Tak Kamil Stoch został zaskoczony przez żonę Ewę! "Dowiedziałem się dopiero po skoku"
- Dopiero po ostatnim w życiu skoku się dowiedziałem, że moja żona Ewa machnęła mi chorągiewką na start. Na górze o tym nie wiedziałem. Walczyłem, żeby dać z siebie wszystko, byłem skoncentrowany. Co będzie jutro? Pośpię ile się da, zaparzę kawy i pójdę po croissanty dla siebie i żony. Zwykłe, normalne czynności, bez żadnego ą, ę – powiedział nam po zakończeniu kariery Kamil Stoch.

Michał Białoński, Polsat Sport: Kamilu, stało się, o godz. 11:12 oddałeś ostatni skok w karierze. To była piękna, usłana różami, ale też momentami cierniami, droga. Czy zaskoczyło cię to, że sygnał do startu dawała ci dziś żona Ewa, a trener Maciej Maciusiak ustąpił miejsca na wieży twojemu pierwszemu trenerowi Zbigniewowi Klimowskiemu. Jak się czujesz?
Kamil Stoch: Wyobrażałem sobie ten dzień inaczej. Miałem nadzieję, że będę walczył o zwycięstwo. Ale życie to nie jest bajka i trzeba brać to, co jest i być wdzięcznym. W ostatnim konkursie uczestniczyło tylko 31 zawodników i musiałem walczyć o miejsce w drugiej serii. I jestem dumny, że mi się udało. Dla kogoś innego to pewnie nic, ale ja byłem dumny.
Podsumowując, startowałem w całym sezonie w Pucharze Świata, nikt mi nie dał miejsca za darmo, zakwalifikowałem się także do finałowych zawodów w Planicy. Kibice przyjechali z całej Polski, żeby dodawać mi otuchy. Była moja wspaniała rodzina, jest najwspanialsza żona na świecie. Dopiero po skoku się dowiedziałem, że to ona machnęła chorągiewką. Na górze o tym nie wiedziałem. Walczyłem, żeby dać z siebie wszystko. I dopiero w powtórce, na telebimie widzę, że Ewa macha chorągiewką.
ZOBACZ TAKŻE: Adam Małysz nie wytrzymał po skandalu! Polecą głowy?! "Byłem w szoku! Bardzo mocne nagany"
W Kransjkiej Gorze na scenie mówiłem o więzi, którą zbudowaliśmy z kibicami. Może to zabrzmi na wyrost, ale dla mnie jest to bardzo ważne. Kto wie czy ta więź z ludźmi nie jest ważniejsza od trofeów, które zdobyłem. To, że ktoś jest obok i cały czas daje dobrą energię
Co było tajemnicą sukcesu, że wytrwałeś w Pucharze Świata 22 lata? To trzy pokolenia skoczków.
Najważniejsi byli i będą ludzie, których mam wokół siebie. Nie mógłbym sobie wymarzyć lepszych ludzi, którzy prowadzili mi karierę. Mam cudowną żonę, prawdziwego Anioła Stróża, który zawsze jest ze mną. Miałem fantastycznych trenerów, wspaniały sztab. Bardzo dziękuję trenerowi Doleżalowi, który wierzył we mnie nawet wtedy, gdy ja wątpiłem i chciałem tylko dojechać do końca sezonu. On powtarzał, że nie, na pewno to odpali. Życzę każdemu, żeby miał takiego trenera.
Gdyś miał na bezludną wyspę, oprócz żony Ewy zabrać jedno trofeum z pękającej w szwach gabloty, co by to było?
Ja bym zabrał tę obrączkę małżeńską.
W 2011 tańczyłeś krzesańca schodzącemu ze sceny Adamowi Małyszowi. Szkoda, że nie ma tu z nami Kacpra Tomasiaka, by on odtańczył ci swój taniec, ale on na pewno w duchu oddaje ci hołd. Chyba masz większą ulgę, że po ostatnim locie zostawiasz godnego następcę?
Powtarzałem nawet podczas igrzysk w Predazzo, że wspaniałe jest to, co się wydarzyło tej zimy. Pomimo trudności był promyk słońca, chwile uniesienia i piękny prognostyk na przyszłość. Mamy zdolną młodzież, sportowców, którzy już są utytułowani, a mają przed sobą całą przyszłość.
Co będzie jutro? Jak sobie wyobrażasz życie bez adrenaliny związanej ze startami?
Wiem dobrze, co będzie jutro. Pośpię najdłużej jak się da, zaparzę kawę i pójdę po croissanty dla siebie i żony. Proste życiowe czynności, beż żadnego ą, ę.
I nie będziesz musiał się ograniczać do jednego czy dwóch. Ale nie wierzę, żebyś nie został przy skokach?
Zostanę przy skokach. Będę bliżej naszego Eve-Nementu, by być oparciem dla zawodników i trenerów. Gdy będą potrzebowali rady, pomocy, będę im służył.
Rozmawiał w Planicy: Michał Białoński, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

