Bożydar Iwanow: Znak czasów czy może coś więcej?
Zwycięzców się nie sądzi. I nie dyskutuje się z decyzjami ludu. Tak samo w głosowaniu powszechnym na prezydenta kraju, jak i przy innych wyborach, gdzie demokratyczny system ma wpływ na ostateczny podział nagród, pozycji i ról.

Plebiscyt na „Najlepszego Sportowca Roku” prawie zawsze wywoływał dyskusję na temat tego, kto powinien to zaszczytne miano otrzymać, kto zasługuje na nie mniej lub bardziej. Kryteria? Nie sposób je ustalić. Dla jednego bardziej wymowne będzie wygranie tenisowego turnieju wielkoszlemowego, dla innego medal mistrzostw świata lub Europy w drużynie, sympatycy futbolu docenią jeszcze inne osiągnięcia, a fani motoryzacji będą głosować na tych, którzy poruszają się jedno lub dwuśladami. Na torze, szosie albo ulicy.
ZOBACZ TAKŻE: Klaudia Zwolińska sportowcem 2025 roku. Oto, jak ocenia swoją dyscyplinę
Ważna jest też „popularność” dyscypliny, więc niegdyś w TVP powstał równoległy i alternatywny plebiscyt na „Najpopularniejszego Sportowca”. W nim Marek Citko, strzelając gola na Wembley w przegranym meczu z Anglikami, wyprzedził dwukrotną mistrzynie olimpijską w strzelectwie Renatę Mauer. Kontrowersyjne, ale skoro – jeśli dobrze pamiętam - w formule audio-tele najwięcej głosów padło na piłkarza, któremu także ze względów zdrowotnych nie udało się nawet zbliżyć do tego, co osiągnęli później Robert Lewandowski, Jakub Błaszczykowski czy Jerzy Dudek, to trudno z tym polemizować.
Zresztą, przecież w ten sam sposób „wybrano” kiedyś selekcjonera reprezentacji. Tak, jak przeżyliśmy krótką „Citkomanię”, tak samo wyobraźnię kibiców skradł wówczas Janusz Wójcik. Czy był wtedy najlepszym kandydatem na trenera kadry? Nie tylko dziś wiemy, że absolutnie nie.
Obu panów, drugiego niestety już nieżyjącego, cała Polska poznałaby na tak zwanej „ulicy”. To „siła” dyscypliny, jaka dała im rozpoznawalność i sławę. Czy ktoś był zagorzałym fanem futbolu, czy nie, to i tak wiedział, jak wyglądali chłopak z Białegostoku, jak i „Wujo”. Adam Małysz, Iga Świątek, Robert Kubica czy „Lewy” też nie przeszliby niezauważeni.
Dziś nawet ludzie dość mocno interesujący się sportem, z którymi rozmawiałem już po weekendzie, nie bardzo wiedzieli, kim są i jaką dyscyplinę uprawiają przedstawiciele nawet z pierwszej dziesiątki Plebiscytu. Nie mówiąc już o tych, którzy znaleźli się dalej. Znak czasów czy może coś więcej? Ilu mamy takich sportowców, którzy faktycznie, ogólnonarodowo, wzbudzają podziw i poruszają wyobraźnię?
Jasne, że idea jest taka, aby, wybierając nominowanych, wyselekcjonować i uhonorować tych, którzy osiągają sukcesy we wszystkich dyscyplinach. Nie sposób jest zmierzyć to, gdzie trud i wysiłek jest większy. A może to także nasza - dziennikarzy - wina, że największymi i najbardziej rozpoznawalnymi sportowcami są ci z najchętniej oglądanych oraz „klikanych” dyscyplin? Że im poświęca się najwięcej miejsca i czasu? Że ich hołubi się najmocniej?
Dlatego nie kwestionuję, a nawet cieszę się, że tak wysoko znaleźli się ci, którzy mają mniej obserwujących na Instagramie i innych portalach społecznościowych. I reprezentują dyscypliny, które nigdy nie zyskają takiej oglądalności, jak choćby słynne piłkarskie rywalizacje bez udziału polskich drużyn.
Lata nieparzyste to ich czas, to ich moment. Po roku olimpijskim, szczególnie tym letnim - bo niegdyś plebiscyt zdominowali przecież bohaterowie zimy, zresztą nie tylko dzięki sukcesom podczas Igrzysk - może im być zdecydowanie trudniej.



