Bolesna prawda: Tak Graham Potter przechytrzył Jana Urbana

W obliczu tragedii drużyny narodowej, jaką bez wątpienia jest brak awansu na MŚ, PZPN zapalił światło w tunelu, zrywając z chwilówką pracy selekcjonerów. Natomiast sam Jan Urban musi również nauczyć się na błędach. Jego "nic bym nie zmienił”" ze Sztokholmu jest nie do przyjęcia.

Dwóch mężczyzn podczas konferencji prasowej, jeden z nich przemawia do mikrofonu, drugi widoczny w okręgu.
Cyfrasport/Łukasz Grochala
Graham Potter przechytrzył Jana Urbana w przygotowaniu strategii na finał walki o mundial

W wypowiedziach naszych piłkarzy po porażce ze Szwecją przewijały się sentencje: "Byliśmy lepszą drużyną, ale zabrakło nam szczęścia". Wtórował im Jan Urban: "Zabrakło nam cwaniactwa, uśmiechu szczęścia. Gdybym jeszcze raz dane byłoby mi prowadzić przygotowania do tego meczu, to nic bym nie zmienił”.

Jan Urban zafundował nam najlepsze wydanie duetu Piotr Zieliński - Sebastian Szymański

Ja jednak będę się upierał, że jeżeli będziemy liczyć na lepszą skuteczność ofensywy, bez wyraźnej poprawy gry defensywnej całego zespołu, to ta misja będzie przypominała walenie głową w mur. Oczywiście, selekcjonera broni ogólna wizja reprezentacji i wydobywanie drzemiącego w niej potencjału. Dotyczy to zwłaszcza naszych skarbów narodowych środka drugiej linii Sebastiana Szymańskiego i Piotra Zielińskiego. Współpraca tego duetu, jego forma w ostatnim dwumeczu osiągnęły poziom dotąd nieobserwowany. Cześć i chwała za to Janowi Urbanowi!

 

ZOBACZ TAKŻE: Zbigniew Boniek z mocnym apelem do Lewandowskiego. "Musi podjąć męską decyzję"

 

Ileż to razy zastanawialiśmy się nad tym, dlaczego "Zielu" nie błyszczy tak w kadrze, jak w klubie. Eksselekcjoner Jerzy Brzęczek wypalił nawet,  że musi mu się coś w głowie przestawić. Sebastian również pojawiał się i znikał z najwyższą dyspozycją. Aż tu nagle Urban zapalił światło dla nich obu, zagwarantował ich regularność!

Polska ma nowoczesne "szóstki", ale defensywa nie może być jak sito

Natomiast skutkiem ubocznym uzdrowienia gry duetu Zieliński – Szymański jest przyjęte z góry założenie, że w fazie defensywnej pełnią oni rolę nowoczesnych "szóstek". Takich, które nie tylko stanowią rolę przecinaków akcji rywala, ale także konstruktorów. Oczywiście, siłą rzeczy, oni nigdy nie będą tak skuteczni w odbiorze piłki, czy walce wręcz jak chociażby Grzegorz Krychowiak z 2016 r. Tym bardziej że wiele nawyków trójki naszych stoperów jest rodem z archaicznej piłki. Oni grają bezpiecznie, asekuracyjnie, nie wychodzą wysoko pod przeciwnika, by grać jeden na jednego. Tak straciliśmy w Szwecji pierwszą bramkę, gdy Jan Bednarek z Przemysławem Wiśniewskim dali się wyciągnąć poza światło bramki, Jakub Kiwior stał za głęboko, by zablokować pakującego pod poprzeczkę Elangę, a Nicola Zalewski nie przesunął się z lewej strony do środka, by załatać dziurę. Pilnował najszerzej ustawionego Szweda, który akurat nie brał udziału w akcji.

 

Z kolei przy stracie trzeciej bramki w jej świetle znowu nie było Jana Bednarka, bo nie zdążył wrócić po próbie zablokowania strzału, a Wiśniewski, ten jeden jedyny raz, dał się przepchnąć Gyoekeresowi. Trzeba sobie jasno powiedzieć: żaden z naszych stoperów nie jest nowym Kamilem Glikiem, który nigdy w życiu nie dałby się tak przepchnąć Szwedowi.

