7 powodów do optymizmu dla kibiców polskiej piłki ręcznej
Jeśli prawdziwa jest maksyma, że w sporcie albo wygrywasz, albo się uczysz, to Euro 2026 było dla polskich piłkarzy ręcznych lekcją wyjątkowo wymagającą. Ba, wśród kibiców nie brakuje głosów, że cała ta nauka i tak pójdzie w las, a polski handball osiadł na dnie bez widoków na ratunek. Jasne, łatwo dziś snuć wizje pesymistyczne; na szczęście do optymizmu też są powody. Co najmniej siedem.

1. Solidny selekcjoner
Jota Gonzalez nie jest jedną z największych trenerskich gwiazd w Europie. Ale też obecna reprezentacja Polski nie jest dla najbardziej rozchwytywanych szkoleniowców kąskiem szczególnie łakomym. Biorąc pod uwagę okoliczności Hiszpan wydaje się jednak naprawdę dobrym wyborem. Pracoholik (a przed Polakami mnóstwo pracy) i uznany w Hiszpanii specjalista od wprowadzania do seniorskich drużyn młodych talentów (a bez wątpienia czeka nas zmiana pokoleniowa). Już na mistrzostwach Europy pokazał, że ma kilka ciekawych pomysłów na funkcjonowanie Biało-czerwonych. Oczywiście nie wszystkie wypaliły, z niektórymi powołaniami też można było trafić lepiej ale to przecież sam początek pracy Joty Gonzaleza z polską kadrą. Zwykła uczciwość nakazuje dać mu czas.
2. Potencjalni liderzy
Na Euro zawiedli przede wszystkim liderzy? Pewnie tak, ale to wcale nie znaczy, że nie ma na kim oprzeć przebudowywanej reprezentacji. Mamy kilku naprawdę dobrych, grających zagranicą bramkarzy: Jastrzębski, Wałach, Skrzyniarz. Jest Olejniczak w drugiej linii, Dawydzik na kole, Czapliński na skrzydle. A przecież w niedalekiej przyszłości istotne role w kadrze mogą odgrywać ci, których z różnych powodów na mistrzostwach Europy nie było: Kuba Będzikowski, Patryk Grzesik, Filip Michałowicz i chyba najbardziej z nich wszystkich utalentowany Piotr Mielczarski z czołowego hiszpańskiego klubu Bidasoa Irun.
3. Zaangażowany prezes
O to, żeby zawodników na poziomie reprezentacyjnym było w przyszłości więcej, dba Sławomir Szmal. Pełniący od ponad roku funkcję szefa ZPRP były znakomity bramkarz postawił przed sobą dwa najważniejsze zadania: popularyzację dyscypliny i reformę szkolenia. I gołym okiem widać, jak bardzo mu zależy by nadrobić stracony dla dyscypliny czas. Stracony, bowiem "złota dekada" - od wicemistrzostwa świata 2007 po półfinał igrzysk 2016 - została przez ówczesne władze związku kompletnie przespana.
4. Reforma szkolenia
Ważne, że za górnolotnymi deklaracjami tym razem idą czyny: prezes Szmal już w kwietniu zeszłego roku na wspólnej konferencji z Dyrektorem Sportowym ZPRP Marcinem Smolarczykiem przedstawili szczegółowy i całościowy plan reformy systemu szkolenia. - Prezentując program reform, nakreślamy długofalowy plan i chcemy zapoczątkować nowy rozdział w szkoleniu zawodników. Chcieliśmy stworzyć system, który odpowiada na aktualne wyzwania i potrzeby naszego środowiska. Wierzę, że nowy model szkoleniowy pozwoli nam nie tylko skuteczniej identyfikować i rozwijać młode talenty, ale także zapewni bardziej kompleksowe wsparcie dla trenerów oraz klubów na każdym szczeblu rozgrywek - tłumaczył podczas wspomnianej konferencji Szmal.
