Bożydar Iwanow: Będą gadać. Tak czy owak
"Proponowanie" kolejnym selekcjonerom piłkarzy do reprezentacji przez kibiców i dziennikarzy to historia stara jak świat. Czasem nawet należałoby to nazwać mniej elegancko "wciskaniem", a cały ten powtarzający się schemat nabrał tempa i intensywności po powstaniu mediów społecznościowych, dzięki którym atak jest jeszcze bardziej agresywny i zdecydowany.

Działa to zresztą i w drugą stronę. Czyli nie tylko, kto "musi" znaleźć się w reprezentacji, ale też komu absolutnie nie należy się nominacja. Programy, komentarze i felietony po ogłoszeniu listy z nazwiskami rosną jak grzyby po deszczu. Oglądalności i "klikalności" są na wysokim poziomie. To kontent, który zawsze się sprzeda. Nie od dziś mówimy przecież, że w Polsce jest nie tylko jeden selekcjoner, jest ich 38 milionów. Tylu na pewno, wiadomo, że nie. Ale każdy, kto ma dostęp do internetu oraz potrafi czytać i pisać, nawet nie zawsze ze zrozumieniem, swą kadrę może powołać.
Jan Urban podobnie, jak wielu jego poprzedników, nasłuchując tych apeli, tylko się uśmiecha. W dzisiejszych czasach poziom i natężenie obserwacji przy liczebności sztabu, analityków i mnogości nowoczesnych narzędzi jest kompletnie inny niż w okresie pracy Górskiego, Gmocha, Piechniczka czy Engela. Im też zdarzyło się "podpadać" opinii publicznej, a słynne "ale, że Janas Dudka nie powołał?" ma swoje miejsce w futbolowych leksykonach. Obecnie przeoczenie bądź zła weryfikacja nie wchodzą w rachubę. Choć oczywiście łatwiej nam wszystkim będzie obejrzeć efektowne akcje bądź gole Oskara Pietuszewskiego, niż jakiś czas temu mieć wyrobione zdanie na temat tego, ile Ludogorcowi dawał Jakub Piotrowski bądź jak dokładnie w Meksyku "wyglądał" Mateusz Bogusz.
ZOBACZ TAKŻE: Roman Kosecki nie gryzł się w język. "Siedź cicho"
Urban przy powołaniach błędów nie popełni, bo ma wiedzę, pomysł i wie, kto i do czego może mu się przydać. Za "pewnik" możemy uznać, że nominację otrzyma Pietuszewski, bo skoro każdy wie, że jest on w stanie zrobić coś z niczego, to przecież i sztab jest podobnego zdania.
Co wcale nie oznacza, że "Pietuch" pomoże nam w marcowych spotkaniach. To nie zależy już od selekcjonera. Ale od warunków meczu, jego przebiegu, a także tego, jak będzie wyglądał już w krótkim okresie treningowym w czasie zgrupowania.
Urban nie bał się od początku odważnych decyzji. Przeciw Holandii w Rotterdamie wystawił kompletnego debiutanta Przemysława Wiśniewskiego, występującego wtedy w drugoligowych włoskich rozgrywkach i to w zespole, który nie szykuje się do Serie A. Bartosz Kapustka? Szok. Paweł Wszołek? Mimo jego atutów nie tylko motorycznych też niespodzianka. Obaj co prawda z Legii, ale Legii, która mocno dołowała. Czy teraz czeka nas jakaś kolejna niespodzianka skoro żartów i marginesu już nie ma?
Obserwując od wielu miesięcy to, ile GKS-owi Katowice daje Bartosz Nowak, nie tylko podczas Gali Tygodnika Piłka Nożna, gdy Radomianin odbierał statuetkę "Ligowca Roku", pojawiła się kwestia ewentualnego powołania. Nowak trzyma formę od początku sezonu. Jego liczby są oszałamiające, siedem goli i dziesięć asyst, w tym spora część fantastycznych, jak wczoraj z Lechią Gdańsk. To znak, że wie, na czym ta zabawa polega. W rankingu zawierającym bramki i ostatnie podania jest wyżej niż Ishak, Grosicki i Czubak. Dotknął Ligi Europy w Rakowie, więc nie mamy do czynienia z osobą międzynarodowego żółtodzioba. Kluczowe jest jedna to, że podobnie jak Wiśniewskiego Urban go zna, z jednym i z drugim pracował, prowadząc Górnika. Wie więc najlepiej, czy mu się przyda, czy to nie ten rozmiar kapelusza. Jedno jest pewne: czy Nowak znajdzie się w kadrze, czy też nie, ludzie i tak będą na ten temat "gadać".
Przejdź na Polsatsport.pl
