Lindsey Vonn przemówiła po fatalnym wypadku. Łzy same cisną się do oczu
Lindsey Vonn przerwała milczenie po groźnym wypadku, któremu uległa w niedzielę. Amerykańska gwiazda narciarstwa alpejskiego zamieściła w swoich mediach społecznościowych długi wpis, w którym podsumowała to, co się stało.
41-letnia Amerykanka wystartowała w niedzielę, mimo że 30 stycznia w szwajcarskiej Crans-Montanie doznała zerwania więzadła krzyżowego przedniego w kolanie wskutek upadku podczas zawodów Pucharu Świata. Nieźle radziła sobie podczas treningów w Cortinie d’Ampezzo, startując z ortezą chroniącą staw.
ZOBACZ TAKŻE: Kacper Tomasiak nie zawahał się ani chwili! "Gdyby nie oni, to bym nawet nie zaczął kariery”
Jadąca jako 13. zawodniczka Vonn upadła na początku trasy, jak wyliczono - po około 13 sekundach jazdy. Zahaczyła o jedną z bramek i z dużą prędkością bezwładnie przekoziołkowała po stoku. Przez kilkanaście minut była opatrywana przez ratowników, zanim została zabrana przez śmigłowiec.
O jednej operacji złamanej lewej nogi w niedzielę poinformował szpital w Treviso, gdzie przebywa Vonn. Drugą przeprowadził zespół ortopedów i chirurgów plastycznych. Obecny był też jej osobisty lekarz, ale jedynie asystował Włochom.
W poniedziałek wieczorem Vonn zamieściła w swoich mediach społecznościowych długi wpis. Poniżej cytujemy go w całości.
Moje olimpijskie marzenie nie zakończyło się tak, jak sobie je wyobrażałam. To nie było bajkowe zakończenie ani baśń — to było po prostu życie. Odważyłam się marzyć i pracowałam niezwykle ciężko, by to osiągnąć. Bo w zjeździe alpejskim różnica między strategiczną linią a katastrofalną kontuzją może wynosić zaledwie 5 cali.
Byłam po prostu o 5 cali za blisko, gdy moja prawa ręka zahaczyła o tyczkę, skręcając mnie i powodując upadek. Moje ACL ani wcześniejsze kontuzje nie miały absolutnie żadnego wpływu na ten wypadek.
Niestety doznałam złożonego złamania kości piszczelowej, które obecnie jest stabilne, ale będzie wymagało kilku operacji, aby zostało prawidłowo wyleczone.
Choć nie zakończyło się tak, jak miałam nadzieję, i mimo intensywnego bólu fizycznego, nie mam żadnych żalów. Stanie wczoraj w bramce startowej było niesamowitym uczuciem, którego nigdy nie zapomnę. Świadomość, że stałam tam z realną szansą na zwycięstwo, sama w sobie była wygraną. Wiedziałam też, że ściganie się wiąże się z ryzykiem. Zawsze się wiązało i zawsze będzie to sport niezwykle niebezpieczny.
I podobnie jak w narciarstwie alpejskim, w życiu podejmujemy ryzyko. Marzymy. Kochamy. Skaczemy. A czasem upadamy. Czasem nasze serca zostają złamane. Czasem nie osiągamy marzeń, o których wiemy, że byliśmy zdolni je spełnić. Ale na tym polega również piękno życia — możemy próbować.
Spróbowałam. Marzyłam. Skoczyłam.
Mam nadzieję, że jeśli coś wyniesiecie z mojej drogi, to będzie to odwaga, by śmiało sięgać po wielkie marzenia. Życie jest zbyt krótkie, by nie ryzykować dla siebie. Bo jedyną porażką w życiu jest nie spróbować.
Wierzę w was, tak jak wy wierzyliście we mnie.
Przejdź na Polsatsport.pl

