Klaudia Zwolińska: Odczarujmy niszowe sporty, jesteśmy na fali!
Pamiętam, kiedy chodziłam od drzwi do drzwi prosząc o sponsorską pomoc i wsparcie. Słyszałam różne odpowiedzi. Choćby takie: co ty w ogóle trenujesz, co to jest za sport, po co w ogóle do mnie przychodzisz, jak nikt tego nie ogląda. Pomyślałam wtedy, że jeszcze zobaczycie. Więc takie momenty motywowały mnie do działania – mówi Klaudia Zwolińska, od soboty zwyciężczyni plebiscytu na sportowca roku.

Przemysław Iwańczyk: Chyba już nie ma wątpliwości, że w związku z rozgłosem wokół Ciebie kajakarstwem zaczyna interesować się coraz więcej Polaków.
ZOBACZ TAKŻE: Bożydar Iwanow: Znak czasów czy może coś więcej?
Klaudia Zwolińska: Mam wrażenie, że coś nie tylko drgnęło, nie tylko coś się ruszyło, ale idzie prawdziwą lawiną. Myślę, że dość taka trafna obserwacja, dałam sobie dałam takie zadanie, żeby wykorzystać moją karierę także dla młodych zawodników, by mieli troszeczkę łatwiejszą drogę niż ja. Wszystko to, co udało mi się zbudować, jest konsekwencją mojej determinacji, oczywiście z pomocą niesamowitych osób, które mnie wspierały w budowaniu kajakowej świadomości od zera. Jesteśmy na fali, nie tylko moja konkurencja, ale ogólnie środowisko kajakowe całe w Polsce.
Przy okazji warto zauważyć, że jesteśmy drugim największym związkiem sportowym w Polsce. Mamy mnóstwo fajnych konkurencji kajakowych, to nie są tylko sukcesy sportowe, chociaż one są najważniejsze, ale również zainteresowanie rekreacyjnym wymiarem tego sportu. Drugi rok z rzędu po sezonie poświęcam cały swój czas na promocję mojego sportu, widzę, że ma to znaczenie, że coś się zmienia, że jest to warte tej pracy.
Twoje liczne nominacje, wreszcie zwycięstwo w plebiscycie „Przeglądu Sportowego” na sportowca roku, to wyznacznik tej dobrze wykonanej roboty?
Tak, na pewno. Sama rozpoznawalność dyscypliny jest bardzo istotna, mamy w Polsce są przykłady, gdzie dyscyplina jest bardzo rozpoznawalna, np. nasze skoki narciarskie, których jestem fanką, ale nie idzie to w parze z liczna młodzieży czy dzieciaków, którzy ją trenują. Zresztą to szerszy temat, bo w szczycie popularności danego sportu, po tej całej medialnej pracy, potrzebny jest gotowy system, muszą być trenerzy, muszą być miejsca do trenowania. Mam wykształcenie pedagogiczne, chodzę po szkołach kilka dobrych lat, robię rozmaite projekty. Znaleźć dzieciaki zainteresowane sportem to nie problem, zainspirować je sportem – również. Ale później te dzieciaki muszą gdzieś przyjść. Muszą mieć obok siebie na tyle charyzmatycznego nauczyciela, fachowca z wiedzą, który zatrzyma młodych ludzi proponując trening na wysokim poziomie.
W przypadku Twoich konkurencji w kajakarstwie to chyba spory problem.
Dużo zależy od samych zawodników. Jestem zawodniczką, która trenuje trzy konkurencje, wiele czasu spędzam na wodzie. Te trzy konkurencje wymagają ode mnie wielu godzin treningu, a kiedy mamy taką temperaturę jak obecnie, nie jest to najłatwiejsze. Oczywiście bardzo dużo wyjeżdżam, mamy wiele startów za granicą. Ale są zawodnicy, którzy wolą być w okolicy i nie przeszkadza im niska temperatura, mogą w ten sposób się przygotowywać. Zawsze ich podziwiam, bo ze mną jest tak, że kiedy robi się zimno, jestem cała sztywna i unikam za wszelką cenę kontaktu z wodą. Trzeba wiedzieć, że w slalomie po zaledwie pięciu minutach na wodzie jesteśmy calutcy mokrzy. Ale wracając do pytania, wszystko zależy dużo od funduszy, jakie mamy. Ja akurat mam finansowanie Ministerstwa Sportu, mam medal olimpijski, więc wkoło wielu partnerów, którzy mnie wspierają. Dzięki temu mogę przygotować się za granicą, w znacznie lepszych warunkach niż ci młodsi pozostający w kraju.
Ale kajakarstwo to nie tylko woda.
