Nie gryzie się w język po kolejnej porażce Polski. "Duży krok do tyłu"

Tomasz LachPiłka nożna

Polki przegrały dwukrotnie z Irlandią w meczach Dywizji A Ligi Narodów, będącymi zarazem meczami eliminacji MŚ 2027. Biało-Czerwone skomplikowały sobie kwestię awansu na mundial w Brazylii. Co gorsza, porażki w Gdańsku i Dublinie najpewniej oznaczać będą spadek do Dywizji B Nations League.

Piłkarka w białej koszulce z czerwonymi elementami drybluje z piłką na zielonej murawie, otoczona przez zawodniczki w zielonych strojach.
fot. PAP
Anna Szymańska komentuje porażki z Irlandią i styl gry reprezentacji Polski

Po zeszłorocznym EURO i niedawnym remisie z Holandią przyszły niespodziewane i bardzo kosztowne przegrane z Irlandią. Czy bardziej bolą Panią stracone punkty czy styl obu porażek?


Anna Szymańska (była bramkarka, 39-krotna reprezentantka Polski): Obraz tych spotkań był w naszym wykonaniu bardzo słaby. W Gdańsku pomimo porażki (2:3) zespół pokazał charakter i wracał 2-krotnie do gry. To dawało nadzieję na spotkanie w Dublinie. Dla mnie jako byłem bramkarki kluczowa była gra w defensywie i tutaj zabrakło stabilizacji i organizacji, szczególnie w kluczowych momentach, tzn. przy straconych bramkach. Po przegranej w Gdańsku wydawało się, że jest fundament, na którym można budować zespół na rewanż w Dublinie (0:1). I tutaj w końcu dziewczyny dobrze weszły w mecz, widać było, że wyciągnęły wnioski, próbowały szukać okazji. Później przyszła nieszczęsna 42-ga minuta i znów trzeba było gonić wynik. Liczyłam na to, że w drugiej połowie zmienimy ustawienie, ponieważ nie mieliśmy przed czym się bronić. Podobało mi się wejście Weroniki Zawistowskiej, które ożywiło grę w ataku. Uważam, że zostałyśmy skrzywdzone, bo był faul na Weronice i należał się nam rzut karny. Szkoda, że nie podjęliśmy ryzyka, może przejścia na inny system gry w 2-giej połowie. Często też Paulina Dudek była przesuwana do ataku, ale tym razem nie zrobiliśmy żadnej zmiany. Nie tak to miało wyglądać. Nikt nie zakładał 2 porażek z Irlandią. Patrząc na chłodno, jest mi trudno wyciągnąć z tych meczów jakiś pozytywny aspekt na przyszłość.


Po pierwszym meczu selekcjonerka Nina Patalon była pewna, że jej zespół w Dublinie zareaguje, że będzie jak to określiła "wkurzony" porażką u siebie i słabym występem. Widziała Pani tę rekację?


Zabrakło mi u dziewczyn sportowej złości. Zabrakło mi podejścia na zasadzie ‘kurde, nie mamy nic do stracenia, gonimy’. Przecież nawet gdybyśmy przegrali 0-2, to niczego by nie zmieniło. Irlandia nie jest zespołem super wyszkolonym technicznie. Wyspiarki nadrabiają wiele swoją fizycznością. Było widać, że one mają określony schemat gry. Po zdobyciu bramki niespecjalnie angażowały się w ataki, a Polki się do tego dostosowały. Ewa Pajor była w obu meczach pilnowana, podwajana w kryciu, brakowało jej wsparcia. Występ zawodniczek, od których się wiele oczekuje, na przykład Ewelina Kamczyk, był słaby. To samo dotyczy Pauliny Tomasiak, a to piłkarka, która we wcześniejszych meczach robiła na boku dużo wiatru. Byliśmy stawiani w roli faworyta i w takich meczach to my musimy pokazać własną siłę. Tymczasem to Irlandki zaprezentowały wyższą kulturę gry i lepszą organizację.


Irlandia przewyższała nasz zespół na płaszczyźnie biegowej, motorycznej. Z kolei Polki prawie nie stwarzały sytuacji bramkowych, a nasza gwiazda Ewa Pajor nie miała odpowiedniego wsparcia, tzw. serwisu. Z Czego to Pani zdaniem wynikało?


Nie miałyśmy w obu meczach ani jednej zawodniczki, która by ten zespół poniosła wyżej. Irlandia konsekwentnie cały czas grała swoje. Przy niekorzystnym wyniku zabrakło planu B. Jest duży niedosyt. Nie tak sobie to wyobrażałam po tylu meczach tej reprezentacji pod wodzą trenerki Niny Patalon (mecz w Dublinie był 60-tym spotkaniem Biało-Czerwonych pod wodzą Patalon). Zawsze może się zdarzyć wypadek przy pracy, jak porażka w Gdańsku, natomiast liczyliśmy na dużo lepszy mecz 4 dni później. Nasze dziewczyny nie wyglądały dobrze motorycznie. Irlandki szybciej grały piłką na 1-2 kontakty, a my za dużo grałyśmy długich piłek. Ewa Pajor była pilnowana przez 2 rywalki i nie miała żadnego wsparcia.


