Błaszczykowski skomentował kadrę Probierza! „Tylko teoretycznie jest to to samo”

Piłka nożna
Błaszczykowski skomentował kadrę Probierza! „Tylko teoretycznie jest to to samo”
PAP
Robert Lewandowski i Jakub Błaszczykowski podczas czerwcowego meczu z Niemcami, którym Kuba żegnał się z występami w "Biało-Czerwonych"

- Umiejętności naszej drużynie na pewno nie brakuje. Musi nabrać doświadczenia. Gra w reprezentacji a gra w klubie, to teoretycznie to samo – boiska, piłka, zasady są te same, ale odpowiedzialność i presją są zupełnie inne. Ja nie zamierzam się wpisywać w krytykę tego zespołu, czy mówić, że za moich czasów to było tak, a nie inaczej. Absolutnie nie. Nie zamierzam się też wymądrzać. Życzę kolegom jak najlepiej – powiedział Polsatowi Sport Jakub Błaszczykowski.

Michał Białoński, Polsat Sport: Z Czechami, czy wcześniej z Czechosłowacją, graliśmy aż 27 razy, ale w meczu o punkty odnieśliśmy tylko jedno, jedyne zwycięstwo. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jak niewygodny jest to rywal. Akurat w zwycięstwie 2:1 z października 2008 r., w ramach eliminacji MŚ, odegrałeś niebagatelną rolę. Jak wspominasz ten mecz?

 

ZOBACZ TAKŻE: Przyszłość Lewandowskiego pod znakiem zapytania? "Pozostało mu niewiele czasu"

 

Jakub Błaszczykowski, 109-krotny reprezentant Polski: Dokładnie go pamiętam. To było stosunkowo niedługo po nieudanych dla nas mistrzostwach Europy. Pamiętam, że zgrupowanie mieliśmy w Tychach, w hotelu „Piramida”. Jak zawsze, na wypełnionym po brzegi starym Stadionie Śląskim, była świetna atmosfera. Dało się ją odczuć, ona powodowała, że był to kolejny wyjątkowy mecz za kadencji Leo Beenhakkera.

 

Ale też to zwycięstwo nie przyszło łatwo.

 

Z samego przebiegu meczu pamiętam, że przy bramce na 1:0 troszeczkę się poprzepychałem, wywalczyłem piłkę, zastawiłem ją i zagrałem do „Brozia” (Pawła Brożka – przyp. red.), a on trafił do siatki zza „szesnastki”. Później, w drugiej połowie, od Rogera Guerreiro dostałem podanie i zaatakowałem z prawej strony. Wbiegłem w pole karne i strzeliłem bramkę tak zwaną wcinką nad Petrem Czechem.

 

Później Czesi zdobyli kontaktową bramkę i w końcówce meczu dochodzili do głosu, mieli swoje sytuacje. W mojej opinii, mecz był wyrównany. Wygraliśmy, bo byliśmy po prostu bardziej skuteczni.

 

Czyli twoje zgranie z Pawłem Brożkiem z Wisły Kraków przyniosło dobre owoce. Gol na 1:0 to była typowa kontra, w trakcie której wymieniliście cztery podania, a ty wygrałeś trzy pojedynki z rywalami.

 

To prawda, z Pawłem graliśmy, można powiedzieć, w ciemno. Ja zawsze wiedziałem, kiedy oddać mu piłkę, a on czuł, kiedy ma do niej wystartować. To się działo niemal automatycznie. Paweł wykorzystał fakt, że miał pozycję strzelecką, strzelał zza pola karnego, ale uderzył bardzo dobrze. Petr Czech nie sięgnął piłki.

 

Trzeba powiedzieć, że nie brakowało wam w składzie piłkarzy z charakterem, którzy brali odpowiedzialność za kadrę na siebie, a właśnie na niedostatek takich zawodników utyskujemy współcześnie. Wystarczy wspomnieć: Michała Żewłakowa, Mariusza Lewandowskiego, Marcina Wasilewskiego, Rafała Murawskiego, czy ciebie.

 

Jeśli chodzi o tamtą kadrę, to można powiedzieć, że na boisku, jak i poza nim braliśmy odpowiedzialność na siebie. To oczywiście pół żartem, pół serio. Na pewno to była reprezentacja z mocnymi osobowościami, z silnym charakterem.

 

Po meczu z Czechami byliście liderami grupy, nic nie zapowiadało, że później, po zmianie za sterami PZPN-u, gdy nowe władze zaczęły podważać pozycję Beenhakkera, a on prowadzenie reprezentacji zaczął godzić z dyrektorowaniem w Feyenoordzie, te eliminacje skończą się katastrofę i na mundial pojedzie Słowacja, a nie my.

 

Na pewno chcieliśmy się odegrać za nieudane Euro 2008 i w meczu z Czechami nam się to udało.

