Polscy piłkarze w ósemce najlepszych w Europie

Piłka nożna
Polscy piłkarze w ósemce najlepszych w Europie
fot. Cyfrasport
Polscy piłkarze w ósemce najlepszych w Europie

Tyle że dla rocznika 2007 to plan minimum, biorąc pod uwagę i potencjał grupy, i szczęście, jakie im towarzyszy. O tym, czy naprawdę należymy do śmietanki mistrzostw Europy w kategorii do lat 17, przekona nas ćwierćfinałowe starcie z Portugalią.

- Rozegraliśmy bardzo dobre spotkanie ze Słowakami, gdzie wygraliśmy aż 4:0. Wcześniej, mimo porażki 0:2, był naprawdę niezły mecz z Włochami. Był też mecz ze Szwecją, zremisowany 2:2, który nie był obrazem, jaki chcielibyśmy widzieć w kategoriach młodzieżowych – mówi bez ogródek Maciej Mateńko, wiceprezes PZPN ds. szkolenia.

 

ZOBACZ TAKŻE: Znamy szeroką kadrę piłkarskiej reprezentacji Polski na mistrzostwa Europy

 

Jak się jednak okazało, to właśnie mecz ze Szwedami był najważniejszy dla losów biało-czerwonych w tym turnieju. Choć był absolutnym zaprzeczeniem filozofii, jaką głosi wydział szkolenia PZPN, gdyby nie ten remis, choć rywal już do przerwy powinien prowadzić przynajmniej trzema golami, Polacy już po fazie grupowej znaleźliby się poza turniejem. Szczęście, jakie bezwzględnie towarzyszy tej drużynie, to także wzorowa postawa Włochów, którzy mając zapewniony awans z pierwszego miejsca w grupie, bardzo poważnie postawili się Szwedom i wygrali z nimi 2:1, choć do 76 minuty przegrywali 0:1.

 

Ale w przypadku reprezentacji Polski do lat 17 niesprawiedliwością byłoby sprowadzać sprawę do szczęścia. To nadzwyczajnie utalentowany rocznik, niektórzy mówią o najlepszej generacji od dziesięcioleci, choć potwierdzeniem tej tezy będzie dopiero liczba graczy wchodzących na wyższy reprezentacyjny poziom. Należy jednak założyć, że będzie ich wielu, PZPN z dyrektorem sportowym Marcinem Dorną na czele dba o to, by chłopcy, którzy zaczęli "kształcenie" już w pierwszych akcjach szkoleniowych (13-14 lat), w jak największej liczbie przechodzili aż do seniorskiej drużyny. Po pierwsze, to dobre dla samych zawodników, bo od małego wiedzą, jak smakuje reprezentacyjny chleb, po drugie, jest to jeden z wymiernych wskaźników oceny pracy federacji, jeśli chodzi o skauting i skuteczność wprowadzonych programów. Ci, którzy grają w obecnym Euro na Cyprze, w znakomitej większości zostali wybrani przez trenera Rafała Lasockiego już przed trzema laty, więc na razie plan sprawdza się w 100 proc.

 

To zresztą filozofia pracy tego selekcjonera, w oficjalnych publikacjach PZPN przyznawał przed turniejem, że raczej nie ma możliwości, by na ostatnią chwilę wskoczył ktoś do pociągu, który on prowadzi. Inna sprawa, że nie każdy nadaje się na jego pasażera – czy w sztabie, czy to pośród zawodników. Bezwzględna dyscyplina, zakaz przejawów jakiejkolwiek niesubordynacji, poświęcenie strategii drużyny nad kreację własną – to jedne z fundamentów tej ekipie. Jak widać, słuszna to droga i przynosząca skutek, choć czasami wymagająca upuszczenia niepotrzebnych emocji i nerwów.

 

Wróćmy jednak do samych mistrzostw. Jak w każdym turnieju sportowym, nie tylko piłkarskim, są wzloty i upadki. Są bohaterowi i ci, którym idzie nieco gorzej. Największym wygranym turnieju jest na razie rok młodszy od całej grupy Oskar Pietuszewski z Jagiellonii Białystok. 16-latek dwukrotnie był podstawowym zawodnikiem, raz zmiennikiem, ale za każdym razem błyszczał tak, że obecni na trybunach skauci zapisywali i powtarzali niełatwe z perspektywy kogoś spoza Polski nazwisko. Drugim bohaterem jest bramkarz Mateusz Jeleń z Górnika Zabrze, który przez ostatnie miesiące był pewniakiem, ale niespodziewanie oddał miejsce Mateuszowi Pruchniewskiemu z Lecha Poznań. To Jeleń wykazał się nieprawdopodobną interwencją w końcówce meczu ze Szwedami, gdzie rywal miał doskonałą sytuację na 3:2. Wyraz temu dał zresztą sam selekcjoner, który po pierwszym spotkaniu dokonał rewolucji w składzie (pięć zmian), a później na drugi mecz tę rewolucję odwołał, wracając na ławkę wszystkich nowych poza Jeleniem właśnie. Wreszcie trzeci bohater to Mateusz Dziewiatowski, defensywny pomocnik z Zagłębia Lubin. Nie miał łatwo, gra na kluczowej pozycji na początku turnieju powodowała u niego ciut nerwowości, nie pomogły mu też bardzo surowe uwagi z ławki, ale nie poddał się temu i wyrasta – a właściwie potwierdza – że nie ma bez niego kadry rocznika 2007.