Jeszcze inna kwestia to organizacja gry obronnej, fatalne bronienie Polek we własnym polu karnym, zostawianie przeciwniczkom dużo wolnego miejsca?


Przy wszystkich straconych bramkach zabrakło doskoku do rywalek. Zawsze się mówi, że kiedy piłka jest w twoim polu karnym, to trzeba podejść agresywnie, nie dawać możliwości dośrodkowania, możliwości strzału, a tego zabrakło. Bardzo łatwo tracimy krycie w polu karnym. Rywale nas analizują i wiedzą, że mamy z tym problemy. Dlatego szukają sobie przestrzeni za plecami obrończyń. Ten element musimy na przyszłość poprawić, szczególnie w kontekście meczów barażowych o MŚ. Zbyt łatwo tracimy bramki, a dziewczyny same musza się strasznie namęczyć, by zdobyć bramkę. Trenerka ma problem na prawej obronie. (w meczach z Irlandią na tej pozycji grały Aleksandra Zaremba i Weronika Zieniewicz). Trzeba scalić tę linię obrony. Widać, że selekcjonerka cały czas szuka jakichś rozwiązań, ale nie jest jej łatwo. Potrzebna jest jakość i koncentracja u zawodniczek, które są w reprezentacji Polski. W meczach z Irlandią straciliśmy za dużo bramek i straciliśmy je zbyt łatwo. Liczyłam na dużo lepszą grę.


Do mizerii zespołu dostosowała się w jakimś stopniu Kinga Szemik w bramce. Popełniła błąd przy pierwszym golu straconym w Gdańsku, w Dublinie przy jedynym golu też chyba mogła zachować się lepiej?


Już po pierwszym meczu było słychać głosy, by zmienić bramkarkę, zaryzykować i dać na mecz wyjazdowy "czarnego konia" w bramce. Odpowiedzmy sobie jednak szczerze na pytanie czy dzisiaj zawodniczki, które stoją za plecami Kingi Szemik są gotowe. Sama szkolę bramkarki, prowadzę treningi na Śląsku i jestem w tym fachu. Być może Kinga Seweryn byłaby taką bramkarką, bo cechuje się odwagą. Natomiast Natalia Radkiewicz i Oliwia Szperkowska popełniają regularnie błędy i trudno mówić w ich przypadku o stabilności. Oczywiście rywalizacja jest zawsze wskazana. Możemy gdybać co by było przy ewentualnej zmianie, mi jednak brakuje deptania Kindze Szemik po piętach, naciskania jej.


Prawdopodobnie zajmiemy ostatnie miejsce w grupie, co oznacza bardzo trudne baraże o finały MŚ 2027. Wierzy Pani jeszcze w ten awans?


Nadzieja oczywiście zawsze będzie. Francja i Holandia walczą o zwycięstwo w naszej grupie. Szanse na pokonanie tych zespołów są małe. Spadamy zatem do Dywizji B Ligi Narodów. I znowu trzeba będzie czekać, walczyć, by wrócić do Dywizji A. Przeżywamy trudny i smutny czas. W poprzednich meczach dziewczyny pokazały mnóstwo serca, odwagi, sportowego ducha. Teraz brakowało mi złości w zespole, ambicji, spróbowania czegoś nowego.


W kontekście mundialu na pewno musimy liczyć na wylosowanie zespołu jakoś tam w naszym zasięgu. Jeśli trafimy na Hiszpanię czy Anglię, to doskonale wiemy jaka jest jakość tych zespołów. Jeśli w meczu z nimi popełnimy chociaż jeden błąd, ona natychmiast to wykorzystają. Bardziej liczę na to, że ten zimny prysznic spowoduje naprawdę dogłębną analizę tego, jak zagraliśmy z Irlandią. Może to jest dobry moment na zmianę systemu gry, bo nie da się patrzeć na to jak gramy cały czas długie piłki. Rozumiem, że na zgrupowaniu ćwiczy się elementy pod przeciwnika, ale niech to będzie zaskoczenie, zagrane w odpowiednim momencie i w odpowiednim tempie. Nasze długie podania były przechwytywane przez Irlandki bądź wracały z powrotem. Biłyśmy głową w mur. Patrząc na baraże o mistrzostwa świata, to będzie to dla nas ciężki moment. Znowu robimy duży krok do tyłu.

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie