Kacper Tomasiak o tym, jakie jest życie milionera. "Nie zacząłem nad tym pracować”
- Z czego się wziął mój upadek na „mamucie” w Vikersund? Trochę krzywo wylądowałem, a potem narta mi zakantowała i odjechała. To się bardzo często zdarza, ale na skoczni do lotów prędkości lądowania są znacznie większe, więc nie wyjeżdża się od razu na następny skok. Parę dni przerwy na pewno nie zaszkodzi. Reasumując, ten upadek nie był nie wiadomo jak straszny – powiedział nam Kacper Tomasiak.

Michał Białoński, Polsat Sport: Wiele osób wylicza ci nagrody, z których wynika, że zostałeś milionerem. Mało kto jednak bierze pod uwagę, że trzy tygodnie temu omal nie zostałeś kaleką podczas upadku na „mamucie” w Vikersund. Przenalizowałeś już dlaczego po dobrym lądowaniu, na odjeździe doszło do tego upadku?
Kacper Tomasiak, multimedalista olimpijski, mistrz Polski: Nie mam złego wrażenia ani pesymistycznych myśli po tym wypadku. Nie czułem też potrzeby, żeby oddawać skoki treningowe na koniec sezonu. Wolałem złapać trochę odpoczynku, a później już były święta, więc nie było gdzie zmieścić treningów na skoczni. Wolałem poczekać do sezonu letniego.
A co do samego upadku, to trochę krzywo wylądowałem, a potem narta mi zakantowała i odjechała. To się bardzo często zdarza, ale na skoczni do lotów prędkości lądowania są znacznie większe, więc nie wyjeżdża się od razu na następny skok. Parę dni przerwy na pewno nie zaszkodzi. Reasumując, ten upadek nie był nie wiadomo jak straszny.
ZOBACZ TAKŻE: Co dalej z kadrą polskich skoczków? Adam Małysz zapowiedział "pewne decyzje"
Co zrobić, żebyś lepiej radził sobie na skoczniach do lotów? Rozmawiałeś już o tym z trenerem Maciusiakiem?
Na pewno czeka nas praca w tunelu aerodynamicznym. Okres przygotowawczy zacznę na pewno na zupełnie innym poziomie niż rok temu, więc łatwiej będzie korygować błędy.
Trudno przewidzieć, czy w nowym sezonie uda mi się dostosować do „mamutów”, podejrzewam jednak, że z każdym skokiem powinno być coraz lepiej. Postępy było widać już w Vikersund, ale tych skoków było po prostu mało. Podczas lata na pewno uda mi się popracować nad techniką lotu. Jest już ona na tyle dobra, ale dodatkowy czas jej poświęcony powinien przynieść poprawę.
Jesteś trzy tygodnie po zakończeniu sezonu. Czy masz już za sobą refleksję na temat tego, co się tak błyskawicznie stało, że z normalnego zawodnika stałeś się największą nadzieją polskich skoków i całego sportu zimowego?
Staram się być dalej taki sam. Nie miałem wielkich przemyśleń po zakończeniu sezonu. Wszystko szło, można powiedzieć, samo. Dużych refleksji na ten temat nie miałem.
Zbigniew Boniek ma takie powiedzenie, że piłkarz przed zarobieniem pierwszego miliona jest zupełnie innym człowiekiem niż po tym fakcie. Starasz się nad sobą pracować, by bogactwo, którego jesteś udziałem, które wywalczyłeś na IO, nie wpłynęło negatywnie na twoją karierę?
Na razie nie zacząłem nad tym pracować. Zresztą nie musiałem, bo na razie nie miałem innych wydatków, od tych, jakie czyniłem wcześniej.
Czy kibice z południa Polski muszą się martwić o to, że przeprowadzisz się na północ, w związku z tym, że dostałeś mieszkanie na osiedlu Miasto Polskich Mistrzów Olimpijskich w Warszawie?
Ciężko stwierdzić. Na pewno podczas kariery sportowej mi to nie grozi, bo jest to miejsce bardzo oddalone od skoczni. Takie decyzje będą przychodzić dopiero z upływem czasu.