My slalomiści jesteśmy dość sprawnymi sportowcami, w zimie koncentrujemy się nie tylko na kajakach, bardzo często odstawiamy sprzęt do hangarów. Trenujemy dużo różnych sportów, które wykorzystujemy później w przygotowaniach do bezpośrednich startów na wodzie.
Pamiętasz jak to wszystko się zaczęło?
Razem z bratem byliśmy sportowymi dziećmi i szukaliśmy fajnej dla siebie dyscypliny. Próbowałam różnych sportów, wybierałam te drużynowe, pływałam na basenie, dużo tego było. W końcu mój brat, chodząc jeszcze do szkoły podstawowej, został zaproszony przez wuefistkę na treningi kajakowe. Akurat była to mama olimpijki z Nowego Sącza, więc znała się na rzeczy. Brat powiedział mi, że znalazł w końcu dyscyplinę, która jest ciekawa i szybko się nie nudzi. Że to taka walka z żywiołem, więc każdy trening jest inny, była w tym wszystkim nutka adrenaliny. Oczywiście musiałam iść w jego ślady. Myślę, że to przez ten żywioł, przez to, że każdy trening wymagał zupełnie czegoś innego, zupełnie innych umiejętności, więc nigdy nie było nudno i do teraz tak jest.
Pochodząc z Nowego Sącza byłaś dzieckiem skazanym na ograniczoną liczbę sportów, które można uprawiać. Na ogół są to sporty zimowe.
Rzeczywiście dużo jest tych sportów zimowych, ale ja nie jestem z samych gór. Poza tym blisko są Czechy i Słowacja, a tam kajakarstwo jest bardzo popularne, dobre warunki treningowe i wiele ciekawych startów.
Nie żałowałaś nigdy wyboru tej dyscypliny, kiedy obserwowałaś jak przedstawiciele innych sportów być może mają lepiej, że ich zaplecze jest zorganizowane dla nich w dużo ciekawszy sposób?
Miałam takie myśli. Rzadko, bo rzadko, ale czasami było tak ciężko, szczególnie finansowo. Miałam duże osiągnięcia, wiedziałam, że mam realne szanse na medal olimpijski, że to wszystko jest w zasięgu, a jednak chodziłam szukając sponsorów od drzwi do drzwi. I wtedy rzeczywiście myślałam, o ile byłoby to wszystko łatwiejsze, gdybym np. grała w tenisa. Wrócę do tych zapytań o pomoc i wsparcie, bo słyszałam różne odpowiedzi. Choćby takie: co ty w ogóle trenujesz, co to jest za sport, po co w ogóle do mnie przychodzisz, jak nikt tego nie ogląda. Pomyślałam wtedy, że jeszcze zobaczycie. Więc takie momenty także motywowały mnie do działania. Ale nie ukrywam, że myślałam wtedy, gdzie tu sprawiedliwość.
Nie zamierzam jednak narzekać, trzeba brać się do roboty. Ponieważ wszędzie chodzi głównie o oglądalności, to my musimy działać trochę inaczej. Trzeba iść bardzo szeroko, ściągnąć do Polski jakąś ciekawą i prestiżową imprezę. Ostatnie wydarzenia zmieniły wiele, kiedy jadę do Warszawy nie muszę już tłumaczyć, co to jest kajakarstwo, szczególnie slalom. Mam w głowie taką zabawną historię, kiedy byłam na gali Guttmannów dla sportowców z niepełnosprawnościami. Dostałam tam nagrodę dla sportowca olimpijskiego. Wyszłam na środek i powiedziałam tak: szanowni państwo, trenuję kajakarstwo slalomowe, pewnie część z państwa nie kojarzy… Wszyscy zaczęli się wtedy śmiać, myśleli, że to żart, a ja naprawdę chciałam im to wyjaśnić.
Z tymi sponsorami naprawdę jest tak trudno?
Jakbyś postawił mnie teraz obok skoczka narciarskiego i oboje będziemy starać się o wsparcie sponsorskie, to uwierz mi, że mam niskie szanse. Teraz jesteśmy na fali, więc nie ma co narzekać, po prostu wykorzystać tą falę, na której lecimy.
Twoim zdaniem Polacy znają się na sporcie?
Szczerze powiem, że świadomość na temat aktywności fizycznej i sportu jest bardzo niska. Widać to na lekcjach wychowania fizycznego, już od dzieciaka tak naprawdę, jak te dzieci są prowadzone. Nawet w miejscach, gdzie zaczyna się wyczyn, a trenerzy powinni mieć ogromne kompetencje, jest źle. Nawet w sporcie, gdzie jest najwięcej pieniędzy, czyli w piłce nożnej, spotykam młodych ludzi, którzy na treningach tylko kopią piłkę i nie potrafią zrobić siadu płotkarskiego, bo są tacy sztywni i mało sprawni w ogóle. Byłam autentycznie zdumiona. Są ogromne pieniądze, są trenerzy, którzy co rusz otwierają jakieś szkółki, ale gdzie są ich kompetencje. Ich brak przechodzi nie tylko na młodych ludzi, także na ich rodziców. Bo to te całe rodziny są później kibicami. Gdyby byli bardziej świadomi, wyglądałoby to zupełnie inaczej. Zostaje nam emocjonalność. Gdyby nie to podejście, taka lojalność kibica budująca polski sport, byłoby już całkowicie słabo, nikt by się sportem nie interesował.
Zawsze miałaś alternatywną ścieżkę do tej sportowej? Na wypadek, gdyby coś nie wyszło?
Oczywiście, że nie. Kiedy byłam młodsza, nie widziałam niczego poza sportem. Może dlatego, że ja się tym sportem się mocno bawiłam. To było spełnienie marzeń, bo od dziecka marzyłam, żeby jeździć, podróżować, startować w zawodach rangi mistrzowskiej, przeżywać presję związaną z mistrzostwami świata, mistrzostwami Europy. Do końca wieku juniorki byłam lekkoduchem, a potem zaczęły się problemy zdrowotne. Tak z dnia na dzień. Nie mogłam kontynuować treningów, powiedziano mi, że nie wiadomo czy do sportu wrócę w ogóle wrócę, to były problemy z sercem.
Poszłam do lekarza i usłyszałam: może być tak, że ze sportem trzeba będzie się pożegnać. Myślałam sobie, że co on w ogóle mówi. Dlaczego mnie uspokaja, skoro mi właśnie walnął taki tekst. Miałam dwu-trzymiesięczną przerwę, zobaczyłam wtedy, że wszystko może się skończyć ot tak. Zaczęłam równolegle studiować, jak obroniłam tytuł magistra, zapisałam się na kolejne studia, żeby mieć jeszcze większe kompetencje. I nie był to kierunek sportowy, bo uważam, że w sporcie, w swojej konkurencji jestem specjalistką i chciałam połączyć to z czymś innym. Z czymś, co dałoby mi odskocznię. To było bardzo ważne, bo jestem osobą zadaniową i lubię realizować plany, które ja sobie założę. Dzięki uczelni, np. podczas egzaminów, nabierałam dystansu do sportu, dlatego tak fajnie mi się do niego wracało. Miałam też znajomych spoza sportu, więc tematy naszych rozmów nie koncentrowały się tylko na kajakach.
A potem przyszedł medal olimpijski…
I po nim uświadomiłam sobie jeszcze jedną rzecz, że ten medal olimpijski nie odmieni całej dyscypliny i całego mojego życia bez pracy, którą trzeba wykonać dookoła. Mówię tutaj o pracy medialnej, spotkaniach z dzieciakami, inspirowania każdego kogo się da. Wcześniej tego nie dostrzegałam, trzeba było do tego dojrzeć. Wracamy tym samym do początku naszej rozmowy.
Polski sport kobietami stoi?
Ciekawa perspektywa. Kiedy zaczynałam, trenowałam wśród mężczyzn. Byłam jedną z nielicznych seniorek. Dopiero po latach zaczęło się to zmieniać, teraz jest w miarę równo. Jako kobieta w męskim gronie zawsze musiałam stawać na wysokości zadania, żeby im dorównywać na treningach, żeby być tak twardą jak oni. Teraz jestem do tego przyzwyczajona i więcej od siebie wymagam, kiedy pracuję z mężczyznami, więc ma to pewne plusy. Dzięki temu też wykuł się mój charakter. Obecnie, także ze względu na osiągnięcia, jest więcej kobiet w sporcie. I nie lubię, kiedy w tym kontekście mówi się źle o mężczyznach. Wszyscy mamy problemy, tyle że trochę inne.
Czym jest dla Ciebie sport?
Jest wartościowy ze względu na to, że pozwala zebrać cechy sportowca, czyli upartość, pracowitość, założenie sobie celu i dążenie do niego. Nie każdy musi później zostać zawodowcem, ale procentuje to później w innych branżach, pewne cechy zostają. Z kajakarstwem jest podobnie, bo nie trzeba przecież uprawiać slalomu, można skupić się na turystyce kajakowej. W Polsce jest ona ogromna, to kilka milionów osób. Mamy na to badania, mamy na to dowody, że sport jest niezwykle ważny, ale wiele osób to zwyczajnie olewa. Chciałabym, żeby ludzie zdawali sobie sprawę, że sport nie jest tylko szkołą fizycznej pracy, ale przede wszystkim miejscem, gdzie można wypracować cechy charakteru.



