Emocji nie brakowało, czyli faza zasadnicza ORLEN Superligi za nami!
Faza zasadnicza ORLEN Superligi dobiegła końca. Po raz kolejny do walki o medale z pierwszego miejsca przystąpi ORLEN Wisła Płock. Najwięcej emocji przyniosła jednak rywalizacja o ósemkę.

To, że obecne zmagania będą jednymi z najciekawszych od momentu powołania ligi zawodowej, było wiadomo od lata. Do zaciekłej rywalizacji o złoto między drużynami z Kielc i Płocka zdążyliśmy się przyzwyczaić. Teraz doszła równie arcyciekawa walka na dole tabeli – o utrzymanie bytu w elicie. Od nowych rozgrywek zmagania zostaną zmniejszone do 12 drużyn. Dlatego w tym sezonie dwa zespoły czeka spadek, zaś trzecią drużynę od końca baraż z wicemistrzem Ligi Centralnej.
Płock broni tytułu z pole position
Przed rokiem ORLEN Wisła Płock obroniła tytuł drugi raz w historii. Doszło do tego 20 lat po ostatnim takim wyczynie. Teraz podopieczni Xaviera Sabate stają przed szansą na pierwszego „hat-tricka”. Przez sezon zasadniczy przeszli suchą stopą. W październiku pokonali na wyjeździe Industrię Kielce 32:27, co praktycznie zamknęło losy walki o pierwsze miejsce. Marcowy rewanż był bardziej zacięty. Grający w mocno okrojonym składzie zawodnicy ze stolicy Świętokrzyskiego mieli szansę na zwycięstwo, co prawda nie tak okazałe jak ich rywale kilka miesięcy wcześniej, ale finalnie i tak skończyło się remisem 32:32. W rzutach karnych lepsi byli natomiast gospodarze - wygrali 4:3. Oba kluby miały swoje dobre, a nawet bardzo momenty w Lidze Mistrzów. „Nafciarze” zdobyli rekordową liczbę punktów w fazie grupowej. Do play-offów wyszli z trzeciej lokaty. Taką samą, po znakomitym finiszu - sześć zwycięstw z rzędu, wywalczyli zawodnicy Tałanta Dujszebajewa. Nasze eksportowe drużyny solidarnie odpadły jednak w 1/8 finału, co choć nie cieszy nikogo… to jednak jeszcze bardziej uatrakcyjnia walkę o mistrzostwo Polski. Tytuł będzie wyznacznikiem końcowej oceny sezonu.
– Teraz batalia o mistrzostwo może być jeszcze ciekawsza. Jeden i drugi zespół miał wielki apetyt na ćwierćfinał Ligi Mistrzów. Każdy z polskich sympatyków piłki ręcznej liczył na to samo, bo rywale byli jak najbardziej w zasięgu. Przez to w walce o krajowe trofea skupienie będzie jeszcze większe. Nie ma co rozpamiętywać tego, co wydarzyło się w dwóch poprzednich sezonach albo żyć sukcesami z tego okresu. Jedni bronią, drudzy atakują. Wszystkie siły zostaną rzucone na to, aby pod koniec maja pokazać najlepszy handball. Kielce i Płock to wyrównane zespoły. Doskonale się znają, trudno się zaskoczyć. O wszystkim zdecydują te małe detale – mówi Tomasz Rosiński, były reprezentant Polski, dziś ekspert telewizyjny.
Za plecami hegemenów walka trwa
W tym sezonie ciekawie wyglądała też walka o czołową ósemkę po fazie zasadniczej. W niej obserwowaliśmy dwa wyścigi. O podium, do ostatniej serii, walczyły Rebud KPR Ostrovia Ostrów Wielkopolski i PGE Wybrzeże Gdańsk. Przez większą część zmagań trzecią lokatę zajmowała drużyna znad morza. Oba kluby stoczyły kapitalne mecze między sobą, trzymające w napięciu jak ubiegłoroczne ćwierćfinały. Na finiszu rozgrywek obie strony popełniły błędy, ale rzutem na taśmę na pudło awansowali gracze Kima Rassmusena.
– Przydarzyło się nam kilka wpadek. Takich, których nie powinno być. To na minus. Mimo wszystko, nasz zespół ciągle rośnie. Osiągnęliśmy lepsze miejsce niż przed rokiem. Nie ukrywam, że nasze ambicje sięgają wyżej. Musimy tak patrzeć. Przyszedłem tutaj, aby grać o medal. Chcę pomóc chłopakom. Naszym celem jest gra w Europie – tłumaczy Tomasz Gębala, rozgrywający PGE Wybrzeża, który dołączył do zespołu późną jesienią.
Ekipa Patryka Rombla w ćwierćfinale zmierzy się z KGHM Chrobrym Głogów. Podopieczni Witalija Nata mieli swoje wzloty i słabsze momenty, ale wydaje się, że ustabilizowali formę i są gotowi do walki o powrót do najlepszej czwórki.
– Pary z miejsc 3-6 i 4-5 są bardzo mocne. Wszystkie zespoły prezentują dobrą formę. Z perspektywy kibica polskiej piłki ręcznej to szalenie ciekawe. Będą ciekawe zderzenia. Nie jest jasne, co może się wyjaśnić. Wszystko rozstrzygnie się na boisku – przyznaje Tomasz Gębala.
Rebud KPR Ostrovia również nie będzie miała łatwego zadania. W ćwierćfinale na jej drodze stanie Energa Bank PBS MMTS Kwidzyn. W drugiej części sezonu podopieczni Bartłomieja Jaszki zaprezentowali równą i skuteczną grę. Wygrali, co mieli wygrać i w walkę o szóstą lokatę z NETLANDEM MKS-em Kalisz rozstrzygnęli przed ostatnią serią.
– Cieszymy się z zajętego szóstego miejsca. Wiemy, że w pierwszej części sezonu nie wszystko szło po naszej myśli. W niej zanotowaliśmy kilka porażek jedną bramką. To trochę podcinało skrzydła, ale z drugiej strony – utwierdzało w przekonaniu, że idziemy w dobrą stronę. Ciężka praca w końcu przekuła się w zwycięstwa. Kiedy zaczęliśmy je odnosić, budowaliśmy pewność i nakręcaliśmy się pozytywnie. Jestem zadowolony, że ma finiszu nie musieliśmy oglądać się na rywali – mówi Bartłomiej Jaszka, trener MMTS-u, który opowiedział również jak zapatruje się na walkę o play-offy.
– Nasze ambicje są takie, aby walczyć o coś więcej niż tylko bycie w play-offach. Wiemy, że zmierzymy się z Ostrovią – doświadczonym zespołem, który spróbował już swoich sił w Europie. Trudniej broni się medalu niż po niego idzie. Zdajemy sobie sprawę z naszej wartości, z wykonanej pracy i miejsca, dzięki któremu się w niej znaleźliśmy. Wszystko mamy nie tylko w naszych rękach, ale przede wszystkim w głowach.
Beniaminek na piątkę
Po sezonie zasadniczym usatysfakcjonowana może być Handball Stal Mielec. Beniaminek zanotował mocne wejście w sezon. Wypracował górkę punktową, która pozwoliła marzyć o czymś więcej. Ekipa Roberta Lisa walczyła o ósme miejsce z Zepterem KPR-em Legionowo. Kiedy wydawało się, że to rywale mają przychylniejszy kalendarz na finiszu, Stal sprawiła niespodziankę i zdobyła Ostrów, co dało jej play-offy.
– Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Kiedy zaczynaliśmy sezon, mieliśmy walczyć o utrzymanie. Wystartowaliśmy dosyć dobrze i zaczęła tlić się nadzieja, że włączymy się do walki o play-offy, a w najgorszym przypadku, że nie będziemy musieli drżeć o utrzymanie, bo będziemy mieć już sporą przewagę – tłumaczy Robert Lis.
Stal pewnie wygrała zmagania w Lidze Centralnej. Szybkie zapewnienie awansu pozwoliło na zbudowanie solidnej kadry, w której znalazło się kilku zawodników z dużym doświadczeniem, na czele z Rafałem Przybylskim.
– Znaliśmy błędy, które popełniali beniaminkowie w poprzednich latach. Chcieliśmy tego uniknąć. Dlatego staraliśmy się dokooptować kilku doświadczonych zawodników, którzy w trudnych momentach sezonu pomogą nieopierzonym chłopakom. Kiedy idzie, to oni prezentują bardzo dobry poziom. Kiedy nie idzie, trzeba wesprzeć się ograniem. Ta mieszanka zdała egzamin. Awans przypieczętowaliśmy w Ostrowie, ale wygraliśmy z Głogowem, Kaliszem, Kwidzynem. Zbieraliśmy punkty z niemal każdą drużyną ligi. Nieważne, gdzie graliśmy, walczyliśmy o wygraną – wyjaśnia trener ekipy z Mielca, która nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.
– Nie mamy żadnych szans z Płockiem, a później zobaczymy. Szkoda byłoby, jeśli bylibyśmy w tych play-offach i nie spróbowali walczyć o wyższe miejsce. Nasze umiejętności pozwoliły nam na zajęcie ósmej lokaty, ale teraz los daje nam szansę na coś więcej i musimy to wykorzystać – kwituje Robert Lis.
Kto oszuka przeznaczenie?
W grupie spadkowej powstały dwa obozy. Zepter KPR Legionowo i Corotop Gwardia Opole są już pewne utrzymania. Zbudowały odpowiednio dużą przewagę nad resztą stawki. Drużyna z Mazowsza od początku znajdowała się w środku tabeli. Corotop Gwardia miała problemy jesienią. W drugiej części zmagań wróciła jednak na dobre tory i notowała zdecydowanie lepsze wyniki. Obie drużyny dzielą trzy punkty, co zwiastuje emocje w walce o dziewiąte miejsce.
– Początek sezonu nie był najłatwiejszy. Odeszło ośmiu zawodników, przyszło sześciu nowych – mówi Bartosz Jurecki, trener Corotop Gwardii.To duża rotacja jak na klub piłki ręcznej. Wszystko, co złe zaczęło się od czwartej serii, bo wtedy straciliśmy Keliana Janikowskiego i Bartosza Kowalczyka. Oni swoim doświadczeniem mieli zastąpić naszych wiodących do tej pory zawodników, a więc tercet Jędraszczyk-Łangowski-Widomski. Niestety, złapali kontuzje. Do tego wszedł młody Bartek Rugała, dla którego było to pierwsze zderzenie z Superligą. Potrzebował czasu, o czym przekonaliśmy się w ostatnich tygodniach, gdzie pokazywał skalę talentu. Punkty nam jednak uciekły. Żałujemy kilku spotkań u siebie, które mogły dać nam awans do ósemki. W nowym roku byliśmy już w pełnym składzie. Do tego doszedł do nas Mykola Protsiuk z Gdańska. On troszkę ożywił naszą grę w ataku. Forma poszła w górę, co przełożyło się na wyniki – tłumaczy szkoleniowiec klubu z Opola.
Niżej spokoju nie będzie. Sytuację następnych trzech klubów można ocenić jako dobrą, złą i beznadziejną. Na barażowym miejscu znajduje się Piotrkowianin Piotrków Trybunalski, który ma trzy punkty przewagi nad LOTTO Puławami i pięć nad ostatnim Zagłębiem Lubin. Drużyny spod kreski nie składają broni, ale nie mają już marginesu błędu. One również muszą celować w komplet zwycięstw.
– Jedyne, co nam pozostało to gra o utrzymanie. Nie tracimy nadziei. Dystans punktowy nie jest jeszcze aż tak duży – wyjaśnia Jan Czuwara z Zagłębia. – Chcemy wygrać każde z czterech spotkań. Jeśli chodzi o ocenę naszej postawy, to chyba brakowało nam konsekwencji w pojedynczych meczach. Tych, które przegraliśmy jedną, dwiema albo trzema golami było sporo. Do punktowania brakowało niewiele. Teraz musimy celować tylko w wygrane. Nie mamy miejsca na pomyłki. Teoretycznie gramy z dołem tabeli. Nie jesteśmy jeszcze na straconej pozycji, bo pokazywaliśmy, jak potrafimy walczyć – dodaje.
Teraz w weekend w Kaliszu czeka nas rywalizacja o Puchar Polski, a już od środy emocje związane z decydującą częścią sezonu ORLEN Superligi. Transmisje meczów Orlen Superligi i Pucharu Polski na antenach Polsatu Sport i online na Polsat Box Go.

