Trener "czerwonej latarni" mówi, jaki jest plan. "Na tabelę popatrzymy później"

Piłka nożna
Trener "czerwonej latarni" mówi, jaki jest plan. "Na tabelę popatrzymy później"
fot. Cyfrasport
Trener "czerwonej latarni" mówi, jaki jest plan. "Na tabelę popatrzymy później"

Chrobry Głogów, w poprzednim sezonie solidny średniak, teraz ostatni zespół w tabeli Fortuna 1 Ligi. Wszystko przez dziurawą obronę i sześć porażek na starcie ligi. Klub już zmienił trenera (Marka Gołębiewskiego na Piotra Plewnię) i teraz czeka na nadejście lepszych dni. – Jestem tu dwa miesiące. W tak krótkim czasie poprawiliśmy grę w defensywie, a teraz pracujemy nad tym, żeby sensowniej grać z przodu. Na tabelę popatrzymy po 34. kolejce – mówi nam Plewnia.

Dariusz Ostafiński, Polsat Sport: Gdzieś przeczytałem, że pan jest specjalistą od ratowania klubów z opresji. Jeśli tak, to idealnie pan trafił.


Piotr Plewnia, trener Chrobrego Głogów: Z tym ratowaniem, to była raczej sugestia dziennikarza. Ja bym nie nazwał siebie specjalistą, lecz raczej trenerem, którzy bierze się w życiu za różne wyzwania. Na razie tak się po prostu złożyło, że biorą mnie tam, gdzie jest trudno. Tak było w Odrze Opole, teraz to samo jest w Chrobrym. W Odrze wyszło dobrze.

 

ZOBACZ TAKŻE: Nie będzie nowego lidera w Tychach. Lechia Gdańsk pewnie pokonała GKS


Pan nie chce, ale to życie wkłada panu buty strażaka.


Życie pisze różne scenariusze, ale ja na to tak nie patrzę. Nie myślę o sobie jako o strażaku. Ja chcę po prostu pracować i rozwijać się jako trener.


To, co udało się panu zrobić w Chrobrym?


Na razie ten czas jest za krótki, żeby to obiektywnie ocenić. Może powiem o liczbach. Po pięciu meczach mieliśmy 4-5 punktów straty do bezpiecznej strefy. Teraz mamy dwa punkty straty. Po pięciu meczach traciliśmy 18 goli, w ośmiu następnych tylko osiem.


Mówi pan po pięciu.


Tak, bo przyszedłem w piątej kolejce, ale na dwa dni przed meczem z Polonią Warszawa. Nie oszukujmy się, w dwa dni nie da się za wiele zrobić. Nie uciekam od tej porażki, ona jest na moim koncie, ale trudno było w czterdzieści godzin cokolwiek odmienić. To tak nie działa. A wracając do oceny, to na taką głębszą analizę będzie można sobie pozwolić po pierwszej rundzie. Przed dwa pierwsze miesiące na pewno udało się poprawić organizację gry w obronie. Poza tym na każdym treningu pracujemy nad ofensywą. Szlifujemy system, w jakim się poruszamy. Chcemy strzelać bramki, bo to idea sportu. Musimy mieć sposób na coś więcej.


Po tych sześciu porażkach mieliście taką ciekawą serię. Wygraną z GKS-em Tychy i Arką Gdynia oraz remis z Wisłą w Krakowie. Nie dało się tego jakoś przedłużyć? Wtedy nie musielibyście szukać.


To ja dopowiem, że owszem seria była dla nas dobra punktowo i robiła wrażenie, bo to jednak były punkty zdobyte na potentatach, ale z drugiej strony to nie było takie granie, o jakim bym marzył. Arka była na plusie, jak idzie o posiadanie piłki, a my wyszliśmy z kontrą i wygraliśmy ten mecz. Na Wiśle to samo.


Jednym słowem, nie mieliście inicjatywy.


Tak. Dopiero trzy nasze ostatnie mecze wyglądały tak, jakbym chciał. Mamy więcej piłki, więcej okazji. Nie ma już tylko niskiej obrony i szukania sposobu na jeden, czy dwa skuteczne wypady. Teraz staramy się kreować, stwarzać sytuacje. To zawsze jest trudne, bo z piłką u nogi gra się gorzej. To operowanie piłką wychodzi nam jednak coraz lepiej, konstruowanie akcji też. Dużo rozmawiamy, tłumaczę chłopakom, że na dłuższą metę liczenie na to, że jedną sytuacją wygra się mecz, nie jest najlepszą filozofią.


Wy jednak na tym patencie zyskaliście siedem punktów.


Zgoda, wygraliśmy z potentatami, bo remis na Wiśle Kraków, dla której każdy mecz jest o trzy punkty, to też jak zwycięstwo, ale będę się upierał, że jednak potrzeba nam czterech, pięciu sytuacji w meczu, żeby odnosić kolejne zwycięstwa. Tamtą serię z Arką, Wisłą i Tychami skwitowałbym stwierdzeniem, że wyniki były lepsze niż gra. Trzeba się z tego cieszyć, bo punktów nam przybyło, ale trzeba ciężko pracować nad poprawą sposobu grania.


Chrobry wydaje się jednak drużyną łatwą do rozszyfrowania, bo mówią o was, że wszystkie piłki są grane na Lebedyńskiego, że jesteście od niego uzależnieni.


Z faktami nie będę dyskutował. Lebedyński strzelił 6 z 11 goli. Znów powiem, że pracujemy nad tym, żeby to zmienić. Teraz szwankuje u nas transportowanie piłki do ofensywy, czy też gra wahadłowych. Jeśli się poprawimy w pewnych elementach, jeśli będziemy dłużej utrzymywać piłkę na połowie przeciwnika, jeśli będziemy umieć szybciej przenieść ciężar gry, w ogóle jak będziemy mieli większe posiadanie piłki, to akcenty się zmienią.


Kiedy to się stanie?


Już są pewne symptomy poprawy. Z Odrą i Motorem jeszcze dużo graliśmy na swoje połowie, jeszcze to posiadanie, zwłaszcza z Motorem, nie było takie, jakbym chciał, ale już z Wisłą Płock dużo było grania na połowie przeciwnika. Wynik trudno ocenić pozytywnie, bo przegraliśmy, ale to jak funkcjonowaliśmy, daje nadzieję. Takie granie przełoży się w dłuższej perspektywie na wyniki i na bramki.


Przez kiepski początek gracie pod presją. Domyślam się, że to się przekłada na psychikę.


Pewnie tak, choć ja bym w tych aspektach nie patrzył. Przez te sześć porażek z rzędu na otwarcie ligi nasza sytuacja jest trudna, ale nie beznadziejna. Wystarczy, że teraz trzy, cztery mecze wygramy i przesuniemy się o sześć pozycji w górę. Wisła Płock rok temu była liderem Ekstraklasy, a potem spadła. Widzew miał fantastyczną jesień, mówiło się o pucharach, a potem klub drżał o utrzymanie.


Czyli nie ma co wyciągać wniosków z tego, że jesteście czerwoną latarnią?


Tabela jest ważna, ale po 34. kolejce. Zresztą patrzę na zawodników i nie zauważyłem, żeby ktoś miał spuszczoną głowę. W pewnym sensie już się podnieśliśmy, bo choć dwa ostatnie mecze przegraliśmy, to nie wyglądały one tak, że ktoś nas bił i pytał ile jeszcze. To było 0:1, 1:2, więc nikłe porażki. W Płocku była nawet szansa na więcej. Nie wyszło, ale ja wierzę, że ciężka praca w końcu przyniesie efekty.


Pewnym plusem jest to, że do bezpiecznego miejsca tracicie tylko dwa punkty.


Tak, to prawda. I każdy najbliższy mecz może nam dać odbicie. Trzeba się jednak dobrze przygotować, bo teraz gramy ze Zniczem, który myśli o tym samym. Robimy jednak swoje, a na tabelę popatrzymy później. Wiem jedno, 40 punktów na koniec da nam pewne utrzymanie. 35-37 też, choć w tym przypadku zależy, jak to się poukłada.

Dariusz Ostafiński/Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie