Iwanow: Jaka piękna katastrofa
O Hiszpanach mówiono kiedyś, że grają jak nigdy, przegrywają jak zawsze. Polska drużyna od dawna nie wyglądała tak, jak we wtorek. Ale po raz pierwszy od zamierzchłych czasów nie pojedzie na dużą imprezę. I nie można jedynie mówić, że miała niesprzyjającego sędziego czy gigantycznego pecha.

Ultraofensywne usposobienie z wyjściową jedenastką złożoną de facto z jedynie trójki defensywnych piłkarzy zachwiało równowagą. Do przodu graliśmy z energią i polotem, z tyłu - nerwowo i nieodpowiedzialnie. Owszem, można się przyczepić do formacji obronnej i nie do końca pewnego bramkarza, ale przecież nie od dziś wiadomo, że broni cała drużyna. Ale żeby mieć odpowiedzialną i skuteczną defensywę, trzeba mieć do tego wykonawców.
ZOBACZ TAKŻE: Hajto wprost o błędzie Grabary. "To jest nieprawdopodobne"
My zagraliśmy na dwójkę napastników. Nicola Zalewski, fantastyczny w przodzie, pod własną bramką też jest niebezpieczny, ale dla nas. Typowa szóstka oglądała całe spotkanie z wysokości ławki. Matty Cash nie dojechał fizycznie, co widzieli wszyscy, poza sztabem selekcjonera. Przemysław Wiśniewski z drugiej ligi włoskiej przeniósł się do zagrożonego degradacją polskiego klubu, więc czy można od niego oczekiwać, że powstrzyma czołowego napastnika najmocniejszej ligi świata?
Cudowny Piotr Zieliński, fenomenalny Sebastian Szymański, obaj rozgrywający najlepsze mecze w kadrze, harujący jak wół Jakub Kamiński czy schodzący powoli z wielkiej sceny Robert Lewandowski muszą obejść się smakiem. Dwaj pierwsi opuszczą mundial prawdopodobnie w piku swojej dyspozycji. Ten trzeci wreszcie mógł odegrać w turnieju znaczącą rolę. "Lewy" – wiadomo. Trwa narodowa debata, czy powinien zostać i pomóc reprezentacji czy też "Time To Say Goodbye" miało bardziej głębokie znaczenie?
Poza tym kadra na jesienną Ligę Narodów nie zmieni się aż tak diametralnie, mimo że pojawi się magiczne słowo "odmłodzenie". Pas powiedzieć mogą Kamil Grosicki czy Bartosz Bereszyński albo pas powie im selekcjoner. Piłkarze z U-21? Jesienią mają swoją misję do wykonania, więc nie sądzę, żeby gremialnie wykonali krok o piętro wyżej.
Nie trzeba nikogo przekonywać, jak dużą rolę dla przyszłości wielu piłkarzy mogły odegrać mistrzostwa globu. Klubowej. Koniec świata to nie jest, ktoś może stwierdzić, że co mają powiedzieć Duńczycy, a w szczególności Włosi? Ale kogo to interesuje poza nimi? Dla nas to żadne pocieszenie. To, że graliśmy jak nigdy, też nie powoduje diametralnej poprawy nastroju. Lepiej awansować brzydko, niż przegrać w ładnym stylu.
Piękna katastrofa wciąż jest katastrofą. Nawet, jeśli za kadencji Jana Urbana zdarzyła się po raz pierwszy, to akurat w najgorszym z możliwych momencie.