 

Przypomnijmy, że przez kontuzję mięśniową opuściłeś zgrupowanie przed ME. Sam chciałeś grać, zapewniałeś, że byłbyś gotów na drugi, a na pewno na trzeci mecz, ale Leo Beenhakker zdecydował cię odesłać.

 

W piłce tak jest często, że po każdym niepowodzeniu chcesz się szybko odegrać, zrewanżować, wygrać kolejny mecz. Każdy z nas po mistrzostwach Europy był rozczarowany i chcieliśmy jak najszybciej się zrehabilitować. W sporcie często tak jest, że porażka może cię nauczyć więcej rzeczy niż samo zwycięstwo. Sumarycznie, akurat w eliminacjach do MŚ 2010 r. nie udało nam się awansować.

 

Czy w hierarchii twoich 109 meczów w barwach narodowych wygrana nad Czechami stoi wysoko? Na równi na przykład z meczem z Rosją na Euro 2012, w którym zdobyłeś wyrównującą bramkę i uratowałeś nam remis, który prolongował nasze szanse na wyjście z grupy, a dodatkowo zepsuł Rosjanom święto, które obchodzili w Warszawie, gdzie doszło do bijatyk?

 

Na pewno starcie z Czechami to był mecz, w którym czułem, że zrobiłem coś więcej niż zazwyczaj. Dołożyłem swoją cegiełkę: strzeliłem drugą bramkę, asystowałem przy pierwszej, czułem się w tym spotkaniu dobrze. To był jeden z lepszych w moim wykonaniu meczów, jeśli miałbym ocenić swoją postawę. Najważniejszą rzeczą jest to, że wygraliśmy – to jest na pewno na pierwszym miejscu. Dodatkowo indywidualnie był to mój jeden z najlepszych występów w reprezentacji.

 

Podczas Euro 2012 Czesi zaleźli nam za skórę, wygrywając we Wrocławiu 1-0 w bezpośrednim starciu o awans. Wyszliście z animuszem, ale w drugiej połowie rywale zachowali chyba więcej sił? Czego wtedy zabrakło?

 

W tamtym spotkaniu mieliśmy swoje sytuacje, których nie wykorzystaliśmy.

 

Tak było faktycznie: dwie Roberta Lewandowskiego, Eugena Polanskiego, czy Sebastiana Boenischa.

 

Nie wykorzystaliśmy żadnej, na domiar złego, straciliśmy bramkę po kontrze, bramkę, której można było zapobiec. Oczekiwania przed tamtym meczem były ogromne – stawką było wyjście z grupy i my też tak to odbieraliśmy. Wynik był rozczarowujący. Podczas rozgrywanych w Polsce mistrzostw Europy chcieliśmy dać radość naszym kibicom. Gdybym miał wymienić jedną rzecz, której zabrakło, to myślę, że przede wszystkim my musieliśmy wygrać, remis nam nic nie dawał. Dlatego graliśmy ofensywnie, ryzykowaliśmy. Zwłaszcza na początku stworzyliśmy kilka sytuacji, ale nie wykorzystaliśmy żadnej, a później nadzialiśmy się na kontrę. Czesi bardzo dobrze się bronili i ciężko nam było cokolwiek zrobić.

 

Jak oceniasz współczesną reprezentację, z którą miałeś okazję pobyć w czerwcu, gdy żegnałeś się z występami w barwach narodowych? Oczywiście w porównaniu do meczu z Niemcami mamy już nowego selekcjonera - Michała Probierza. Jesteśmy w ciężkiej sytuacji, najpewniej skazani na baraże.

 

Trzymam kciuki za chłopaków. Awans w tym momencie to nie jest prosta sprawa. Umiejętności naszej drużynie na pewno nie brakuje. Musi nabrać doświadczenia. Gra w reprezentacji, a gra w klubie, to teoretycznie to samo – boiska, piłka, zasady są te same, ale odpowiedzialność i presją są zupełnie inne. Na pewno nie zamierzam się wpisywać w krytykę tego zespołu, czy mówić, że za moich czasów to było tak, a nie inaczej. Absolutnie nie. Nie zamierzam się wymądrzać. Życzę kolegom jak najlepiej, trzymam kciuki i mam nadzieję, że odniosą jak najlepsze wyniki.

 

Oczywiście, kibice po ostatnich meczach są rozczarowani i rozgoryczeni, ale to jest normalne w takiej sytuacji. Ja też po niepowodzeniach byłem rozczarowany, natomiast wiem, jak to wszystko funkcjonuje. Cóż, przed naszą drużyną jest dużo pracy, aby nabrać pewności siebie i nie bać się popełniania błędów. Bez tego chłopaki nie będą w stanie wyjść na ten wyższy poziom, jaki prezentują niejednokrotnie w klubie. Pokazują tam, że mają spore umiejętności i potrafią grać w piłkę. Jeśli nabiorą pewności siebie, to przełożą to na reprezentację.

Michał Białoński/Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie