Wisła Kraków jest okradana?! Prezes Królewski mówi wprost! "Pewnego rodzaju paserstwo"
- Ostatnio moja mama zdecydowała się kupić coś w sklepie Wisły i kupiła w sklepie TS-u, myśląc, że dokłada się do spółki piłkarskiej. Takich ludzi jest sporo. To pewnego rodzaju paserstwo i nie ukrywajmy, że tak to funkcjonuje. Ja rozumiem, że TS potrzebuje środków, ale być może lepsze byłoby uznanie, że Wisła ma płacić TS-owi za historię – powiedział nam Jarosław Królewski.

Michał Białoński, Polsat Sport: W grudniu obrywaliście po głowie za zamieszanie w pionie szkoleniowym sekcji młodzieżowych stowarzyszenia TS Wisła. Kibice w Polsce nie rozróżniają dwóch klubów o tej samej nazwie, z których jeden jest stowarzyszeniem, a drugi spółką akcyjną. Czy sprawy nie uporządkowałoby takie rozwiązanie, że cała piłka nożna, również ta młodzieżowa, jest pod szyldem TS Wisła SSA?
Jarosław Królewski, prezes i właściciel Wisły: Na pewno. Tego dnia, gdy pojawiła się ta informacja, to głównie ja odbierałem telefony od sponsorów, od różnych partnerów biznesowych, w tym nowych, z którymi rozmawiamy. Takie newsy indeksują się w Google i innych wyszukiwarkach w taki, a nie inny sposób. Dostało nam się bardzo mocno, dostało się głównie spółce piłkarskiej. Dla nas to jest dużo głębszy problem, ale to ostatnie wydarzenie dało mi sporo do myślenia. Być może trzeba również ten sport młodzieżowy uporządkować. Dogmatycznie było tak ustawione, że piłkę przejmuje spółka akcyjna Wisła, natomiast pozostałe sekcje są w stowarzyszeniu TS Wisła. Natomiast od paru lat widzimy, że coraz bardziej się to przenika i jest dla ludzi coraz bardziej mylące.
ZOBACZ TAKŻE: Prezes Królewski zrobił eksperyment w Wiśle! "Trzeba by się pozbyć całej jedenastki!"
Nie ma co ukrywać, że musimy coś z tym zrobić, po prostu z tego wyjść. To samo dotyczy handlu pamiątkami. W sklepie internetowym TS Wisła kupują nasi kibice, nawet nie mając świadomości, że to nie jest nasz sklep, a jego oferta jest piłkarska, zresztą coraz bardziej poszerzana, coraz bardziej ofensywnie prezentowana. To nie jest dobre.
W ostatnim czasie moja mama zdecydowała się kupić coś w sklepie Wisły i kupiła w sklepie TS-u, myśląc, że dokłada się do naszej spółki piłkarskiej. Takich ludzi jest naprawdę sporo. Jest to pewnego rodzaju paserstwo i nie ukrywajmy, że tak to funkcjonuje. Ja rozumiem, że TS potrzebuje środków, ale być może lepsze byłoby uznanie, że Wisła ma płacić TS-owi za historię. W obecnej formie rywalizują ze sobą dwa organizmy o tego samego klienta, który może wydać określoną sumę pieniędzy. Te dwa organizmy powinny optymalizować sprzedaż, na przykład poprzez określenie kwoty, za którą sprzedają czapki i inne gadżety. Dzisiaj oferta nie jest spójna. Takich problemów jest coraz więcej. Trzeba je uporządkować, bo my jako spółka, która finansuje główny spor i wszystkie wydatki, które są z nim związane, tak naprawdę oddajemy część przychodów do TS-u. Prawda jest też taka, że w przyszłości nie znajdzie się żaden inwestor, czy sponsor, który tak lekko do tego podejdzie, bo kto by chciał robić reklamę swego brandu na piłce nożnej, wiedząc, że ktoś inny na tym korzysta. Chodzi bardziej o to, że tożsamościowo coś trzeba z tym zrobić i nie ma się co na to obrażać.
Byś może słusznym rozwiązaniem byłoby prowadzenie szkolenia młodzieży tylko w TS-ie, a w Wiśle Kraków SA tylko profesjonalne, od piętnastego roku życia. To nie jest tak, że o tym nie myślimy i upieramy się, że tylko nasza wizja jest właściwa. Trzeba podejść do tego spokojnie.
Teraz dla nas najważniejszy jest powrót do Ekstraklasy, przygotowanie godnych i ambitnych obchodów 120-lecia.
Prezes Królewski o współpracy z miastem ws. najmu Stadionu Miejskiego im. Henryka Reymana
Efektywności pańskiej pracy pilnuje stojący za panem sam Darth Vader, ale czy gorszym rycerzem ciemnej strony mocy nie jest uciążliwa dla was sytuacja ze stadionem, za najem którego macie określone przez miasto najwyższe w kraju stawki. Nie jest to tak nowoczesny i funkcjonalny obiekt jak te Lecha, Śląska, Lechii czy Legii. Pan robi wszystko, by udało się na nim zarabiać, łącznie z tym, że pana firma Synerise zgłosiła się do roli sponsora tytularnego. Czy stosunkowo nowe władze miasta i Zarządu Infrastruktury Sportowej traktują Wisłę lepiej?
Trudno porównywać, bo każdy czas ma swoje wymagania. Faktycznie, zgłosiliśmy się do konkursu na sponsora tytularnego. Jako Synerise wynajmujemy na stadionie kilkaset metrów powierzchni pod biura, również z uwagi na to, żeby podreperować budżet stadionu. Sporo wyzwań jest przed nami.
Wielu kibiców często narzeka na catering, natomiast gdyby oni znali ograniczenia tego stadionu, ciągi komunikacyjne, przez które przeniesienie towaru z jednego miejsca na drugie zajmuje podczas meczu 15-20 minut, bo trzeba omijać różnego rodzaju przeszkody, to by pewnie zmienili zdanie. Tak samo jak po uświadomieniu sobie faktu, że dla 33 tys. ludzi mamy ledwie 22 punkty cateringowe. One nie są w stanie obsłużyć takiej masy ludzi. Oczywiście, możemy mówić o drobnych rzeczach, o poprawkach systemowych i trzeba nad tym pracować punktowo. Jakiś postęp w tym temacie nastąpił. Myślę, że w pierwszym kwartale nowego roku można się będzie spodziewać drobnych zmian w naszej współpracy z miastem. Zobaczymy, jak nam to wyjdzie.
Prezes Królewski o współpracy z Wieczystą Kraków Wojciecha Kwietnia
Czy na poprzednich derbach Wieczysta – Wisła, których byliście organizatorem oba kluby zarobiły? Czy na wiosnę Wieczysta będzie mogła na stałe korzystać ze stadionu Wisły, bo na razie podejmuje rywali w Sosnowcu?
Co do derbów, nie mam przed sobą liczb i nie wiem dokładnie jak wygląda rozliczenie, więc nie chciałbym się o tym wypowiadać. Ale jak najbardziej, był to mecz, który zjednoczył Kraków, sporo kibiców na nim było, więc raczej na pewno oba kluby zarobiły.
A gdybym miał dzisiaj ocenić szanse Wieczystej na grę u nas na wiosnę na stałe, bazując na tym, co widzimy za oknem, a także na tym, ile inwestycji w naszą murawę czyni Szachtar, ogrzewając i oświetlając ją, to myślę, że nie ma szans na to, aby tu grały trzy zespoły. My również, w tak ważnym sezonie, nie wyobrażamy sobie, że korzystają z tej murawy na stałe trzy drużyny. W szczególności, że my, podobnie jak Szachtar, preferujemy grę piłką dołem, po ziemi. Dlatego szanse na to, że Wieczysta będzie u nas grała są po prostu małe. Musielibyśmy stracić Szachtara Donieck, stracić współpracę z nimi i setki tysięcy, miliony złotych. Nie mówiąc już o pogorszeniu jakości murawy.
Prezes Królewski: W 2026 r. wymagamy więcej od środowiska Wisły, bo wierzymy, że wspólnie jesteśmy w stanie zrobić więcej
Co pan życzy sobie i całej społeczności Wisły w 2026 r.?
Powtórzę to, co powiedziałem podczas klubowej Wigilii Bożego Narodzenia. Przechodzimy do momentu w historii Wisły, w którym musimy wymagać od siebie dużo więcej. Jeśli chodzi o to, jak funkcjonuje klub, jak wyglądamy sportowo, ale również jako społeczność, musimy dawać od siebie dużo więcej. Nie mówię tylko o finansach, ale też o spójności myślenia, synchronizacji, wspieraniu się w nowych ideach i pomysłach. Wśród naszych kibiców i partnerów drzemie ogromny kapitał. Nie ma lepszego szacunku dla drugiego człowieka, niż powiedzieć wszystkim współpracownikom: wymagamy więcej, bo wierzymy, że wszyscy są w stanie więcej zrobić dla Wisły Kraków. To jest bardzo ważna rzecz i mamy już sporo takich ludzi, którzy nas bardzo motywują, wymyślają rozwiązania, pomagają, a czasem nawet mocno opierniczają za pewne działania.
My podchodzimy do tego bardzo konstruktywnie, takiego zaangażowania sobie życzymy. Bo Ekstraklasa to będzie kolejny projekt, kolejne wyzwanie. To nie jest nasz etap końcowy. Tak samo jak było wiele głosów pytających, dlaczego sięgamy po projekt za 70 mln zł, moja odpowiedź była prosta: bo mamy wysokie ambicje i nie będziemy Wisły Kraków wyceniać na milion czy na dwa miliony dolarów, to 120-letni klub, jeden z największych sportowych, nie tylko piłkarskich w całej Polsce. Mamy w kraju zawsze taki syndrom, że musimy koniecznie być pokorni, nie wspominać o planach i marzeniach, a już kompletnie nie wspominać, na tle Europy, o dużych projektach, choć jesteśmy przecież sporym, 40-milionowym krajem. W Wiśle tak to nie będzie wyglądać. Zawsze będziemy marzyć i stawiać na ambitne projekty. Oczywiście, nie za każdym razem uda się je zrealizować i czasem przyjdzie nam zejść w dół.



