Alarm w siatkarskiej lidze w Polsce? "Nie da się tego już ukryć"
Moim zdaniem Tauron Liga ma problem i nie da się tego już ukryć, ale narzekając na poziom spotkań i jakość wyszkolenia zawodniczek, można się zastanowić - co dalej? Sam płacz „bo nam Turcy wykupują” problemu nie rozwiąże. Dlatego zapytałem Jelenę Balogojević, Milenę Sadurek, Radosława Anioła i Łukasza Kruka, jak obecnie widzą sytuację w lidze pań i co ich zdaniem mogłoby poprawić obecną sytuację.


Okiem Diabła. Rychlicki

Okiem Diabła. Kovalov

Okiem Diabła. Gueye

Okiem Diabła. Rusin

Okiem Diabła. Swodczyk
Zdaję sobie sprawę, że nie mamy szans walczyć z tureckim topem, ale na dzisiaj wyższe kontrakty oferują drużyny z drugiej ligi tureckiej. Dodatkowo co roku ponad 20 młodych zawodniczek wyjeżdża na studia do USA.
Kluby z dołu tabeli, widząc przed sezonem potencjał drużyny z Nowego Dworu, nie martwią się o utrzymanie, tylko chcą sezon przeżyć. Radomka wyprzedaje w zimowym okienku na razie trzy szóstkowe zawodniczki, aby nie generować długów, a Developres - jak na nasze warunki mając po prostu porządny skład z solidnymi zmienniczkami - dominuje w lidze. Gdzie zatem jesteśmy i dokąd zmierzamy?
Zacznijmy od Jeleny.
Jakie są Twoim zdaniem największe problemy Tauron Ligi?
Moim zdaniem jednym z największych problemów Tauron Ligi jest zbyt duża liczba drużyn, co automatycznie obniża poziom rywalizacji. Część zespołów nie spełnia standardów ekstraklasy – ani sportowych, ani organizacyjnych – a to odbija się na jakości meczów i rozwoju zawodniczek. Zamiast realnej walki sportowej, często widzimy uzupełnianie składów zawodniczkami bez doświadczenia na tym poziomie, tylko po to, by „domknąć” sezon, a liga bez presji i rywalizacji nie podnosi poziomu najlepszych.
Jakie widzisz rozwiązania?
Pierwszym i najważniejszym krokiem byłoby zmniejszenie ligi do 10 drużyn. Ekstraklasa musi oznaczać najwyższą jakość, a nie tylko przynależność administracyjną. Mniej zespołów to większa koncentracja jakościowych zawodniczek, nawet z opcją czterech zagranicznych zawodniczek na boisku tak jak we Włoszech, co dałoby więcej meczów o realną stawkę, intensywność i lepsze przygotowanie do europejskich pucharów. Równolegle potrzebne są jasne kryteria licencyjne – finansowe, organizacyjne i szkoleniowe – które będą konsekwentnie egzekwowane. To nie zamykanie drzwi słabszym klubom, tylko stworzenie realnej ścieżki rozwoju, zanim trafi się na poziom ekstraklasy.
Milena Sadurek.
Jakie Ty widzisz rozwiązania?
Zwiększyłabym limit obcokrajowców w TL, żeby średniej jakości zawodniczki nie wykorzystały swojej pozycji w rozmowach o kontraktach. Kluby obecnie muszą często przepłacać zawodniczki, bo te najlepsze już wyjechały lub niedługo wyjadą. Pozwoliłoby to na lepsze wykorzystanie budżetów.
Rozumiem interes klubów. Podobnych kontraktów, które były płacone naszym kadrowiczkom przed wyjazdem z kraju, oczekują zawodniczki które zostały, ale się tym zawodniczkom nie dziwię. Sportowiec chce zarabiać jak najwięcej, a klub - jak najmniej wydać.
Nie jestem do końca przekonany, czy takie rozwiązanie przyniesie pozytywny skutek za kilka lat. Nie możemy porównywać limitów w bardzo silnej lidze włoskiej do naszej Tauron Ligi. Uczmy się na błędach w lidze koszykówki sprzed wielu lat i poszukajmy własnej drogi. Rozumiem również problem z siatkarskim narybkiem w sytuacji, kiedy masę juniorek na studia wyjeżdża do USA. Rozumiem obecny interes klubów, ale staram się jak mogę patrzeć na problem dużo szerzej.
Może zmniejszenie ligi jak proponuje Jelena? Inny system rozgrywania ligi nawet z 10 drużynami, które na to zwyczajnie stać, aby do takich sytuacji jak w Radomce nie dochodziło? Może zamknięcie ligi, bo przecież w całym kraju nie ma więcej niż 12 ośrodków, które mogłyby stworzyć solidne drużyny z najlepszymi Polkami, które w kraju zostaną? Mogłoby to pozwolić na dłuższe wiązanie się ze sponsorami klubom z dołu tabeli ze względu na brak ryzyka spadku.
Nie znam odpowiedzi, tylko bardzo głośno myślę. Oczywiście zamknięcie ligi mogłoby ligę jeszcze bardziej osłabić, bo po co się wysilać skoro się nie spadnie? W takim przypadku musiałby być zmieniony system wypłacania pieniędzy z ligi, aby wyższe miejsce się po prostu opłacało. Co na to prezesi? Zapytałem o to Radosława Anioła, który wyciąga klub z Polic z piekła, bo przecież było realne ryzyko jego zamknięcia. Zapytałem również Łukasza Kruka, który chyba nie spodziewał się, że będzie przechodził taki kryzys jak obecnie.
1. Jakie są obecnie największe problemy zarządzających klubami?
Radosław Anioł.
Największym wyzwaniem dla zarządzających klubami jest niepewność finansowa i sportowa. Decyzje dotyczące transferów, kontraktów i planowania sezonu trzeba podejmować z dużym wyprzedzeniem, często bez pełnej wiedzy o przyszłych przychodach. Do tego dochodzi presja wyniku i specyfika rynku zawodniczek – ograniczona podaż polskich siatkarek powoduje licytacje i dodatkowe napięcie w budżecie. Krótko mówiąc, zarządzanie klubem dziś to balansowanie między ambicją sportową a odpowiedzialnością finansową, co w naturalny sposób łączy się z pytaniami o kontrakty, sponsorów i długofalowy rozwój młodych zawodniczek.
Łukasz Kruk.
Największymi problemami w zarządzaniu klubami są coraz większa trudność pozyskiwania środków finansowych z sektora prywatnego, duże zmniejszenie wydatków na sport przez SSP. Nie pomaga też duży popyt na nasze najlepsze zawodniczki.
2. Jaki procent budżetu klubu jest realnie zagwarantowany w momencie otwarcia rynku transferowego?
Radosław Anioł.
To w dużej mierze zależy od podpisanych umów z partnerami. Marzeniem każdego prezesa jest grupa sponsorów z wieloletnimi kontraktami, zapewniających stabilność finansową. Podobnie moim marzeniem jest, aby zawodniczki – wzorem piłki nożnej – wiązały się z klubem długoterminowymi kontraktami. W większości przypadków nie jest to jednak 100%. Często mówimy o 50–70 procentach budżetu, czasem mniej. To powoduje, że decyzje transferowe podejmowane są przy założeniach, a nie pełnym zabezpieczeniu finansowym. I to jest jeden z systemowych problemów całej ligi.
Łukasz Kruk.
Myślę, że - w zależności od klubu - 50-70%, a i tak to nie jest 100% umowy. Dotacje miejskie, które stanowią podwaliny większości klubów, też są bardzo chwiejne i często są narażone na polityczne decyzje. Nie chcę się jednak wypowiadać za inne kluby.
3. Co może zrobić klub, gdy sponsor wycofuje się z ustaleń lub podpisanej umowy?
Radosław Anioł.
Przede wszystkim trzeba reagować szybko i odpowiedzialnie: korygować koszty, renegocjować zobowiązania i szukać alternatywnych źródeł finansowania. To też pokazuje, jak ważna jest dywersyfikacja przychodów. Przez lata wiele klubów, w tym my, opierało się na jednym głównym sponsorze. Dziś w Chemiku Police dążymy do dywersyfikacji – dla nas każdy partner jest na wagę złota. Stąd również nasz od roku funkcjonujący projekt CHEMIK BUSINESS CLUB, który już działa i mamy nadzieję, że będzie przyciągał kolejnych sponsorów. Wiem, że łatwo mówić o dywersyfikacji, ale to wymaga ciężkiej pracy marketingowej i środowiskowej przez wiele lat. Potrzebne jest też wsparcie władz – miasta, powiatów czy województwa – bo profesjonalny klub funkcjonuje nie tylko dzięki sponsorom, ale i dzięki stabilnemu otoczeniu wspierającemu sport. Budowanie szerokiej bazy sponsorów daje stabilność i zmniejsza ryzyko nagłego wycofania się jednego partnera.
Łukasz Kruk.
Może zrobić to, co Radomka lub próbować grać dalej w nadziei znalezienia środków w trakcie sezonu. Można też próbować rollować dług na kolejny sezon. Zrobić słabszy skład na kolejny sezon i spłacać ugody.
4. Jak sobie radzić z exodusem najlepszych polskich zawodniczek?
Radosław Anioł.
Krótkoterminowo to bardzo trudne, bo zagraniczne ligi oferują często warunki, z którymi nie jesteśmy w stanie konkurować. Długoterminowo jedyną realną odpowiedzią jest systemowe szkolenie i odbudowa piramidy. Powrót do Młodej Ekstraklasy, w której regularnie grałyby juniorki z każdego klubu Tauron Ligi, pozwoli na płynniejsze i bezpieczniejsze przejście do siatkówki seniorskiej. Bo to inwestycja w przyszłość, a nie koszt. Klub, który wychowuje własne zawodniczki, jest mniej uzależniony od rynku transferowego i licytacji. Rynek jest pochodną systemu. Przy wąskiej bazie i limitach na Polki dochodzi dziś do licytacji, często z oczekiwaniami finansowymi nieadekwatnymi do realnych umiejętności.
Nie jestem przekonany, że samo zniesienie limitów rozwiąże problem. Lepsze szkolenie i Młoda Ekstraklasa sprawią, że każdy klub będzie w stanie wychować własną zawodniczkę, co naturalnie ustabilizuje rynek i ograniczy presję finansową. Wiem, że władze PLS mają gotowy produkt i od dawna trwają nad tym projektem prace. PLS i PZPS mogą to skoordynować centralnie, dając trenerom i selekcjonerom pełny przegląd zawodniczek i realną możliwość ich rozwoju w warunkach meczowych na wysokim poziomie – wzorem Centralnej Ligi Juniorów w piłce nożnej. Zaraz ktoś powie: „To dlaczego tego nie ma w Chemiku?” Tak, nie ma, ponieważ przez lata ówczesny zarząd nie zapewnił szkolenia młodzieży. Teraz skupiamy się na tym i próbujemy odbudować piramidę szkoleniową. Stąd podpisane wieloletnie porozumienia ze Szkołą Mistrzostwa Sportowego w Policach oraz z wiodącymi klubami ze Szczecina, takimi jak UKS Pogodno czy UKS Pomorzanie. Mamy nadzieję na rozbudowanie siatki młodzieżowych klubów partnerskich z całego województwa. Już mamy sygnały od innych klubów, że to właśnie LOTTO Chemik Police na szczycie piramidy szkoleniowej w województwie to najlepszy pomysł. Trzeba to teraz mądrze poukładać i przez lata pielęgnować. Oczywiście potrzeba na to dużo czasu.
Łukasz Kruk.
Na ten moment, w jakim jesteśmy, polskie kluby nie mają żadnych szans na konkurowanie z tureckimi czy greckimi klubami. Nie mówię tutaj o drobnych różnicach. Kwoty oferowane przez zagraniczne kluby są dwa-trzy razy większe od tych, na które stać polskie kluby.
5. Jakie widzisz możliwości ratowania słabnącej Tauron Ligi?
Radosław Anioł.
Przede wszystkim nie nazwałbym jej słabnącą – problem jest strukturalny. Ratunkiem jest inwestycja w szkolenie i odbudowa piramidy: Młoda Ekstraklasa, szerszy przegląd zawodniczek, mniejsza zależność od transferów i naturalna stabilizacja rynku. Rola PLS i PZPS jest kluczowa, bo tylko centralnie da się zbudować spójny system, który będzie działał we wszystkich klubach, a nie tylko w pojedynczych. Oczywiście, to nie jest szybkie rozwiązanie, ale doraźne ratowanie finansów bez budowania bazy zawsze kończy się powtarzającymi się kryzysami. Lepiej zadziałać mądrze i długofalowo, niż tylko odsuwać problem na kolejny sezon.
Tauron Liga nie potrzebuje cudów ani rewolucji, tylko konsekwentnego systemu, który będzie produkował zawodniczki i stabilność, a nie kolejne kryzysy.
Łukasz Kruk.
Najważniejsza rzecz to zatrzymanie masowo wyjeżdżających zawodniczek po szkole średniej do USA. Zawodniczki te są szkolone w SMS Szczyrk lub kluby, w których trenują i grają, są w większości objęte programem SOS. Wiele się słyszy o tym, że powinniśmy stawiać na młode zawodniczki, ale ich po prostu brakuje. Druga sprawa - można się zastanowić nad "czasowym" wprowadzeniem na jeden lub dwa sezony zwiększeniem liczby zawodniczek z zagranicy. Nigdy nie byłem fanem tego rozwiązania, ale może spróbować na rok czy dwa? Jeśli nie, to utrzymanie statusu polskiej zawodniczki dla jednej zawodniczki z Ukrainy.
Trzecia sprawa to pomoc SSP klubom. Może zrobić to systemowo, żeby pomoc dla klubów była równa. Można to zrobić przez PLS lub PZPS.
Są głosy o zmniejszeniu ligi. Jak pokazują przykłady ostatnich lat, kluby, które spadały, bardzo często znikały z mapy siatkarskiej kraju, więc trzeba się zastanowić mocno, czy to dobry pomysł. Zamknięcie ligi również ma swoje wady i zalety. Jednak wszystkie te pomysły bez realizacji pierwszego nic nie pomogą. W sporcie za jakość się płaci. Tutaj chyba wszyscy się zgodzą, ale co zrobić, kiedy portfel większy nie będzie?
***
Przygotowywany jest bardzo ciekawy projekt „Lider”, który z założenia ma być ukierunkowany nie na wygranie mistrzostwa województwa, tylko na tworzenie przyszłych profesjonalnych zawodniczek i zawodników. Do tego szkolenia trenerów i całych sztabów, aby można było zasilać profesjonalne ligi i w końcu stworzenie polskiej szkoły trenerów, bo mamy świetnych fachowców, tylko nie potrafimy ich doceniać. Nie wiem, kiedy zapadną decyzje, ale mnie się to już podoba.
W powiększenie limitu obcokrajowców nie wierzę i ciężko mnie do tego przekonać. Zmniejszenie ligi i dopuszczenie do niej tylko tych, których na to stać, ale tak realnie, a nie wirtualnie, to może być ciekawy pomysł, ale z równoczesną zmianą systemu rozgrywania ligi.
Niestety nie mogę zgodzić się z Radkiem Aniołem. Poziom ligi spada, co widać oglądając każdy kontakt z piłką w trakcie meczu, ale nie ma aż wielkiego dramatu i powodów do paniki. Widzimy masę kłopotów z kontrolowaniem piłki, dograniem, wystawą piłki wysokiej i rozwiązaniach sytuacji niestandardowych, ale to wszystko można poprawić dobrym treningiem.
***
Tiilikainen zrezygnował z funkcji trenera Warszawy. Byłem ciekawy nowego pomysłu i szczerze kibicowałem, bo lubię nowości. Z jednej strony klub przegrał na razie tylko Puchar Polski, ale ostatnie wyniki i poziom drużyny były po prostu złe. Przyglądałem się i kibicowałem, bo zazwyczaj systemy trenowania są bardzo zbliżone i przeważnie mało się różnią. Często się śmieję, kiedy kibice oceniają warsztat trenera, nigdy nie widząc treningu. Dodatkowo sam nie wiem do końca, co to jest ten warsztat na poziomie mistrzowskim, bo to jest bardzo szerokie pojęcie.
Dlatego uśmiechałem się, kiedy dochodziły do mnie informacje o szaleństwach Fina i przygotowywanych siatkarskich sztuczkach. Pierwszy raz widziałem sytuacje, gdzie to trener wymagał szaleństw, a zawodnicy kładli lód na głowę. Zazwyczaj działa to w druga stronę. Drużyna rozpoczęła bardzo dobrze i mało brakowało, a byłaby dziś liderem. Coś się po prostu w drużynie posypało i trener wziął to na klatę, ale dlaczego tak się stało?
Moim zdaniem:
1. Wychowywanie bezstresowe na dłuższą metę nie działa i wie to każdy rodzic. To ładnie wygląda w książkach, ale nie w zawodowym sporcie. Tommi wszystko chciał robić na „tak”, ale dyscyplina i wymagania w zawodowym sporcie to podstawa. Uważam, że bardzo istotne jest dostosowania wymagań do mentalności w konkretnym kraju
2. Widziałem zamieszanie na treningu i byłem zaskoczony, jak dużo tam się dzieje z krzykami, żartami i biegającym trenerem ze swoim asystentem. Mogło to być kontrolowane, ale ja odebrałem jako chaos.
3. Są zawodnicy, którym możesz pozwolić na podejmowanie decyzji co do treningu, ale są również zadaniowcy, którym na to pozwolić nie możesz.
4. Uważam, że to może być świetny trener, ale musi poznać specyfikę mocnej ligi i naszą mentalność. Tego chyba mu się nie udało
5. Wciąż czekam na kogoś, kto trochę odświeży pojmowanie siatkówki. Coś takiego na początku miał Vital Heynen, bo aby się rozwijać, trzeba łamać schematy Widziałem, jak sympatyczny Fin wychodził załamany w klapeczkach z Torwaru i czułem, że coś się może wydarzyć.
Będę mu kibicował i będę się przyglądał jego pracy. Być może wróci do naszej ligi już z bagażem innych doświadczeń, bo dobry trener wyciąga wnioski i ciągle szuka rozwiązań.
***
Szóstka tygodnia:
Co to była za kolejka! I jak tu wybrać najlepszych?! Kilka razy zmieniałem mój skład, ale po ogromnej, tradycyjnej kłótni samym z sobą, wybieram.
Rozegranie:
Lukas Kampa za poprowadzenie Lwowa do zwycięstwa w Warszawie i spokój, jakim epatował. Oczywiście nie w stosunku do sędziów. Wyróżnienie dla Bena Toniuttiego za mecz w Lublinie
Atak:
Tu miałem problem, ale postawiłem na Kamila Rychlickiego za mecz z Resovią, chociaż wybór Kapicy bardzo mnie korcił.

Przyjęcie:
Illia Kovalov z Pawłem Rusinem, bo zasłużyli!


Środkowi:
Wielki Mousse Gueye za wszystko i Łukasz Swodczyk, bo również zasłużyli!


Libero:
Maksymilian Granieczny i duży plus dla Kuby Popiwczaka.