 

Mecz ze Słowakami, choć byli oni zdecydowanie najsłabszym zespołem grupy, może mieć podwójne znaczenie. Nie tylko przyczynił się do awansu, ale też otworzył być może niebywały potencjał, jaki tkwi w tej drużynie. Mówi o tym na łamach tygodnika "Piłka Nożna" Marek Wasiluk z młodzieżowych grup Jagiellonii oraz komentator meczów młodzieżowych reprezentacji Polski, który uważa, że troska o wynik nie powinna dawać fragmentów, jakie naszej drużynie nie przystoją, a były scenariuszem starcia ze Szwecją.

 

- Wolałbym, żeby wyniki były wypadkową dobrej, kreatywnej gry, a nie odwrotnie. By rezultaty nie stały się podstawą do rozliczeń, czy był to turniej udany, czy nie. Zdaję sobie sprawę, jak wielki potencjał drzemie w naszej drużynie. Mam wrażenie, że nie został on jeszcze do końca uwolniony, na pewno to nie jest pełnia możliwości. Umiejętności techniczne obecnego zespołu są bardzo zbliżone do tego sprzed roku, ale nie są jeszcze szczególnie eksponowane. Stać nas na więcej, zwłaszcza na poziomie piłkarskim można dorzucić więcej – mówi Wasiluk.

 

Ten potencjał już do końca powinien zostać uwolniony w czwartkowym ćwierćfinale z Portugalią. To zespół, który wyszedł z tzw. grupy śmierci po wygranej z Hiszpanią 2:1, Anglią 4:1 i porażką z Francją 1:2. W stawce tej tylko Hiszpania nie zdobyła punktu (przyjechała oczywiście bez Lamine Yamala i Paua Cubarsiego), reszta zdobyła równo po sześć punktów. To będzie weryfikacja, czy nasz rocznik 2007 jest rzeczywiście tak utalentowany. I nie chodzi o sam wynik, chodzi o to, by zaprezentował grę, jaką niosą na sztandarach odpowiedzialni za polskie szkolenie wiceprezes Mateńko i dyrektor Dorna. Można wygrać, przegrać, zremisować – jak mawiał nieodżałowany trener Kazimierz Górski – ale w tym wszystkim trzeba mieć jednak styl, o którym od lat się mówi i dla potrzeb tego stylu dobiera zawodników.

 

Rocznik 2007 jest bardzo silny i aż trudno wyobrazić sobie, jaki byłby np. z Adrianem Przyborkiem. PZPN nie dogadał się z Pogonią Szczecin w sprawie jego zwolnienia na turniej, on sam z poczuciem rozczarowania opuszczał eliminacje do Euro, m.in. dlatego, że pierwsze spotkanie zaczynał na ławce. A to przecież ekstraklasowicz pełną gębą, który ma doświadczeń więcej niż wszyscy koledzy razem wzięci. Nie ma też obdarzonego chyba największym potencjałem Cypriana Popielca z Zagłębia, który tuż przed turniejem zerwał więzadła krzyżowe w kolanie.

 

Nie rozpamiętując tych strat kadrowych, mecz z Portugalczykami na Euro jest tym samym dla rocznika 2007, czym było półfinałowe starcie mistrzostw dla starszych kolegów z Niemcami, którzy wywalczyli trofeum, a później zgarnęli jeszcze mistrzostwo świata. Biało-czerwoni ulegli wówczas 3:5, ale tamto spotkanie przeszło do annałów polskiej piłki młodzieżowej. Nikt nie kalkulował, nikt nie myślał o wybijaniu piłki przed siebie za plecy obrońców, nikt nie zastanawiał się, czy rywal jest mocny, czy nie. Tego samego powinniśmy oczekiwać i teraz, o czym mówi w rozmowie z nami wiceprezes Mateńko. – Ze Słowacją zagraliśmy tak, jak chcemy grać. Po raz drugi z rzędu jesteśmy w ósemce najlepszych drużyn Europy – cieszy się prezes Mateńko.

 

To teraz czas na kolejny krok; niech Polacy przekonają, że należą do wąskiej czołówki kontynentu. Nawet jeśli nie awansując, to prezentując grę, która idzie w zgodzie z głoszoną przez federację filozofią.

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie