Kontrolowana wymiana u mistrza. Prezes Jastrzębskiego Węgla buduje skład na trzecie złoto

Siatkówka
Kontrolowana wymiana u mistrza. Prezes Jastrzębskiego Węgla buduje skład na trzecie złoto
fot. PAP
Kontrolowana wymiana u mistrza. Prezes Jastrzębskiego Węgla buduje skład na trzecie złoto

- Każdy wie, ile znaczył dla nas Gladyr, jaką stabilizację dawał nam w ataku Patry i jaki sezon rozegrał Szymura. Jak takie nazwiska odchodzą, to pewnie wielu powie: osłabienie. Jednak od dwóch, trzech lat mówią i piszą, że Jastrzębski Węgiel się osłabia, a my rośniemy – prezes mistrza Polski Adam Gorol w rozmowie z nami podsumowuje miniony sezon i opowiada o planach na kolejny.

Dariusz Ostafiński: Pan już wie, co stało się w finale Ligi Mistrzów w Stambule?


Adam Gorol, prezes Jastrzębskiego Węgla: Ten mecz nadal siedzi mi w głowie. Fakt jest taki, że to nie był nasz dzień i to nie było dobre spotkanie w naszym wykonaniu. Żałuję, ubolewam, czuję niedosyt. Zwłaszcza, dlatego że nie pokazaliśmy naszej siatkówki. To mnie gryzie, bo gdybyśmy zagrali to, co potrafimy i mimo to przegralibyśmy mecz, to byłoby mi lżej.


Po tym meczu znalazłem taki komentarz, że runął mit PlusLigi jako najmocniejszej ligi siatkarskiej, skoro naszego mistrza ograła czwarta drużyna ligi włoskiej.


Nie zgadzam się z tym. Jeden mecz nie może być podstawą to stawiania takiej tezy. Trzeba oddać włoskiemu Trentino, że było wielkie, ale nie można zapominać, że to było spotkanie z gatunku tych, co im wychodziło wszystko, a nam niewiele, prawie nic. Oni się spięli na wyżyny, żeby nie przegrać wszystkiego. Pamiętajmy też jednak, że mieli czym uderzyć. Liga im nie wyszła, ale z powodu kontuzji i perturbacji ze składem. Należy im się szacunek za finał Ligi Mistrzów, ale naszej ligi nie można degradować.


Tak sobie myślę, że zawodników Jastrzębskiego Węgla chyba uśpiło to czwarte miejsce Trentino w lidze i słowa ekspertów, ten finał powinni wygrać w cuglach.


Na pewno było dla nas dużym zaskoczeniem to, że oni postawili nam tak trudne warunki. Zwłaszcza po tym, jak przegrali ligę. Z drugiej strony należało się liczyć z taką ewentualnością, że tak to może wyglądać. Oni mają gwiazdy, a my mieliśmy niewiele czasu na to, by się zregenerować psychicznie i mentalnie po półfinałach i finale Plus Ligi.


Kończąc temat finału Ligi Mistrzów, chyba można mówić o klątwie. Rok temu rozbiliście ZAKSĘ w finale ligi, a oni wam oddali z nawiązką w finale Ligi Mistrzów. Teraz rywal inny, ale okoliczności bliźniaczo podobne.


Klątwa? Może coś w tym jest. Faktycznie, to drugi finał Ligi Mistrzów z rzędu, gdzie w nas upatrywano faworyta, a skończyło się, jak się skończyło.


Z Jastrzębskiego Węgla odchodzą zawodnicy. To rozbiór, czy kontrolowana wymiana?


Ładnego sformułowania pan użył. Wiadomo, że każdą sytuację można ocenić na dwoje, ale to jest kontrolowana wymiana. Choć pewnie nie wszyscy w to uwierzą, bo każdy wie ile znaczył dla nas Gladyr, jaką stabilizację dawał nam w ataku Patry i jaki sezon rozegrał Szymura. Jak takie nazwiska odchodzą, to pewnie wielu powie: osłabienie. Jednak od dwóch, trzech lat mówią i piszą, że Jastrzębski Węgiel się osłabia, a my rośniemy. Cztery razy z rzędu zagraliśmy w finale Plus Ligi, dwa razy w finale Ligi Mistrzów. Wierzę, że z nowym składem będziemy dobrą passę kontynuować.


Szkielet został.


Tak można powiedzieć. Trener Mendez i czwórka Toniutti, Fornal, Huber, Popiwczak to jest ten nasz szkielet, który zostanie uzupełniony o inne dobre nazwiska. Przed rokiem to zrobiliśmy, teraz też się uda.


A został w kadrze ktoś, kogo możecie wyciągnąć niczym królika z kapelusza. Rok temu daliście szansę Szymurze. Czy teraz macie kogoś, kto mógłby pójść w jego ślady?


Rafał Szymura, zanim dostał szansę, był trzecim przyjmującym. Sprawdził się jednak jako zawodnik podstawowego składu i z tego się cieszymy. Nie chciałbym używać nazwisk, ale myślę, że wspólnie z trenerem Marcelo dobraliśmy takich zawodników, z którymi powalczymy o wysokie cele.


Łukasz Kaczmarek, Luciano Vicentin, Anton Brehme, te nazwiska padają w kontekście wzmocnień Jastrzębskiego Węgla.


Za szybko, żeby cokolwiek potwierdzać. Zapewniam jednak, że dojdą do nas mocne nazwiska.


Pan w jednym z wywiadów skarżył się, że giełda transferowa jest coraz trudniejsza. Na czym to polega?


Giełda jest wymagająca pod wieloma względami. Chodzi o kryteria sportowe i finansowe. Trzeba dobrać ludzi tak, żeby pasowali do siebie pod względem charakterologicznym. I to zarówno tych podstawowych, jak i tych z ławki. Ci drudzy muszą się też na swoją rolę zgodzić. W takiej drużynie musi być jednak atmosfera, dlatego wszystko musi być jasno ustalone i nie może być żadnych wątpliwości co do tego, kto jaką rolę ma pełnić. Kryteria finansowe, to już szerszy temat. Jest duże poruszenie na giełdzie, bo aż trzy drużyny mają za rok spaść. Jest więc walka na noże między klubami, bo nikt nie chce wylądować w strefie spadkowej.


To, jak się domyślam, wywindowało ceny za zawodników. Każdy przepłaca, żeby zbudować skład, który zapewni mu utrzymanie.


Stawki faktycznie poszły przez to w górę. Jednak nie tylko z tego powodu. Pamiętajmy o konkurencji ze strony klubów ligi włoskiej czy tureckiej, gdzie niektórzy mają budżety większe od naszych. Skala trudności w budowie zespołu jest naprawdę duża. Mogę przyznać, że nam nie było łatwo.


O ile procent wzrosły wydatki na drużynę, jak się weźmie pod uwagę kilka ostatnich lat?


To rośnie w szybkim tempie z roku na rok. W skali dwóch, trzech lat te wydatki wzrosły o dziesiątki procent. To są znaczące sumy. To się jednak przekłada na sukcesy. Polskie kluby liczą się w Europie, nasza reprezentacja odnosi sukcesy. Wiele lat pracowaliśmy na to, żeby tak było, więc pod tym względem nie ma co narzekać. Przez lata zapracowaliśmy na silną ligę i kadrę.


Mówią, że Jastrzębski Węgiel staje się drugą ZAKSĄ z najlepszych lat, czyli mocna szóstka i krótka ławka.


Ja tej analogii nie widzę. Budując skład nigdy nie wzorowałem się na ZAKSIE. Podglądałem najlepszych, ale zawsze przyświecała mi myśl, żeby stworzyć taki skład, z którym będziemy mogli sięgnąć po wszystko. Teraz jest tak samo.


Cel na przyszły sezon jest w przypadku Jastrzębskiego Węgla dość oczywisty.


To prawda. Nawet nie ma sensu o tym mówić. Jak się dwa razy z rzędu wygrało ligę, to trzeba to powtórzyć. Będąc mistrzem, nie można mówić inaczej. Łatwo jednak nie będzie, bo ten rok pokazał, że czołowe zespoły rosną w siłę. Dlatego powiem, że gramy o mistrza, ale każdy medal będzie sukcesem.


Jakbyście jednak wygrali ligę po raz trzeci, to byłoby coś wielkiego. Kiedy inni mają w głowie tylko „bij mistrza”, to obrona tytułu jest sukcesem, a trzeci tytuł z rzędu, to już megahit.


Rozumiem, o czym pan mówi, bo my zaliczyliśmy cztery finały z rzędu. W ostatnich latach generalnie stworzyliśmy fajną historię rywalizacji z ZAKSĄ. Najpierw strąciliśmy ją z tronu w 2021 roku, potem oni strącili nas w następnym roku, by po roku znowu wrócić na tron. Napędzaliśmy się, liga zyskała koloryt. Teraz chcemy udowodnić, że to miejsce na topie nadal nam się należy. Inni jednak zdecydowanie nie odpuszczą. Sukces od porażki dzieli cienka linia. Już w tym roku niewiele brakowało, a mogło być inaczej, bo Warta Zawiercie i Resovia mocno się postawiły.


Rozumiem jednak, że te nowe, mocne nazwiska mają pomóc w tym, żeby Jastrzębski Węgiel zdobył złoto po raz trzeci. Kiedy poznamy pierwszego z nowych zawodników?


W związku z tym, że kontrakty obowiązują u nas do 31 maja, oficjalna prezentacja nazwisk nowych zawodników będzie możliwa po tej dacie. Do tego należy uwzględnić jeszcze terminy kontraktowe siatkarzy przychodzących do Jastrzębskiego Węgla z ich dotychczasowym pracodawcą, które też są różne. Zatem zalecam w tej kwestii jeszcze trochę cierpliwości.

 

Dariusz Ostafiński/Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie