Widzew Łódź rozbity u siebie. Imponujące transfery na razie nie wystarczyły

Piłka nożna

Widzew Łódź przegrał u siebie z Jagiellonią Białystok w sobotnim meczu PKO BP Ekstraklasy. Podopieczni Adriana Siemieńca wygrali 3:1.

Piłkarze w białych i żółto-czerwonych strojach rywalizują o piłkę na boisku piłkarskim.
fot. PAP
Widzew Łódź przegrał u siebie z Jagiellonią Białystok w sobotnim meczu PKO BP Ekstraklasy.

Z dużymi oczekiwaniami oraz czterema nowymi piłkarzami w wyjściowym składzie rozpoczął Widzew drugą część rozgrywek Ekstraklasy. Wśród nich byli powoływany do reprezentacji Polski bramkarz Bartłomiej Drągowski, Norweg Christopher Cheng, doświadczony i znany m.in. z Ligi Mistrzów Duńczyk Lukas Lerager oraz skrzydłowy drużyny narodowej Ghany Osman Bukari, którego sprowadzenie z amerykańskiego Austin FC miało kosztować ok. 5,5 mln euro, co jest absolutnym rekordem polskiej ligi.

 

ZOBACZ TAKŻE: Świetne mecze Polaków w Lidze Europy! Zagraniczne media pod wrażeniem

 

Mecz zaczął się od ataków gospodarzy, jednak mimo zepchnięcia Białostoczan do defensywy i kilku prób ze strony Łodzian Sławomir Abramowicz nie musiał interweniować. Później mecz stał się co najwyżej przeciętym widowiskiem. Widzew pozostał bez celnego strzału do końca pierwszej połowy, za to Jagiellonia w 36. minucie przeprowadziła składną akcję zakończoną golem.

 

Swoją debiutancką bramkę w ekstraklasie zdobył 19-letni Bartosz Mazurek, przy którego strzale dość niepewnie interweniował Drągowski. Przed przerwą szansę na podwyższenie prowadzenia miał jeszcze Afimico Pululu, który w indywidualnej akcji poradził sobie z Hiszpanem Ricardo Visusem, jednak z ostrego kąta posłał piłkę w boczną siatkę.

 

Podopieczni trenera Igora Jovicevicia mogli wyrównać szybko po wznowieniu gry po przerwie. W 47. minucie dobrze broniących dostępu do własnej bramki piłkarzy z Białegostoku zaskoczyło dośrodkowanie Sebastiana Bergiera, ale Bukari główkował daleko od słupka. Kilka minut później Widzew miał jeszcze trudniejsze zdanie, bo rywale podwyższyli prowadzenie. Tym razem Drągowskiego z rzutu karnego pokonał Pululu, którego w polu karnym sfaulował Albańczyk Juljan Shehu.

 

Piłkarze Jovicevicia nie mieli pomysłu na grę w ofensywie i odrobienie strat. Bramce gości zagrozili jedynie po uderzeniu Emila Kornviga w 59. minucie, przy którym dobrze zachował się Abramowicz. Kolejny strzał nowego gracza Widzewa nie sprawił mu większych problemów, a próba z dalszej odległości Shehu była niecelna.

 

Drużyna trenera Adriana Siemieńca ponownie zaatakowała w 80. minucie i podwyższyła prowadzenie. Tym razem były bramkarz Jagiellonii dał się pokonać Norbertowi Wojtuszkowi, który wykorzystał nieporadność Łodzian we własnym polu karnym.

 

W końcówce gospodarze zdobyli honorowego gola, po rzucie karnym wykorzystanym przez Bergiera. Wywalczył go Mariusz Fornalczyk, którego we własnym polu karnym sfaulował Wojtuszek.

 

Widzew Łódź - Jagiellonia Białystok 1:3 (0:1)
Bramki: 0:1 Bartosz Mazurek (36), 0:2 Afimico Pululu (55-karny), 0:3 Norbert Wojtuszek (80), 1:3 Sebastian Bergier (89-karny)

 

Widzew Łódź: Bartłomiej Drągowski - Marcel Krajewski (65. Carlos Isaac), Stelios Andreou (90. Przemysław Wiśniewski), Ricardo Visus, Christopher Cheng - Osman Bukari, Lukas Lerager, Juljan Shehu, Bartłomiej Pawłowski (56. Emil Kornvig) - Andi Zeqiri (56. Mariusz Fornalczyk), Sebastian Bergier.

 

Jagiellonia Białystok: Sławomir Abramowicz - Norbert Wojtuszek, Andy Pelmard, Bernardo Vital, Bartłomiej Wdowik - Alejandro Pozo (80. Leon Flach), Taras Romanczuk, Bartosz Mazurek (80. Samed Bazdar), Jesus Imaz, Kamil Jóźwiak (60. Leiva Nahuel) - Afimico Pululu (89. Guilherme Montoia).

 

Żółte kartki - Widzew Łódź: Lukas Lerager, Mariusz Fornalczyk, Juljan Shehu, Carlos Isaac. Jagiellonia Białystok: Kamil Jóźwiak, Sławomir Abramowicz, Andy Pelmard.

 

Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa).

Widzów: 16 645.

BS, Polsat Sport, PAP
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie