Kapitan GKS-u Tychy przed finałem LM: Naszym rywalem w fazie zasadniczej był zwycięzca tej edycji
- Zdaję sobie sprawę, że finał rządzi się swoimi prawami i o zwycięstwie decydować będzie jeden mecz, a także dyspozycja dnia i choć obie drużyny znają się doskonale, to jednak więcej atutów po swojej stronie będzie miała Frolunda – mówi przed finałem Ligi Mistrzów Frolunda Goteborg - Lulea Hockey kapitan GKS Tychy, Filip Komorski. Początek transmisji o 18:50 w Polsacie Sport 3 i w Polsat Box Go.

Grzegorz Michalewski: W finale Ligi Mistrzów zmierzą się ze sobą Frolunda Goteborg i Lulea Hockey, a więc dwaj rywale GKS-u Tychy w fazie zasadniczej Champions Hockey League. Oba te mecze rozgrywane na Stadionie Zimowym były niezwykle zacięte, bo z Frolundą przegraliście 1:3, a zespół Lulei, który jest aktualnym mistrzem Szwecji, wygrał z wami 3:2. Jesteś zaskoczony obsadą tego finału?
Filip Komorski: Nie jestem zaskoczony pod względem sportowym i poziomem prezentującym przez obie drużyny, bo to dwie bardzo mocne ekipy. Zaskoczyło mnie to, że z jednym i drugim zespołem graliśmy naprawdę niezłe mecze i teraz zarówno Frolunda jak Lulea zagrają ze sobą decydujący mecz o triumf w rozgrywkach Champions Hockey League. Zatem jeszcze przed meczem finałowym mogę powiedzieć, że naszym rywalem w fazie zasadniczej był zwycięzca tej edycji Ligi Mistrzów.
Jak wspominasz oba te mecze i w którym z nich byliście bliżej wygranej, albo przynajmniej zdobycia jakiś punktów?
Oba mecze przegraliśmy nieznacznie. Z Frolundą dosyć długo prowadziliśmy po bramce zdobytej przez Hannu Kuru i rywal wyrównał dopiero w końcówce drugiej tercji po kontrowersyjnym golu strzelonym łyżwą przez Maxa Friberga, bo było to celowe kopnięcie krążka ze strony szwedzkiego napastnika. Ta sytuacja była dosyć długo analizowana i choć było widać celowy ruch łyżwą w kierunku krążka wykonany przez gracza Frolundy, to bramka ostatecznie została uznana. Do dzisiaj uważam, że to był błąd.
W meczu z Luleą też nie obyło się bez kontrowersji. W końcówce pierwszej tercji Dominik Paś strzelił gola na 2:2, ale trener gości poprosił o challenge, aby sprawdzić tę sytuację i ostatecznie to trafienie nie zostało wam zaliczone.
Pamiętam, że tam także bardzo długo sprawdzano tę sytuację i ostatecznie ta decyzja była również dla nas niekorzystna. Podobno chwilę przed zdobyciem bramki dopatrzono się tam faulu na bramkarzu rywala. To też była kontrowersyjna sytuacja, która dla nas niestety także była niekorzystna. Zarówno przeciwko Frolundzie jak i Lulei do samego końca walczyliśmy o korzystny wynik, ale niestety się nie udało. Obaj rywale to zespoły z najwyższej półki, ale w jednym i drugim meczu zaprezentowaliśmy całkiem nieźle.
Kto według Ciebie ma większe szanse na wygranie Ligi Mistrzów w tym sezonie: Frolunda czy Lulea?
Stawiam na Frolundę. Zajmuje obecnie drugie miejsce w tabeli ligi szwedzkiej z nieznaczną stratą do lidera Skelleftei, ale nad Luleą ma aż dwadzieścia punktów przewagi. Owszem ich bezpośrednie mecze w tym sezonie były bardzo wyrównane, ale patrząc na ich grę, to jednak z tej dwójki lepiej prezentuje się Frolunda. Do tego mecz będzie rozgrywany w Goteborgu, więc to też będzie ich atutem. Zdaję sobie sprawę, że finał rządzi się swoimi prawami i o zwycięstwie decydować będzie jeden mecz, a także dyspozycja dnia i choć obie drużyny znają się doskonale, to jednak więcej atutów po swojej stronie będzie miała Frolunda.
Jak oceniasz występ GKS-u Tychy w tej edycji Ligi Mistrzów wiedząc, że dwaj wasi rywale z fazy zasadniczej zagrają w finale tych rozgrywek?
Niedosyt i to bardzo duży. Losowanie nie było dla nas szczęśliwe i tego szczęścia zabrakło nam w kilku meczach. Najpierw przegraliśmy w Salzburgu, choć na pół minuty przed końcem trzeciej tercji był remis 1:1. Zabrakło niewiele abyśmy doprowadzili do dogrywki i tym samym zdobyli w tym meczu jeden, a może i dwa punkty. Potem przegraliśmy Zurychu z broniącym tytułu zespołem ZSC Lions. Następne dwa mecze rozgrywaliśmy na własnym lodowisku ze wspomnianą już Frolundą i Luleą. Potem zagraliśmy świetne spotkaniu w Klagenfurcie i choć przegrywaliśmy po dwóch tercjach 0:1, to w ostatniej odsłonie strzeliliśmy cztery gole i wygraliśmy ostatecznie 4:1. W ostatnim meczu grupowym u siebie z Lukko Raumą prowadziliśmy w trzeciej tercji, a później byliśmy blisko doprowadzenie do dogrywki, ale ostatecznie decydującego gola straciliśmy także na niespełna minutę przed końcem trzeciej tercji i przegraliśmy to spotkanie 4:5. Na pewno takie mecze z tak mocnymi rywalami były nam bardzo potrzebne, bo pokazały nam, że nawet grając z tak klasowymi zespołami, jesteśmy w stanie toczyć z nimi wyrównaną rywalizację.
Całkiem niedawno zakończyła się rywalizacja w igrzyskach w Mediolanie. Po dwunastu latach przerwy w turnieju olimpijskim ponownie zagrali najlepsi hokeiści z ligi NHL. Jak oceniasz poziom rywalizacji we Włoszech?
Mogę go określić jednym słowem: kosmiczny! To był fantastyczny turniej i znakomicie się go oglądało. Czułem się jak małe dziecko, które zasiadało przed telewizorem, aby obejrzeć swoja ulubioną bajkę. I ja właśnie, jak takie małe dziecko, z zapartym tchem oglądałem te mecze.
Finałową rywalizację pomiędzy reprezentacjami Stanów Zjednoczonych i Kanady rozstrzygnęła dopiero dogrywka i „złoty gol” strzelony przez Jacka Hughesa. To było znakomite spotkanie w wykonaniu obu ekip. A Ty komu kibicowałeś?
To prawda. Finał był fantastycznym widowiskiem. Z racji tego, że w młodości grałem w juniorskiej lidze w Kanadzie i tam też mieszkałem przez jakiś czas, to kibicowałem Kanadyjczykom. Ale nie potrafili wykorzystać stuprocentowych sytuacji bramkowych, które mieli choćby Celebrini, Wilson czy MacKinnon i to się na nich zemściło. To był bardzo wyrównany mecz i ostatecznie o tego jednego gola lepsi byli Amerykanie i to oni zgarnęli złote medale. Tym samym zdobyli olimpijskie złoto po czterdziestu sześciu latach przerwy. Tego dnia rozgrywaliśmy ostatnią kolejkę sezonu zasadniczego i graliśmy na wyjeździe z Toruniem. Obejrzeliśmy zatem na żywo początek finału, a potem w drodze powrotnej oglądaliśmy powtórkę tego meczu i to spotkanie zrobiło na nas wszystkich ogromne wrażenie. Mecz naprawdę godny finału!
Mecz Frolunda Goteborg – Lulea Hockey we wtorek 3 marca o 18:50 w Polsacie Sport 3 i online w Polsat Box Go.
Przejdź na Polsatsport.pl
