Pucharowy zawrót głowy...
W ostatnim czasie polskie drużyny siatkarskie występujące w europejskich pucharach dość mocno nas rozpieściły. Do tego stopnia, że ubiegłoroczną porażkę warszawskiego Projektu w starciu z Halkbankiem Ankara w ćwierćfinale Ligi Mistrzów wielu potraktowało jako dużą wpadkę. Kibice liczyli bowiem na trzy zespoły w finałowym turnieju w Łodzi. Ostatecznie zagrały dwa.

W tym sezonie znów jest szansa na trzy drużyny w finałowej rozgrywce. Pewna udziału w Finał Four jest jedna z nich, na razie tylko nie wiadomo która.
ZOBACZ TAKŻE: Festiwal niewykorzystanych szans! Tie-break rozstrzygnął starcie w Gdańsku
Będzie nią albo Bogdanka LUK Lublin, albo PGE Projekt Warszawa. Tak bowiem ułożyła się drabinka kwalifikacji. Dziś trudno wskazać zdecydowanego faworyta tej konfrontacji. Patrząc w ligową tabelę PlusLigi można by wysnuć wniosek, że wyżej stoją akcje drużyny z Warszawy, bo zajmuje ona po prostu wyższą lokatę od swojego pucharowego przeciwnika. Ale tak naprawdę nie ma to chyba i tak większego znaczenia.
My chcielibyśmy mieć trzy drużyny w finale, Włosi z pewnością dwie. Nie tylko z racji sportowych ambicji i aspiracji, ale przede wszystkim z powodów logistyczno-organizacyjnych, wszak to oni będą poniekąd gospodarzami Final Four w Turynie. Dlatego też rywalizacja między Lube Cucine Civitanovą i Aluronem CMC Wartą Zawiercie zapowiada się arcyciekawie i może być prawdziwą wisienką na siatkarskim torcie tegorocznej rywalizacji w Champions League. Szanse chyba trzeba tutaj ocenić na klasyczne "pół na pół". Nie bez znaczenia może być tutaj fakt, że rewanżowy mecz rozegrany zostanie w hali w Sosnowcu.
Asseco Resovia, która jest chyba najbardziej nieprzewidywalnym zespołem spośród polskich ćwierćfinalistów Champions League, zagra z Ziratem Ankara, w składzie którego pierwsze skrzypce gra Tomasz Fornal. Tutaj przypomnijmy, że Resovia już raz zagrała w finale Ligi Mistrzów. Było to wprawdzie dość dawno, bo 11 lat temu w Berlinie, ale wielu kibiców Resovii pamięta to doskonałe i pewnie chciałoby powtórzyć liczną biało-czerwoną pasiastą eskapadę, tym razem do Turynu.
W ostatniej ćwierćfinałowej parze zmierzą się Guaguas Las Palmas z Perugią Kamila Semeniuka i jest to jedyna para, gdzie mamy faworyta niemalże stuprocentowego.
No to jak będzie? Wariantów jest pięć, ale trzy są najbardziej prawdopodobne. W Turynie zobaczymy trzy polskie drużyny i jedną włoską? Czy może dwie włoskie, jedną polską i jedną turecką? A może powtórzy się schemat z ubiegłego roku i w finale zmierzą się dwie polskie ekipy oraz jedna turecka i jedna włoska?
Jedno jest pewne. Finałowy turniej będzie wspaniałym widowiskiem. Trzymamy kciuki za polskie drużyny.