 

Mając na uwadze powyższe fakty i słabszą dyspozycję fizyczną Kiwiora, sztab reprezentacji Polski musi wymyślić skuteczniejszą grę defensywną zespołu. Wierzę, że da się to zrobić bez powrotu do archaicznej, tylko broniącej "szóstki". Natomiast musimy wyegzekwować od stoperów bardziej agresywną postawę, bronienia kluczowej pozycji przed bramką. Tam muszą lecieć wióry! Jan Bednarek jest inteligentnym i jak na stopera dość szybkim piłkarzem, ale synonimem twardości nigdy nie był.

Szwedzi ograli nas jak dzieci stałymi fragmentami gry

Natomiast największym głazem w ogródku Jana Urbana i jego sztabu są stałe fragmenty gry. Rzuty wolne i rożne nie od dziś są potężną bronią w futbolu. Szwedzi ograli nas na nie jak dzieci. Bartosz Bereszyński ujawnił, że sztab uczulał piłkarzy na rzuty wolne, w których rywale stosują  wybloki piłkarzy pilnujących bliższego słupka. Szatnia o tym dobrze wiedziała. Problem w tym, że sztab nie nauczył zespołu skutecznie temu przeciwdziałać, a to jest najważniejsze. Oczywiście, można powiedzieć, że ustawiona w strefie drużyna powinna ruszyć jak do pożaru, gdy piłka została już zagrana. Wszak tylko Robert Lewandowski został zablokowany. Reszta broniących mogła działać, a nie biernie czekać w strefie, w której nic się nie działo.

 

Z góry wiedzieliśmy, że Szwedzi oddadzą nam piłkę, by podobnie jak w półfinale z Ukrainą liczyć na krótkie, ale konkretne wypady. Mieliśmy świadomość, że ich szalenie groźną bronią są stałe fragmenty gry. Właśnie po to, by nimi razić rywali, Graham Potter sprowadził z Tottenhamu asystenta Andreasa Georgssona, na którego realizator zrobił zbliżenie po trafieniu na 2:1. A mimo tego daliśmy się zaskoczyć. Szwedzi byli przygotowani na końcową fazę spotkania – ich współczynnik goli oczekiwanych znacząco wówczas wzrósł. Głównie dzięki bramkowej akcji, którą poprzedziły dwa strzały oddane z pola karnego. W naszym przypadku stało się na odwrót – w ostatnich 10 minutach nie byliśmy w stanie realnie zagrozić bramce.

 

Tak oto gospodarze poradzili sobie z nami nawet bez liderów ofensywy Alexandra Isaka i Dejana Kulusevskiego, a także bez kluczowego stopera Isaka Hiena. Dla Grahama Pottera był to dopiero czwarty mecz, drugie zgrupowanie z kadrą Szwecji, a jednak, bez narzekania na brak czasu, Anglik był w stanie opracować i wdrożyć skuteczną strategię na baraże. Oczywiście, pomogła mu siła mentalna głodnego triumfu, po paśmie porażek w eliminacjach, zespołu. 

 

Bill Shankly ogłosił przed laty: "Drużyna piłkarska jest jak fortepian. Potrzebujesz ośmiu, żeby go nieśli, i trzech, którzy umieją na tym cholerstwie grać". Sir Alex Ferguson dodał, że "ofensywa sprzedaje bilety, a defensywa zapełnia gablotę z trofeami".

 

Po wyprawie "Biało-Czerwonych” do Szwecji odnoszę wrażenie, że zapomnieliśmy o tych maksymach. Owszem, styl porażki był piękny, ale baraże, finały to starcia z gatunku tych, które należy przepchnąć kolanem. Akurat ten jeden jedyny raz styl można było zostawić na boku.

Jan Urban ma dużo czasu na spokojną pracę i poprawę defensywy

Przed Janem Urbanem i jego asystentami 16 miesięcy spokojnej pracy. Dopiero w czerwcu przyszłego roku zaczniemy zmagania o wyjazd na Euro 2028. Jesienne mecze w Dywizji B Ligi Narodów będą świetnym poligonem doświadczalnym, w którym można będzie szlifować ofensywę, ale przede wszystkim uszczelniać defensywę. W dobie sztucznej inteligencji, rozbudowanych analiz statystycznych i taktycznych nie można tak wiele zostawiać przypadkowi. Liczyć na to, że następnym razem się uda i nie zabraknie szczęścia. Uśmiech fortuny trzeba czasem sprowokować.

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie