Polska się rozwija, ale nie dzięki politykom – dzięki ludziom, którzy nie boją się marzyć. Często stawiani są pod pręgierzem. Jednak to Michał Listkiewicz, Mirosław Przedpełski i Artur Popko, czy ostatnio Andrzej Kraśnicki przyczynili się do EURO 2012, siatkarskiego Mundialu 2014, cudownego EURO 2016 w ręcznej. Zbigniew Boniek już radował się z  finału Ligi Europy w 2015 roku, a w 2017 roku – dzięki zabiegom szefa PZPN – czekają nas młodzieżowe mistrzostwa Europy (w nowej formule). Z kolei Kraśnicki już wywalczył MŚ piłkarzy ręcznych – w 2023 roku (wspólnie ze Szwecją).
 

Leśnodorski dla Polsatsport.pl: Wiosną Radović w Legii nie zagra


Jedyny zgrzyt ostatniego dnia EURO 2016 to gwizdy publiczności w Tauron Arenie w Krakowie pod adresem premier Rzeczypospolitej Beaty Szydło. Jakoś mam dziwne wrażenie, że gwizdała przeciągle grupa kilku tysięcy Niemców, którzy przyjechali w gościnę, ale myślą, że z nami jest coś nie tak. Tymczasem u nich bałagan, jak nigdy w ostatnich latach. Jak tacy mądrzy, to niech gwiżdżą na Angelę Merkel, a nie na szefową naszego rządu... I piszę to nie zważając na podziały polityczne, jakie z premedytacją są u nas podsycane. Bo – co jest paradoksem – bez względu na politykę potrafimy organizować wielkie imprezy. Nota bene z ramienia polityków starania o piłkarskie EURO 2012 rozpoczęła ekipa SLD – z Wiesławem Wilczyńskim na czele. Rozpędu nadała ekipa PiS, z zupełnie zapomnianą Elżbietą Jakubiak na czele resortu. Bo jej poprzednik Tomasz Lipiec z PiS skompromitował się historycznie, maczając ręce w ordynarnej korupcji. Wręcz kipiał energią przy EURO 2012 Mirosław Drzewiecki z PO, a wpadki zaliczała Joanna Mucha - również z PO...

 

Warto jednak podkreślić, że te wszystkie wielkie imprezy ostatnich lat – organizowane przez Polskę – to wynik sprawności działaczy sportowych, a nie polityków. Politycy stawiani byli pod ścianą w wyniku działań kilku znaczących postaci polskiego sportu. Michał Listkiewicz – co by o nim nie mówić w wielu aspektach – to mistrz futbolowej dyplomacji na międzynarodowym szczeblu. Prezes PZPN w latach 1999-2008 doskonale zdawał sobie sprawę, że Hrihorij Surkis, szef federacji Ukrainy, "porywa się z motyką na słońce". Jednak postanowił się porwać razem z nim. Mirosław Przedpełski w duecie z Arturem Popko przyciągnęli siatkarski Mundial, a Andrzej Kraśnicki EURO w ręcznej, a także – trochę jeszcze odległy w czasie, ale jednak zbliżający się nieodwołalnie – Mundial w szczypiorniaku.

 

Co robił w tym czasie Donald Tusk? "Haratał w gałę", ale zupełnie nie zadbał o spójny program rozwoju futbolu dzieci i młodzieży. Wolał skoncentrować się na walce z "kibolami", a także zainicjował horrendalną ustawę hazardową, która do dziś odbija się czkawką na polskim sporcie. Pokłosie słynnej rozmowy "na cmentarzu" mieliśmy w czasie EURO w ręcznej, gdy trzy ekipy grały z reklamami "zakazanych" bukmacherów, bo jeden z prominentnych organizatorów imprez sportowych – z nadania politycznego zresztą – zapomniał poinformować ekip uczestników o obostrzeniach polskiego prawa... Tusk zapyta: a stadiony? Stadiony, poza Narodowym, to inicjatywa samorządów (często zresztą z wybujałym ego, stąd "gigantomania"). EURO 2012 firmowała Mucha, która bała się klubowego meczu na najnowocześniejszym stadionie w Europie, pytając "kto wybrał drużyny do tego meczu". Logikę postępowania ówczesnego premiera rządu RP obrazowały działania podległych mu wojewodów, którzy zamykali stadiony w Poznaniu i w Warszawie, za ekscesy w Bydgoszczy...

 

EURO 2016 w ręcznej pozwoliłem sobie na Twitterze nazwać imprezą "narodowej dumy", ale myślę, że podobnie było z futbolowym EURO 2012, czy siatkarskim Mundialem w 2014 roku. Z dumą pokazywaliśmy światu, jakim krajem jesteśmy po ponad dwudziestu latach od upadku "komuny". I w tej dumie utwierdzaliśmy się, bez względu na to, czy odnosiliśmy sukces sportowy, czy nie. Finały EURO 2012, czy EURO 2016 były sportowo rozczarowujące, ale i tak stanowią chwałę dla Polski. Dla Polski, jako kraju organizatora wielkich imprez sportowych!