Wspólnie z trenerem Maciusiakiem zdecydowaliście, że nie wybierzesz się na zakończenie sezonu do Planicy. Ale czy nie żałujesz, że nie doszło do przekazania ci pałeczki od odchodzącego mistrza Kamila Stocha? Prezes Adam Małysz żałował tego.
Ja akurat za bardzo na takie rzeczy nie patrzę. Wolę robić wszystko w prywatnym gronie. Na tego typu porównaniach, czy przekazywaniu pałeczki nie skupiam się szczególnie. To są sprawy bardziej pod publikę, że tak powiem. Nie zależało mi na tym aż tak bardzo. Tym bardziej, że będę miał jeszcze niejedną okazję do rozmowy z Kamilem. Dlatego nie zależało mi na tym, żeby się pokazywać z tym publicznie.
Czy po odejściu Kamila Stocha będziesz nowym liderem naszych skoków?
Nie zastanawiałem się nad tym. Jesteśmy jedną drużyną i żaden z nas nie jest liderem, do którego się wszyscy dostosowują. Pracujemy razem, opieramy się na zasadach współpracy, a nie dominacji jednej osoby.
Czy ucieszyło cię, że prezes Adam Małysz zdecydował się przedłużyć misję trenera Macieja Maciusiaka i jego sztabu? Dostaną dodatkowe wsparcie od fachowca zagranicznego, wiele wskazuje na to, że będzie nim Stefan Horngacher.
Ja akurat miałem bardzo dobry sezon, więc na pewno jest to dla mnie normalne, że dobrze by było tę pracę (z trenerem Maciusiakiem) kontynuować. Nie wiem jednak, co dokładnie będzie ustalone. Raczej będzie kontynuacja, być może dojdą dodatkowe rzeczy. Jeszcze na sto procent całego sztabu nie znamy. Z tego co wiem, te sprawy są jeszcze dopinane na ostatni guzik. Na pewno większość sztabu się nie zmieni, a jeżeli dojdą nowe osoby, to stanie się to z korzyścią dla nas. Spojrzenie na nasze skoki może być jeszcze szersze, mogą zostać wprowadzane treningi innego rodzaju. Odbędzie się to z korzyścią dla nas.
Co spowodowało, że wybrałeś studiowanie na AKF Kraków, a nie AWF Katowice, które kończyło wielu skoczków?
Też się zastanawiałem nad tym, ale akurat moi rodzice studiowali w Krakowie. Tata na obecnej AKF, mam na innej uczelni. AKF Kraków był jedyną uczelnią dającą możliwość wyboru pięcioletnich studiów magisterskich, a nie licencjat, po którym następują dwa lata magisterki, więc na to wolałem się zdecydować.
Czy wsparcie naukowe, jakie zyskujecie dzięki fachowcom z takich uczelni jak AKF Kraków i AWF Katowice pomaga pokonywać przeszkody czyhające podczas kariery?
Jak najbardziej tak. Poziom skoków jest zmaksymalizowany pod każdym względem, więc kwestie sprzętowe czy parametry treningu i regeneracji są kluczowe i w tym wszystkim wsparcie nauki przydaje się bardzo mocno. To rzecz niezbędna, żeby współcześnie w sporcie odnosić sukcesy,
Co było trudniejsze, walka o medale olimpijskie czy zdanie sesji na AKF Kraków?
Żadnej sesji jeszcze nie zaliczyłem na uczelni, więc nie potrafię porównać. Najważniejsze, że mam taką możliwość, aby każdą sesję przedłużyć, bym nie musiał zdawać w jej w tym samym terminie co reszta studentów. Po prostu nie byłbym w stanie, bo podczas sesji zimowej trwa dość intensywny sezon. Pierwsza sesja dopiero przede mną, więc będę mógł ocenić czy to łatwiejsze wyzwanie od walki o medale na IO.
Pani profesor Anna Marchewka zadeklarowała tobie i narciarzowi Andrzejowi Gołasiowi darmowe miejsce w akademiku. Nie kusi cię, aby korzystając z przerwy między sezonami zasmakować studenckiego życia pełną piersią?
Na pewno się mogę nad tym zastanowić. Z drugiej strony, w maju zaczniemy treningi i z Krakowa byłoby dosyć daleko, żeby codziennie dojeżdżać na skocznie.





