Zbigniew Boniek kontratakuje w aferze garniturowej! "Asystent Brzęczka pomylił odwagę z odważnikiem"
- Pan Gilewicz chciał błysnąć, ale pomylił odwagę z odważnikiem. Jak to jest możliwe, że był w PZPN-ie przez dwa i pół roku, a przez dwa lata walczył o garnitury. Ale z kim walczył? Do kogo przyszedł z tą prośbą? Gdyby mnie poprosił, to bym mu przecież od razu kupił. Nawet teraz, jeśli ma potrzebę zakupu nowego garnituru, to niech się do mnie zgłosi – powiedział nam Zbigniew Boniek.


Analiza Dariusza Rolaka: Mecz FC Porto - Nottingham Forest z 1/4 finału Ligi Europy

Stefan Ortega: Nie mieliśmy takich sytuacji jak Porto, ale myślę, że remis to sprawiedliwy wynik

Tomasz Hajto: Gdyby Porto było zdecydowane na Kiwiora, to grałby on, a nie Thiago Silva, który ma ponad 40 lat

FC Porto - Nottingham Forest FC. Skrót meczu
Zbigniew Boniek o starciu FC Porto z Nottingham Forest
Michał Białoński, Polsat Sport: Wydawać się mogło, że w walce o półfinał Ligi Europy Porto uzyska sporą zaliczkę. Szybko wyszło na prowadzenie, ale wszystko odmienił kuriozalny samobój Fernandesa. Nottingham w Premier League broni się przed degradacją, ale w perspektywie do rewanżu u siebie jest w niezłym położeniu.
Zbigniew Boniek: Wiadomo, że piłka portugalska to są trzy-cztery dobre drużyny. Natomiast nawet jeśli one grają z drużynami angielskimi, to poziom jest wyrównany. Oczywiście, w teorii Porto było faworytem, ale mecz był wyrównany i remis nie krzywdzi żadnej ze stron.
Jan Bednarek zagrał na pozycji półlewego stopera, choć jest zawodnikiem prawonożnym. Podobnie jak w dwumeczu z VfB Stuttgart, Jakub Kiwior pełnił rolę rezerwowego i tym razem nie wszedł nawet na minutę. Oskara Pietuszewskiego FC Porto nie zgłosiło nawet do fazy pucharowej Ligi Europy. Wybrało trio: Terem Mofi, Sako Fofana i Thiago Silva. A w Polsce nie brakuje głosów, że w oparciu o tercet z Porto powinniśmy budować reprezentację.
Taka jest rzeczywistość. Mam nadzieję, że zarówno Kiwior szybko wróci do składu, jak i Pietuszewski dostanie szanse w meczach ligowych Porto. Ich przygody pokazują jednak, że to co my czasem "sprzedajemy" nie wytrzymuje zderzenia z rzeczywistością.
ZOBACZ TAKŻE: Jacek Magiera nie żyje. Zbigniew Boniek żegna trenera. "Żywiłem do niego największy szacunek"
Zbigniew Boniek odpowiada na uszczypliwość Radosława Gilewicza ws. garniturów
Przejdźmy do afery garniturowej. Obiecał pan ufundować garnitury piłkarzom Zawiszy, o ile awansują do finału Pucharu Polski. Górnik okazał się za mocny. Były asystent Jerzego Brzęczka w reprezentacji Polski - Radosław Gilewicz wbił panu szpilkę, twierdząc, że przez dwa lata nie mogli się pana uprosić o garnitury dla reprezentacji. Faktycznie tak było?
Wydaje mi się, że pan Gilewicz chciał błysnąć, ale pomylił odwagę z odważnikiem. Gdybym był przy tej rozmowie, to bym się spytał, jak to jest możliwe, że był w PZPN-ie przez dwa i pół roku, a przez dwa lata walczył o garnitury. Ale z kim walczył? Do kogo przyszedł z tą prośbą? Przecież mieli garnitury! Naprawdę, chciałbym wiedzieć, u kogo był i kogo prosił o nowe garnitury. Gdyby mnie poprosił, to bym mu przecież od razu kupił. Nawet teraz, jeśli ma potrzebę zakupu nowego garnituru, to niech się do mnie zgłosi.
Barcelona składa protest do UEFA. Zbigniew Boniek reaguje
Barcelona złożyła oficjalny protest do UEFA, żaląc się na pracę sędziego Istvana Kovacsa w ćwierćfinale Ligi Mistrzów z Atletico. Chodzi jej głównie o nieodgwizdanie rzutu karnego po zagraniu piłki ręką przez obrońcę Marca Pubilla, po tym jak bramkarz Atletico wznowił grę. Eksperci sędziowscy bronią Kovacsa, twierdzą, że obrońca uznał, iż to dopiero on wznowi grę.
A kto powiedział, że bramkarz rozpoczął grę? Od tego trzeba zacząć! Bramkarz dał piłkę Pubillowi, żeby to on wznowił grę. Oczywiście, można to różnie interpretować. Natomiast zażalenia i protesty zawsze dotyczą drużyn, które przegrały.
Co prawda Barcelona przegrała 0-2, ale w starciach z nią zawsze trzeba być uważnym, bo dwubramkowa przewaga nie jest dla niej nie do odrobienia, nawet na wyjeździe. Dlatego Atletico nie może się już czuć półfinalistą. Barcelona może każdemu strzelić trzy-cztery bramki.
Barcelonie brakowało Raphinhi, a on odgrywa wielką rolę w tej drużynie. Zastąpił go Rashford, który był jednym z najlepszych zawodników Barcelony, ale nadal nie czyni go to Raphinhą. Ja bym poradził Barcelonie tak: zamiast koncentrować się na protestach, niech się skoncentrują na rewanżu, bo mają szansę odrobić ten wynik w Madrycie. Nie będzie łatwo, ale mają na to szansę.
Robert Lewandowski nie nadaje się do rezerw Barcelony? Zbigniew Boniek polemizuje z krytykiem Polaka
Gromy sypią się na głowę Roberta Lewandowskiego. David Bernabeu z katalońskiego "Sportu" zaatakował Polaka, twierdząc, że w obecnej formie on się nie nadaje nie tylko na poziom Ligi Mistrzów, ale nawet do rezerw Barcelony. Takie tezy są lotne i się dobrze sprzedają i nie biorą pod uwagę, że Robert był całkowicie odcięty od podań w polu karnym.
Ostatnio Robert prawie zawsze tak gra. Wiadomo, numer "dziewięć" jak strzeli bramkę, to zawsze jest oceniany pozytywnie, a jeśli tego nie zrobi, to dostaje po głowie. Na pewno pierwsza połowa nie była wielka w wykonaniu Roberta, oddał jeden strzał w 44. minucie. Później trener Flick doszedł do wniosku, że skoro grają w "dziesiątkę", to trzeba skład przemeblować i to przemeblowanie dotknęło Roberta. Natomiast krytyka hiszpańska jest totalnie, o 180 stopni, odwrócona od polskiej.
PSG stosunkowo łatwo ograł Liverpool. Zwłaszcza druga bramka Kvaratskhelii ośmieszyła wręcz Anglików. Paryżanie przez sześć minut nie dali im powąchać piłki, wymienili blisko 90 podań. „The Reds” niby dobrze przesuwali w ustawieniu 1-5-4-1, ale Gruzin i tak wjechał z piłką do niemal pustej bramki.
Jeśli grasz przeciw zawodnikom o takiej jakości, jakich ma Paris Saint-Germain, to zawsze musisz być ostrożny. Niezależnie od tego, czy będziesz grał niskim czy wysokim pressingiem. Paryż ma wielu zawodników, którzy swoim ruchem potrafią znaleźć wolną przestrzeń, wyjść na pozycję, a podania do nich są niezwykle dokładne. Ta bramka troszeczkę obnażyła Liverpool.
Zbigniew Boniek o kontrowersji sędziowskiej z półfinału Pucharu Polski Raków Częstochowa - GKS Katowice
Sporo kontrowersji mieliśmy także w półfinale Pucharu Polski Raków Częstochowa – GKS Katowice. Sędziowie zaliczyli bramkę z dobitki po rzucie karnym Lamine Diaby-Fadigi, choć wydawało się, iż w momencie wykonywania "jedenastki" przez Brunesa, był już w polu karnym. Po analizie VAR sędziowie uznali, że jednak nie dotknął stopą ziemi. Zdziwiony pan jest taką decyzją?
Ten przepis jest totalnie wariacki. Mówi, że jeżeli zawodnik, podczas rzutu karnego, wpadnie w pole karne, a jeszcze nie dotknął ziemi, to tak jakby go nie było. Zaraz skończy się jak w piłce ręcznej. Ktoś wystartuje z połowy boiska i w momencie rzutu karnego wskoczą do pola karnego i będą lecieli pięć metrów w powietrzu, bo na to stać każdego piłkarze, jeśli dobrze się rozpędzi. I dolecą prawie do tego, który wykonuje "jedenastkę". Ja uważam, że ta bramka była absolutnie do anulowania. Nie jestem kibicem ani Rakowa, ani GKS-u Katowice. Raków mógłby tak samo wygrać ten mecz bez tej bramki.
Jak ja słyszę takie wypowiedzi: "No tak, ale ta noga Fadigi nie dotknęła jeszcze murawy", to niech mi ich autorzy pokażą właściwą stopklatkę. Ja tę sytuację oglądałem sto tysięcy razy i nigdzie nie mam takiego dowodu. Wręcz przeciwnie, jestem przekonany, że w momencie, w którym Brunes dotknął piłkę, to Fadiga już był w polu karnym i z nogą dotykającą murawy.
Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że gdyby sędzia nie uznał tej bramki, tylko podyktował rzut wolny pośredni dla GKS-u, to wszyscy sędziowie, także ci z VAR-u byliby bronieni przez ekspertów: "Sędzia dobrze zrobił, bo jednak Diaby-Fadiga wpadł w pole karne i dotknął ziemi". Natomiast przepis sam w sobie jest kompletnie chory!
Zbigniew Boniek o tym, czy polskiej piłce jest potrzebna rewolucja, której świadkami są Włochy
U nas po porażce ze Szwecją brzmi nuta „Polacy nic się nie stało”, a we Włoszech totalna rewolucja. Zrezygnował prezes federacji Gabriele Gravina, selekcjoner Gennaro Gattuso złożył dymisję. We włoskiej federacji powstał alarmujący raport, z którego wynika, że aż 68 procent minut w Serie A rozgrywają obcokrajowcy, na blisko 290 zawodników tylko 89 Włochów rozegrało minimum 30 minut na mecz. Czy podobnych analiz nie powinno się zrobić w Polsce, po odpadnięciu ze Szwecją?
Jesteśmy minimalistami, zadowalamy się byle czym i to jest główna przyczyna, że mamy taką a nie inną reprezentację. Mamy dobrych piłkarzy, ale jesteśmy za mało wymagający, za mało oczekujemy od siebie i przechodzimy do porządku dziennego ad hoc po meczu ze Szwecją, która jest najsłabsza od 35 lat i na dodatek grała bez swoich trzech najlepszych zawodników. To jest rzecz trudna do zaakceptowania. Popełniliśmy wiele błędów w obronie i strzelając na wyjeździe dwie bramki, nie zapewniliśmy sobie nawet dogrywki, ani rzutów karnych. To wszystko pokazuje, że mamy inną mentalność niż Włosi.
Ostatnio, w "Prawdzie Futbolu", wygłosił pan tezę, że z Czesławem Michniewiczem na ławce nie pozwolilibyśmy sobie strzelić trzech bramek w Sztokholmie.
Jestem o tym absolutnie przekonany, w stu procentach. Z drugiej strony jednak nie jestem przekonany, czy Polska Michniewicza strzeliłaby dwie bramki Szwedom na wyjeździe. Ale na pewno trzech bramek tak przeciętnemu rywalowi nie dałaby sobie strzelić.
Przejdź na Polsatsport.pl
