Rzadko się zdarza, aby wybór był tak bezdyskusyjny. Inni kandydaci, na największego wygranego roku, przegrywają w przedbiegach. To różnica kilku klas – twierdzi komentator Polsatu Sport Andrzej Kostyra i ma ku temu powody.
Choć eksperci potencjał w Głowackim widzieli już od dawna, to jeszcze rok temu kibic, który nie interesuje się boksem, nie wiedział kim on jest.  „Główka” to zdobywca wielu cennych medali na rynku amatorskim, który przygodę z boksem zawodowym rozpoczął w 2008 roku. Od tego czasu pewnie kroczył od zwycięstwa do zwycięstwa, nokautując kolejnych rywali.

 

Szpilka chce przejść do historii!


29-latek świetnie rozpoczął ten rok. 31 stycznia pewnie pokonał na punkty w półfinałowym eliminatorze WBO Nuriego Seferiego. Na to, co wydarzyło się później, Głowacki czekał przez całe życie. Tony Bellew zrezygnował z walki o status oficjalnego pretendenta i pod koniec lutego świat obiegła informacja, że to właśnie Polak będzie kolejnym rywalem mistrza Marco Hucka. Wówczas Niemiec zasiadał na tronie federacji od prawie sześciu lat – od sierpnia 2009 roku.


Najpierw do walki miało dojść w czerwcu. Termin kilka razy zmieniano, a ostatecznie datę ustalono na 14 sierpnia. Dla Hucka była to czternasta obrona tytułu i pierwszy występ na terenie Stanów Zjednoczonych, dlatego też postawił na przygotowania w Las Vegas, gdzie szlifował formę z nowym trenerem Donem Housem.


Bukmacherzy, eksperci, kibice nie dawali Polakowi prawie żadnych szans. W końcu, 31 lipca ten uśmiechnięty, skromny, ale i pełen wiary chłopak wyleciał do USA. Towarzyszyli mu Fiodor Łapin i Paweł Gasser oraz promotorzy Piotr Werner i Andrzej Wasilewski.


– W momencie ogłoszenia walki, tak jak większość, w moich oczach faworytem był Huck. No i przecież bardzo niewiele brakowało, aby to Niemiec wygrał – mówi Kostyra.


Rzeczywiście, niewiele. Przecież Huck posłał Polaka na deski. Sędzia David Fields mógł w tym momencie spokojnie przerwać walkę. Zaufał jednak wałczaninowi i pozwolił na kontynuowanie pojedynku. Świetna decyzja, bo przecież dzięki niej, byliśmy świadkami jednego z najbardziej sensacyjnych zwycięstw w ostatnich latach. Głowacki rzucił się na rywala, aż w końcu w jedenastej rundzie Niemiec padł na matę.

 

Głowacki - Huck. Skrót walki
To zwycięstwo, to jeden z największych cudów od czasów zmartwychwstania Łazarza. W Newark duch walczył z ciałem. Z reguły wygrywa ciało, a tutaj zwyciężył duch. Krzysiek zaprzeczył wszystkim prawom. Jak on to w ogóle zrobił? – zastanawia się Kostyra.
Głowacki już zapisał się w historii i wszyscy zgodnie twierdzą, że stać go na więcej. Wybór najlepszego pięściarza znad Wisły był w tym roku więc banalnie prosty. Także i grupa menadżera Ala Haymona doceniła jego wyczyny. Starcie  Głowackiego z Huckiem zostało uznane za Walkę Roku 2015 na galach Premier Boxing Champions.


Niestety po sierpniowej potyczce „Główka” musiał przejść operacje lewego łokcia i nadgarstka. Przerwa dość długa, ale przekonuje, że wróci jeszcze silniejszy.
Na początku roku pewnie zmierzę się ze Steven Cunninghamem. Oczywiście chciałbym w tym nadchodzącym roku obronić pas trzy, cztery razy, ale przecież muszę skupić się na najbliższym rywalu, bo to nie będzie łatwa walka – mówi mistrz świata WBO.
Mimo ambitnych planów, najważniejsze jest to, że ten skromny chłopak wciąż pozostaje taki sam.


– To był wspaniały rok. Ciężko to nawet wyrazić w słowach. Spełniły się moje marzenia, ale ja się nie zmieniam – podsumowuje Głowacki.