Bitwa płci rozstrzygnięta! W starciu Sabalenka - Kyrgios wystarczyły dwa sety
Australijski tenisista Nick Kyrgios pokonał Arynę Sabalenkę 6:3, 6:3 w pokazowym meczu, rozegranym w Dubaju.

Spotkanie było zapowiadane jako kontynuacja "Bitwy płci", czyli pojedynków z 1973 roku, w którym najpierw z Bobbym Riggsem zmierzyła się Margaret Court, a następnie Billie Jean King pokonała tego samego tenisistę 6:4, 6:3, 6:3. Widowisko oglądało wówczas w Stanach Zjednoczonych ponad 50 milionów ludzi. W Dubaju odczuwalna była jednak wyraźnie aura meczu towarzyskiego: było mnóstwo uśmiechów, wymiany uprzejmości, a Białorusinka odtańczyła nawet w przerwie między wymianami piłki "Macarenę".
ZOBACZ TAKŻE: Oto mama Aryny Sabalenki. Podobne? (ZDJĘCIA)
Sama Aryna Sabalenka żartowała przed meczem, że "skopanie tyłka" Nickowi Kyrgiosowi byłoby ważnym wydarzeniem dla kobiecego tenisa, zaś porażka z - było nie było - mężczyzną, finalistą wielkoszlemowego Wimbledonu z 2022 roku oraz triumfatorem Australian Open 2022 w grze podwójnej, żadnej ujmy jej nie przyniesie. Nawet jeśli Australijczyk od dłuższego czasu boryka się z problemami zdrowotnymi i nie rozegrał oficjalnego pojedynku w Tourze od marca 2025 roku.

Pojedynek organizowany był według zasad specjalnie skrojonych pod to starcie. Organizatorzy, powołując się na badania, że kobiety poruszają się na korcie średnio o 9 procent wolniej od mężczyzn, postanowili zmniejszyć o 9 procent połowę kortu, na której grała Białorusinka, oboje sportowcy mogli skorzystać tylko z pierwszego serwisu, a spotkanie toczono do dwóch wygranych setów. Jeśli miałoby dojść do decydującego tie-breaka w trzeciej partii, miał on być grany do 10 punktów.
Pierwszy set rozpoczął się, dość niespodziewanie, od punktu dla Sabalenki. Po Kyrgiosie widać było, że musi "wstrzelić się" w mniejszą powierzchnię kortu po drugiej stronie siatki, ale w drugim gemie, gdy Australijczyk złapał odpowiedni rytm, to on z łatwością - i momentami nonszalanckim uśmiechem na twarzy - zapunktował. Co ciekawe, przepis, który miał wyrównać szanse Białorusinki, w trzecim gemie stał się jej zmorą. Mowa o tym, że obojgu gwiazdom przysługiwał tylko pierwszy serwis, zaś każda pomyłka skutkowała punktem dla rywala. Liderka światowego rankingu postanowiła ryzykować, ale dwukrotnie zepsuła swoje podanie, dając łatwe punkty swojemu przeciwnikowi i ta część pierwszej partii zakończył się przełamaniem do zera na korzyść Kyrgiosa. Tenisistka z Mińska zaskoczyła jednak sportowca z Canberry, wykorzystując drugiego break pointa i notując przełamanie powrotne. W tym secie mieliśmy zresztą prawdziwy festiwal przełamań, gdyż w trzech kolejnych gemach również nie był w stanie zapunktować aktualnie serwujący. Udało się to dopiero Kyrgiosowi, który w ósmym gemie wygrał do zera, podwyższając prowadzenie w secie na 5:3. Po chwili Australijczyk po raz czwarty przełamał Białorusinkę, wygrywając pierwszą partię 6:3.
W drugim secie to Sabalenka zyskała przewagę. Pierwsza rakieta świata nie tylko wygrywała przy swoim serwisie, ale i zdołała przełamać rywala, wychodząc na prowadzenie 3:1. To było jednak wszystko, na co tego dnia Kyrgios pozwolił swojej rywalce. Zawodnik z Canberry wygrał pięć kolejnych gemów, dwukrotnie przełamując Białorusinkę i to on został zwycięzcą "Bitwy płci".
Bitwa płci - mecz pokazowy w Dubaju
Aryna Sabalenka - Nick Kyrgios 3:6, 3:6.