5. Chętna młodzież
Oczywiście same programy, nawet najstaranniej rozpisane, nie przyniosą żadnych rezultatów, jeśli nie znajdą się chętni do uczestniczenia w nich. Na szczęście tego problemu nie ma. Okazuje się, że nawet wobec potężnej konkurencji ze strony piłki nożnej i siatkówki, można do handballa przekonać najmłodszych. Działa tu związek do spółki z Ministerstwem Sportu i Turystyki (program "Gramy w Ręczną"), pracuje Superliga (imponujący rozmachem turniej Anilana Cup, w którym udział wzięło w sumie ponad tysiąc dzieci, a finałowe spotkania rozegrano w łódzkiej Atlas Arenie przy okazji meczów o Superpuchar Polski), znakomitą robotę wykonują byłe gwiazdy, które wprowadzają najmłodszych w świat piłki ręcznej (Marta i Tomek Rosińscy w Kielcach, Asia i Piotrek Obrusiewiczowie w Lesznowoli, Artur Siódmiak w swoim Stowarzyszeniu Akademia Sportu, a to tylko pierwsze z brzegu przykłady).
6. O roku ów!
Oczywiście, zanim najmłodsi, którzy dopiero rozpoczynają przygodę ze szczypiorniakiem, będą mogli jakkolwiek wpłynąć na poziom gry reprezentacji minie jeszcze mnóstwo czasu. Jest jednak nadzieja, że nowe nadejdzie szybciej...
O znakomitym roczniku 2008 usłyszałem pierwszy raz jakieś dwa i pół roku temu. Wszystko fajnie, pomyślałem, tylko, że ci chłopcy mają po 15 lat, nie ma żadnej gwarancji, że wyrosną z nich szczypiorniści pełną gębą.
Mamy rok 2026. Zawodnicy urodzeni w roku 2008 właśnie osiągają pełnoletniość. Na początku listopada z przytupem awansowali na mistrzostwa Europy w swojej kategorii wiekowej, co dla starszych i młodszych kolegów nie zawsze było wykonalne. W grudniowym, bardzo prestiżowym dla zawodników w tym wieku, Turnieju Nadziei Olimpijskich okazali się najlepsi. Pewnie pokonali Słowaków i Czechów a na koniec zremisowali z... Węgrami! Tak, Węgrami, od których w seniorskiej piłce ręcznej od lat jesteśmy wyraźnie słabsi.
Papiery na naprawdę duże granie mają choćby bramkarz Aleksander Drzewiński, skrzydłowi Kamil Skiba i Nikodem Arciszewski, rozgrywający Mikołaj Kohrs, Adrian Foltyn... A są w tej kadrze i tacy, którzy nazwiska już mają, muszą popracować na swoje imiona. To Kuba Moryto (młodszy brat Arkadiusza, gwiazdy reprezentacji i Industrii Kielce) oraz Mateusz Tkaczyk (syn Grzegorza, byłego kapitana naszej kadry, lidera drużyny, która w 2007 roku sięgnęła po wicemistrzostwo świata).
7. Już kiedyś się udało
Sześciu przytoczonych wcześniej powodów do optymizmu nie da się łatwo podważyć. Są mocno osadzone w realistycznej ocenie rzeczywistości. Na zakończenie chciałbym dla odmiany zaprosić czytelników do wspólnych ćwiczeń z wyobraźni.
Przenieśmy się ćwierć wieku wstecz. Jest rok 2002. Po dwunastu latach posuchy - bez Euro, mundiali i igrzysk - Polacy wreszcie awansują na wielką imprezę: Mistrzostwa Europy w Szwecji. Przegrywamy wszystkie trzy mecze grupowe (jak i w tym roku), ale widać tworzący się trzon zespołu: Sławomir Szmal, Grzegorz Tkaczyk, Marcin Lijewski, Mariusz Jurasik, Damian Wleklak.
Kilka miesięcy później (jak i w tym roku) do zmagań o młodzieżowe mistrzostwo Europy przystępują młodsi koledzy Tkaczyka i Jurasika. I to z jakim skutkiem! Ekipa pod wodzą nieodżałowanego trenera, a przez wiele lat również naszego redakcyjnego kolegi - Wojciecha Nowińskiego - zdobywa złote medale! Gwiazdami tamtej złotej drużyny są Karol Bielecki, Krzysztof Lijewski, Mariusz Jurkiewicz, Patryk Kuchczyński. Wkrótce dołączają oni do reprezentacji seniorów, którą przejmuje trener Bogdan Wenta.
Reszta jest historią. Historią, którą zna każdy kibic sportu w Polsce. Historią, która może się powtórzyć? A dlaczego nie...
