Polski skarb narodowy Maryna Gąsienica-Daniel ze wsparciem włoskich sióstr

Michał BiałońskiZimowe

Wojciech Fortuna, Adam Małysz, Kamil Stoch, od niedawna Kacper Tomasiak to nasze skarby narodowe. Mało kto zdaje sobie sprawę jednak z tego, że należy do nich także Maryna Gąsienica-Daniel. Filigranowa Góralka z Zakopanego od kilku lat zapewnia obecność Polski w czołówce elitarnego narciarstwa alpejskiego.

Maryna Gąsienica-Daniel odpowiada na pytania dziennikarza z mikrofonem w zimowej scenerii.
fot. Polsat Sport/Marcin Borys
Maryna Gąsienica-Daniel godnie reprezentuje Polskę w elicie narciarstwa alpejskiego

Na igrzyska do Cortiny d’Ampezzo Maryna jechała z nadziejami na medal. W slalomie super gigancie była osiemnasta. W jej koronnej konkurencji – gigancie była siódma, zaledwie o 0.13 s. od medalu. Wyprzedziła legendarną Mikkaelę Shiffrin, czy Sofię Goggię.

 

Prezes PZN-u Adam Małysz gotów był rozstać się z wąsem i brodą, bo taki zakład przyjął z trenerem Maryny Marcinem Orłowskim, gdyby Maryna stanęła na pudle.

 

ZOBACZ TAKŻE: Maryna Gąsienica-Daniel 13. w slalomie gigancie, triumf Szwajcarki w Soelden

Maryna Gąsienica-Daniel: Było bardzo blisko

- Było bardzo blisko. trzynaście setnych, które mi zabrakło do srebrnego medalu, to naprawdę nic w narciarstwie alpejskim. To dowód na to, jak bardzo był wyrównany poziom. Z jednej strony jest mi przykro, a z drugiej, cieszę się i jestem dumna, że znalazłam się w czołówce i walczyłam o medal – powiedziała Polsatowi Sport Maryna.

 

W pierwszym przejeździe Zakopianka wykazała się nieprawdopodobną wytrzymałością, utrzymując się w szalonym pędzie na jednej, prawej nodze, po tym jak ta lewa utraciła kontakt z podłożem. Ekwilibrystyka, siła, doskonała sprawność fizyczna pozwoliły Marynie nie wypaść z trasy.

 

- Dla nas ta trasa nie była aż taka trudna. Ona była dość łatwo postawiona i dlatego różnice czasowe były takie małe. Dlatego wszyscy są w stanie pojechać na tym samym poziomie. Poziom jest wysoki. Łatwiej jest pojechać dobrze nie do końca dobrym technicznie dziewczynom – wyjaśniała tajniki olimpijskiego startu Maryna niewielkie różnice po pierwszym przejeździe.

 

Organizatorzy zmienili ustawienie bramek przed drugim przejazdem, który rozpoczął się o godz. 13:30, w promieniach mocno grzejącego słońca.

 

- Wówczas ustawienie trasy było bardziej techniczne. Dlatego też lepiej wyszkolone technicznie narciarki pojechały lepiej. Różnice z pierwszego przejazdu miały znaczenie, ale nie wiadomo do końca czy finalnie te 13 setnych do medalu to strata z pierwszego czy drugiego przejazdu. Gdybym nie zrobiła błędu w pierwszym, to jechałabym dużo później w drugim, więc nie wiadomo jak on by się potoczył – analizowała.

 

Tłumnie zgromadzenie kibice, głównie Włosi, w Domu Szwajcarskim, łapali się za głowę, widząc przejazd Maryny, której zabrakło ledwie 0.08 s., by wyprzedzić okupującą długo fotel liderki przedstawicielkę gospodarzy IO – Larę Dea Maę. Ostatecznie po złoto sięgnęła inna Włoszka – Federica Brignone.

 

- Po dojeździe do mety, gdy zobaczyłam, że do Dea May tracę osiem setnych, wiedziałam, że to może kosztować dużo. Było bardzo ciasno. Tym bardziej było mi szkoda, ale dałam z siebie wszystko i nic więcej nie mogłam zrobić. Tak się poukładało – rozkładała ręce.

 

Maryna, wraz z jej sztabem, podczas igrzysk zaszyła się w położonym na samej górze Cortiny hotelu, który prowadzą siostry zakonne. Odnajduje tam spokój z przyrody okalającego obiekt lasu, ale także duchowy.

 

- Mieszkamy tutaj co roku, gdy przyjeżdżamy na Puchar Świata. Zaprzyjaźniliśmy się z tym miejscem i z siostrami. Jest przyjemnie i spokojnie. Zawsze wierzę w to, że mamy dodatkowe wsparcie z Góry. To także pomaga – uśmiecha się Maryna Gąsienica-Daniel.

Siostry żegnały ją oklaskami, gdy ruszały na trasę slalomu giganta.

 

- Siostry obiecały, że będą się za mnie modlić. Podobno były także na mecie. Co prawda ich nie widziałam, ale bardzo mi kibicowały, więc bardzo im dziękuję – powiedziała nam alpejka.

Maryna Gąsienica-Daniel blisko osiągnięcia Małgorzaty Tlałki z 1984 r.

Maryna była blisko, aby wyrównać najlepszy jak dotąd występ polskiej narciarki alpejskiej na IO – Małgorzaty Tlałki, która podczas IO w Sarajewie, w 1984 r. zajęła szóste miejsce. Pani Małgorzata w czołówce światowej rywalizowała wspólnie ze swą siostrą Dorotą. Maryna nie wsparcia żadnej innej Polki ani Polaka w elicie.

 

- To prawda, nie jest łatwo samemu w narciarstwie alpejskim. To piękny, ale jednocześnie brutalny sport. Drobiazgi, setne sekundy decydują czy masz medal czy stoisz za podium. Jestem dumna z całego teamu. Z tego, jaki postęp zrobiliśmy w tym sezonie w sprzęcie i pracy, ale także jeśli chodzi o nastawienie i współpracę wewnątrz zespołu. Dziękuję całej ekipie za tę piękną pracę, za to, że w tak dobrej formie byliśmy w stanie walczyć o medal – podkreślała.

 

- Nasz sport jest trudny. Składa się z trudnych warunków, różnych bóli, światłocieni na trasie. Każdy dzień jest inny. Za to kochamy narciarstwo alpejskie – wyliczała Maryna.

 

Gąsienica-Daniel nie wymieniła niebezpiecznych wypadków. Jednemu z nich uległa w super gigancie m.in. Ester Ledecka, która przy olbrzymiej prędkości uderzyła plecami o stok.

 

- Przed prędkość i nierówności na trasie zdarzają się wypadki. Przeciążenia, prędkość, oddziałują na nas, a my nadal jesteśmy tylko ludźmi jadącymi bardzo szybko na dwóch nartach. Bardzo dużo rzeczy dzieje się szybko, jedziemy na krawędzi ryzyka – zaznaczyła.

Gąsienica-Daniel cieszy się ze wszystkich medali Polaków na IO.

 

- Oba konkursy, w których medal wywalczył Kacper Tomasiak oglądałam w telewizji. Miałam spokój i wiarę w to, że chłopaki przywiozą stąd medale. Bardzo się cieszę i gratulują im. To coś niesamowitego, spełnienie marzeń każdego sportowca! Nawet jeśli o tym sami nie wiedzą, bo do nich nie dotarło, to myślę, że za jakiś czas docenią to i będą się bardzo cieszyć. To jest piękne dla nas wszystkich Polaków, że mamy tak wspaniałych sportowców, którzy potrafią reprezentować kraj na najwyższym poziomie! – gratulowała Tomasiakowi i Władimirowi Semirunniemu Maryna.

Trener Marcin Orłowski: W oparciu o jedną zawodniczkę nie możemy budować systemu

Zarówno na mecie, jak i w hotelu Gąsienicy-Daniel dobrego występu pogratulował sekretarz generalny PZN-u Tomasz Grzywacz.

 

Trener Maryny ma nadzieję, że do rywalizacji na wysokim poziomie wróci Magdalena Łuczak, która leczy kontuzję.

 

- W poprzednich dwóch sezonach Magda pokazywała, że potrafi być w „trzydziestce” Pucharu Świata. Na razie mamy jedną zawodniczkę – Marynę. To nie jest łatwy proces, bo niesie za sobą spore ryzyko. Nie możemy też budować systemu, grupy na Puchary Świata, gdyż brakuje nam zawodników. Na przykład Austria ma 14 zawodników na wysokim poziomie, którzy mogą się wymieniać na PŚ. Gdy jednemu coś się zdarzy, to mają go kim zastąpić – tłumaczył trener  Marcin Orłowski.

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie