoda, że nie we wszystkich miejscach.


Pomysł, że być może powinno się zaprosić dziś do konferencyjnego stołu Grzegorza Mielcarskiego był trafny z medialnego punktu widzenia. Byłoby z pewnością ciekawiej, dłużej, merytorycznie, tylko że „Greg” jest w reprezentacji prawie tak samo długo – to znaczy krótko – co piłkarz Rakowa. Santos walczył o niego wiele tygodni. PZPN mocno się opierał, więc sytuacja byłaby też niezręczna. Przyjdzie jeszcze na to czas. Ale jeszcze nie teraz. Mielcarskiemu po prostu nie wypada się w tej chwili wypowiadać.


Szkoda, że wiele rzeczy znów jest zamiatanych pod dywan. Nie jestem zwolennikiem nadmiernego grzebania w przeszłości i rozdrapywania ran, ale właśnie w tym momencie można by było załatwić ten temat raz na zawsze. A tak kwestia jest niby odsunięta, ale jednak wciąż nie załatwiona. Grzech będzie zawsze ciążył dopóki się z niego nie wyspowiadasz.


Strach ma wielkie oczy. Być może właśnie oczy „Skorupa”. Choć bardziej właściwie należałoby napisać, że to oczy odwagi. Wielkiego męstwa. Albo bardziej tego, co potrzebne jest nie tylko w sporcie. Trzeba mieć nie tylko oczy, ale przede wszystkim „cojones”. Łukasz je ma. Obyśmy w piątkowy wieczór mogli to powiedzieć także o pozostałych polskich piłkarzach.

Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie