Prezes Królewski nie zostawia złudzeń! "Powinniśmy być odważni"
- Uważam, że powinniśmy się starać o organizację igrzysk olimpijskich. Nawet gdyby to miała być dla nas tylko metafora, bo doskonale wiem, jakie są kalkulacje. Chodzi także o inny aspekt sprawy. Musimy w społeczeństwie budować tożsamość liderów. Tak jak w przypadku CPK, naszych własnych, ambitnych projektów. Powinniśmy być odważni – powiedział nam prezes Wisły Kraków Jarosław Królewski.

Michał Białoński, Polsat Sport: Jak pan zapatruje się na idę organizacji IO 2040 w Polsce? Porywamy się z motyką na słońce, czy to dla nas realne zadanie? Wygląda na to, że ten pomysł jest ponad podziałami politycznymi. Wylansował go ponad dwa lata temu prezydent Andrzej Duda, wraz z ówczesnym premierem Mateuszem Morawieckim, a obecny rząd przyklasnął pomysłowi, tylko że zmienił jego datę z 2036 r. na 2040 r. Na pewno pan pamięta, jak poprzednia duża impreza sportowa – Euro 2012 rozwinęła nasz kraj, to był skok cywilizacyjny, nie tylko jeśli chodzi o infrastrukturę stadionową, ale też lotniska, autostrady itd.
Jarosław Królewski, prezes Wisły Kraków: Oczywiście uważam, że powinniśmy się starać o organizację igrzysk. Nawet gdyby to miała być dla nas tylko metafora, bo doskonale wiem, jakie są kalkulacje, obliczenia, analizy ekonomiczne. Te bardziej i mniej pozytywne. Chodzi także o inny aspekt sprawy. Musimy w społeczeństwie budować tożsamość liderów. Tak jak w przypadku Centralnego Portu Komunikacyjnego, naszych własnych, ambitnych projektów. Powinniśmy być po prostu odważni.
ZOBACZ TAKŻE: Wisła Kraków jest okradana?! Prezes Królewski mówi wprost! "Pewnego rodzaju paserstwo"
Ale czy będzie nas na to stać?
Jeżeli uważamy, że organizacja igrzysk będzie więcej kosztować, to musimy po prostu wygenerować więcej przychodu z IO, więcej wartości dodanej z tej imprezy i wymyślić, jak to zrobić. Myślę, że jesteśmy w stanie opracować taki projekt. Dlatego skupmy się na tym, aby przyszłość była ambitna. Ambicja i nie tyle brawura, co odwaga powinny być dla nas kluczowe.
Ministerstwo Sportu i Turystyki, przy okazji zabiegów o IO, lansuje Strategię Rozwoju Sportu, rozłożoną na 14 lat, właśnie do 2040 r. By do polskich igrzysk podstawa naszego sportu, wszystkich dyscyplin była dużo mocniejsza. By przyciągnąć do sportu rzesze dzieci i młodzieży, ale też seniorów, wśród których większa aktywność sportowa może się przełożyć na poprawę stanu zdrowia. Tak szeroka emisja idei olimpizmu pomogła społeczeństwom Wielkiej Brytanii, przy okazji IO Londyn 2012, czy Francji, w związku z Paryżem 2024, gdzie liczba klubów i ludzi uprawiających sport podniosła się o 30 procent. Znając zwyczaje Polaków, którzy na ogół prowadzą osiadły tryb życia, a dzieci często ciężko oderwać od gier komputerowych czy smartfonów, uważa pan, że dzięki IO 2040 uda się ich przyciągnąć do aktywnego uprawiania sportu?
Zdecydowanie tak. Myślę, że strategiczne, długoterminowe programy rozwoju kultury fizycznej skutkują tym, że osoby starsze mają mniej problemów ze zdrowiem, dzięki czemu mniej obciążony jest system służby zdrowia. Idea igrzysk z poprawą zdrowotności społeczeństwa ma ogromną korelację. Myślę o młodych osobach, ale również o kwestii demografii. Jak najbardziej musimy w to inwestować i pokazywać postawy, które są odpowiednie, bo widzimy, jakie są problemy z otyłością, choćby w Stanach Zjednoczonych.
Musimy to robić i to jest nasz obowiązek, aby dbać o tę sferę. Sport powinien być absolutnie jedną z kluczowych inwestycji państwa. Rozwój klubów sportowych, w kontekście mniejszych organizacji. Ja jestem przeciwny temu, aby duże organizacje, czy prywatne firmy-kluby były sponsorowane przez jednostki samorządu terytorialnego, przez państwo, jeśli to nie ma wpływu na mniejsze społeczności. Przy okazji igrzysk programów może być mnóstwo, mogą być sprytne, bardzo ciekawe. Mamy w tym temacie bardzo dużo rzeczy do zrobienia.
Pan osobiście daje dobry przykład aktywności fizycznej. Kieruje pan dwoma olbrzymimi firmami, a mimo tego znajduje czas na amatorską grę w piłkę, w podkrakowskich Mogilanach. Jak pan traktuje tę przygodę? Chce pan zrzucić wagę przy okazji?
Oczywiście, miałem swoje problemy zdrowotne, więc musiałem wrócić do siebie, zresztą ma na rękach trzy opaski, które mnie „trackują” (śledzą – przyp. red.), pokazują wyniki. Mogilany są blisko mojego miejsca zamieszkania, bardzo fajny zespół i drużyna. Jesienią miałem dużo radości z powodu gry w niej. Zobaczymy, czy w drugiej części sezonu będę w stanie im pomóc, albo czy będę miał na tyle siły i motywacji, żeby kontynuować tę przygodę.
Kibice Wisły przyjeżdżają do Mogilan, aby pana wspierać?
Tak, frekwencja podniosła się zdecydowanie, odkąd dołączyłem do drużyny. Trybuny były zawsze pełne, ale za mną dopiero dwa mecze, więc spokojnie.



