Legenda wskazała mocną diagnozę! "Nasz sport jest w zapaści. Inwestujmy w dzieci”

Michał BiałońskiInne

W życiu najważniejsze są wybory. Gdy lekarze zdiagnozowali u niego wadę kręgosłupa, mama zaprowadziła go do ówczesnej SP 54 w Warszawie, kuźni wioślarskich talentów. I to odmieniło jego los. – Nasz sport jest w zapaści. Przy okazji starań o IO 2040 musimy zainwestować w szerokie szkolenie dzieci - powiedział nam dwukrotny mistrz olimpijski i dwukrotny mistrz świata Robert Sycz.

Mężczyzna przemawia, obok niego kobieta w stroju sportowym, na tle tablicy z napisem "TOKIO 2020 Polska" i zdjęciami sportowców.
PAP
Iga Świątek i Robert Sycz podczas uroczystości wręczania nominacji i składania ślubowania przez członków reprezentacji Polski na Igrzyska Olimpijskie w Tokio, w Centrum Olimpijskim w Warszawie

Robert Sycz o planach organizacji IO 2040 w Polsce

Michał Białoński, Polsat Sport: Jako trzykrotny uczestnik IO i dwukrotny mistrz olimpijski, jak pan się zapatruje na ideę organizacji igrzysk w Polsce w 2040 r.? Czy największa impreza sportowa na świecie może być kołem zamachowym dla naszej gospodarki, a przede wszystkim okazją do podniesienia roli sportu w społeczeństwie, a co za tym idzie, poprawy sprawności i zdrowotności Polaków? Czy może uważa pan, jako państwo nadal rozwijające się porywamy się z motyką na słońce?

 

Robert Sycz, trzykrotny olimpijczyk, dwukrotny mistrz olimpijski w wioślarstwie: Generalnie idea jest słuszna. Od wielu lat jest odgrzewana, że tak się wyrażę. Odkąd pamiętam, to takie pomysły się rodziły. Najpierw dotyczące igrzysk zimowych, a ostatnio letnich. Niezaprzeczalnie powracanie do tego tematu powoduje, że się trochę więcej mówi o sporcie, a to jest z pewnością pozytywne. Chociażby dlatego, że trochę więcej ludzi jest się w stanie zainteresować sportem.

 

Dodatkowo jak najbardziej trzeba próbować rozwijać naszą infrastrukturę sportową. W porównaniu do takich państwa jak Niemcy czy Holandia jesteśmy bardzo daleko w tyle.

 

Natomiast, mówiąc, obiektywnie czy te igrzyska w Polsce wyjdą? Dla mnie jest to duży znak zapytania.

 

ZOBACZ TAKŻE: Wielka szansa dla całej Polski! Legenda stawia warunek! "Wtedy ruszymy z kopyta!”

Robert Sycz: Rodzice nie czują kultury sportu

Ministerstwo Sportu i Turystyki, Robert Korzeniowski, czy Maja Włoszczowska, która jest jedynym reprezentantem naszego kraju w MKOl-u, wskazują na fakt, że starania o IO to nie tylko próba przeprowadzenia największej imprezy sportowej świata, ale też podniesienie kondycji zdrowotnej społeczeństwa poprzez sport, uświadomienie roli sportu, bo u nas ciężko oderwać ludzi od innych rozrywek, by nakłonić ich do regularnej aktywności sportowej. Nasze dzieci obrastają tkanką tłuszczową, ich sprawność alarmująco spada. Pan jest idealnym przykładem na potwierdzenie hasła: „Sport to zdrowie”. Przecież mama zapisała pana do klubu wioślarskiego, po tym jak lekarz zdiagnozował u pana skrzywienie kręgosłupa. I sport odmienił pańskie życie.

 

Absolutnie idea jest bardzo słuszna. Mam trójkę dzieci i tylko jedno moje dziecko, córka, uprawiała sport. Ale teraz, ze względów zdrowotnych, zaprzestała. Natomiast najbardziej przerażająca jest to, że istniej tyle rzeczy, które młodzież i dzieci odciągają od sportu, że można się złapać za głowę. Łącznie z rodzicami, którzy też nie czują kultury sportu. W Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych kultura sportu jest na wysokim poziomie. Tam wszyscy uprawiają jakieś dyscypliny sportu. Większość nie wyczynowo, tylko dla siebie, dla większej zdrowotności.

 

U nas tego nie ma, u nas rządzi potęga internetu. To niestety, z roku na rok coraz bardziej, zabija sport. Dzieciaki wolą spędzać czas z telefonami w dłoni, czy przed różnymi konsolami, wolą grać na komputerach. Ja wiem, że to można też tłumaczyć w ten sposób, że istnieje e-sport, ale umówmy się, to jest w ogóle inny stan ducha i umysłu niż przy prawdziwym sporcie.

 

Dlatego uważam, że jak najbardziej powrót do tego, co było jeszcze w latach 80. XX wieku, gdzie lekcje wf-u można było przeprowadzać na korytarzu, nie trzeba było mieć super obiektów, jest jak najbardziej wskazany i ten aspekt inicjatywy pod nazwą organizacja IO 2040 w Polsce, aspekt rozwoju sportu szeroko pojętego, powszechnego jest jak najbardziej pozytywny.

Robert Sycz: Do organizacji IO trzeba podchodzić zdroworozsądkowo

Jako uczestnik trzech IO: Atlanta, Sidney, Ateny, co by pan doradził organizatorom igrzysk w Polsce? Jakie wzorce należy zaczerpnąć, a jakich błędów unikać? Robert Korzeniowski przypomniał, że igrzyska w Grecji kojarzą się z białymi słoniami, z uwagi na to, że większość obiektów po IO niszczeje i nie była regularnie wykorzystywana. Ateny nie miały chyba dobrego planu na to, co będzie po IO?

 

Ciężko powiedzieć, każde z tych igrzysk były inne. Fakt, że obiekty z Aten odeszły już w zapomnienie, to jest dość przykra sprawa. Tak też jest z torem wioślarskim. Po IO nie odbyły się na nim już żadne regaty wioślarskie. Wiem, że tam czasami trenuje na zgrupowaniach reprezentacja Grecji, ale przez minionych 21 lat żadne zawody się tam nie odbyły. To jest przykre, bo takie obiekty powinny być jak najbardziej wykorzystywane.

 

Czyli bardziej by pana przekonywała taka idea igrzyska, jak Paryż czy Londyn, gdzie większość obiektów było tymczasowych? W Londynie, po zakończeniu IO, hala koszykarska została zdemontowana i przewieziona do Rio de Janerio, na kolejne IO. I państwo nie musi ponosić gigantycznych wydatków na utrzymanie infrastruktury.

 

Zdecydowanie jest to lepsze rozwiązanie. Szkoda obiektów, żeby po IO niszczały, czy były przebudowywane na jakieś targowiska itp. Moim zdaniem, do organizacji tak dużej imprezy trzeba podchodzić zdroworozsądkowo i to w każdym aspekcie. Jeśli te obiekty nie będą się dalej przydawały, to zróbmy tak, żeby możne je było po zawodach rozebrać i przenieść w inne miejsce.

 

Jak się pan zapatruje na pomysł Ministerstwa Sportu, które przy okazji starań o IO postanowiło zbudować strategię rozwoju wszystkich dyscyplin na 14 lat. Igrzyska nie mają być celem samym w sobie, tylko ukoronowaniem budowania sportu od podstaw w naszym kraju. Dzięki czemu podniesiemy zdrowotność społeczeństwa, a przy okazji wychowamy przyszłych medalistów olimpijskich. Taki efekt osiągnęła Wielka Brytania podczas IO 2012, czy 2016, podobnie było z Francją podczas ubiegłorocznego Paryża.

 

Według mnie, ta koncepcja jest bardzo słuszna, bo nasz sport jest w zapaści i zamiast inwestować wyłącznie w zawodników wyczynowych, trzeba inwestować w szkolenie dzieci i młodzieży. Oczywiście w dzisiejszą elitę sportowców również trzeba inwestować, bo ona zdobywa medale i miejsca punktowane na MŚ czy IO. Natomiast przede wszystkim musimy zwiększyć inwestycje w dół piramidy szkoleniowej, w dzieci. Szkolić bardzo szeroko. Pamiętam, gdy byłem dzieciakiem, to trenerzy zawsze powtarzali, że ze stu, albo dwustu uprawiających profesjonalnie sport będzie jeden mistrz olimpijski.  W myśl tego trzeba iść szeroko. Coś z tego na pewno zostanie, wyjdzie jakiś wybitny zawodnik w jednej, czy to drugiej dyscyplinie.

 

Stawianie tylko i wyłącznie na dofinansowanie profesjonalizmu nie przynosi efektów takich, jakie byśmy chcieli, więc ta koncepcja ministerstwa jak najbardziej mi się podoba, jak najbardziej ją popieram.

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie